Atlético Madryt: między rozbłyskiem a katastrofą pod wodzą Simeone.
Ostatnie wyniki Atlético Madryt to prawdziwa jazda bez trzymanki, która zmusza do postawienia niewygodnego pytania: czy „Cholismo” wciąż ma moc? Z jednej strony spektakularne pogromy, z drugiej – kompromitujące porażki, które każą zwątpić w stabilność projektu Diego Simeone.
Paradoks Los Colchoneros: Od Tryumfu do Tryumfu Porażki
Forma Atlético Madryt w ostatnich tygodniach to materiał na scenariusz filmowy pełen zwrotów akcji. Zespół Diego Simeone zanotował dwa z absolutnie najlepszych występów w całym sezonie: najpierw zdemolowali Real Betis 5:0, a następnie urządzili pogrom na Barcelonie, strzelając cztery bramki w kompleksowym rozbiciu mistrzów Hiszpanii w Copa del Rey. Te zwycięstwa sugerowały, że Los Colchoneros wrócili na ścieżkę chwały, a argentyński menedżer znów okiełznał swój taktyczny geniusz.
Ale tuż po tych wygranym pojawiają się cienie. Pomiędzy tymi spektaklami nastąpiły dwie katastrofy, które można uznać za jedne z najgorszych prezentacji Atleti w erze Simeone. Domowa porażka 1:0 z Betisem (tak, tym samym, który później rozbili 5:0) oraz niedzielna klęska 3:0 z Rayo Vallecano to momenty absolutnego dna dla klubu ze stolicy. Taka niestabilność jest nie do pomyślenia dla drużyny celującej w najwyższe laury. To nie jest po prostu słabszy tydzień; to symptom głębszego problemu z utrzymaniem intensywności i mentalności.
Czy Simeone doprowadził Atleti do ściany? 14 lat dominacji a stagnacja
Diego Simeone, który przejął klub w grudniu 14 lat temu, jest ikoną. Zbudował Atlético w instytucję, którą znamy – drużynę opartą na żelaznej dyscyplinie i nieustępliwości. Jednak narasta poczucie, że ten cykl dobiegł końca. Atleti utknęło w "niczyjej ziemi" hiszpańskiego futbolu: są za słabi, by realnie konkurować z duetem Real-Barça o mistrzostwo, ale zbyt mocni, by spaść w dół tabeli i pozwolić na pościg słabszym ekipom. Wygląda na to, że Simeone stracił pomysł, jak przeskoczyć tę barierę.
Nie tak dawno temu „Cholismo”
było filozoficznym światłem przewodnim. Konserwatywne podejście Simeone, choć nieakceptowalne w niektórych klubach, było idolizowane przez kibiców, którzy uwielbiali patrzeć, jak ich underdogs walczą z gigantami. Teraz jednak ta filozofia straciła swoją moc. Mówi się, że Atlético stało się „miękkim celem”
(a soft touch). Dyskusje o mentalności drużyny przybierają na sile, a spekuluje się nawet, że argentyński szkoleniowiec popadł w konflikt z kilkoma kluczowymi graczami w szatni w tym sezonie.
Można bronić Simeone, twierdząc, że nowoczesna piłka go prześcignęła, podobnie jak zdarzyło się to Arsène’owi Wengerowi na Emirates. Obaj zbudowali elitarne kluby na swój wizerunek, ale metody straciły skuteczność. I tu tkwi sedno sprawy: Simeone obiecuje ewolucję. Próbował wprowadzić bardziej ofensywny, ekspansywny styl, nawet dostosowując strategię transferową. Zawsze jednak wraca do ustawień domyślnych, do tego, co zna najlepiej, nawet jeśli przestaje to działać efektywnie w dzisiejszym futbolu.
Przybycie Ademaola Lookmana w styczniu dawało nadzieję na nowy ofensywny impuls. Nigeryjczyk pokazał przebłyski geniuszu, ale balans zespołu wciąż jest zaburzony. Brakuje mu kreatywności w środku pola, a obrona bywa dziurawa jak szwajcarski ser.
Właściciele patrzą, a Inter czeka: Czy czas Simeone dobiega końca?
Do niedawna Simeone miał pełną kontrolę nad Metropolitano. Jednak listopadowy wykup udziałów przez Apollo Sports Capital wprowadził nowe zmienne. Nowi właściciele są ambitni i, co najważniejsze, chcą ekscytującego futbolu. Z ich perspektywy, inwestycja rzędu 2,5 miliarda dolarów wymaga zwrotu, a ten nie nadejdzie, jeśli Atleti będzie balansować pomiędzy czołówką a środkiem stawki.
Co ciekawe, Simeone sam publicznie wyznał, gdzie widzi swoją trenerską przyszłość. Jego marzeniem pozostaje powrót do Milanu:
„To nie zależy ode mnie, ale w mojej karierze trenerskiej wyobrażam sobie czas na ławce Interu” – powiedział Simeone, odnosząc się do potencjalnego powrotu na San Siro.
Kiedyś najbogatsi giganci Premier League walczyliby o każdy centymetr jego podróży, by pozyskać trenera postrzeganego jako siła natury. Dziś wątpliwości dotyczą jego kompatybilności z nowoczesnym futbolem.
Ten sezon wciąż może być dla Atlético udany. Mają nogę w finale Copa del Rey i są faworytami do awansu w Lidze Mistrzów, a trzecie miejsce w LaLiga nie byłoby katastrofą – nie zajmowali wyższej pozycji od czasu zdobycia tytułu w 2021 roku. Mimo to, kibice i nowi właściciele mają prawo oczekiwać, że klub jest zdolny do więcej. Prawda jest taka, że obecna drużyna Atlético Madryt, kierowana przez swojego legendarnego trenera, może być daleka od poziomu, na którym powinna walczyć o regularne trofea, a on sam może nie być najlepszym człowiekiem, aby ten poziom osiągnąć.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.