Benfica: gol bramkarza ratuje Mou, lecz liga wciąż rozczarowuje

Era José Mourinho w Benfice to rollercoaster na sterydach – pasmo frustracji, nagłe, epickie triumfy i nieustanne kontrowersje. Choć klub pozostaje niepokonany w lidze, trzecie miejsce i eliminacje z obu krajowych pucharów rysują obraz daleki od oczekiwań.

Kryzys w Lizbonie: Fani blokują trening, a Mourinho musi się tłumaczyć

Sytuacja w Lizbonie, delikatnie mówiąc, nie należała do sielankowych. Mimo ligowej passy bez porażki, Benfica spisywała się poniżej ambicji, co doprowadziło do konfrontacji, jakiej nie spodziewał się nawet sam „The Special One”. Bezpośrednio przed kluczowym starciem Ligi Mistrzów z Realem Madryt, grupa ultrasów Benfiki postanowiła wyrazić swoje niezadowolenie. Blokada wejścia na obiekt treningowy w Seixal była jaskrawym sygnałem ostrzegawczym: wyniki muszą się poprawić, i to natychmiast.

Co zaskakujące, Mourinho podszedł do fanów, spędzając z nimi ponad godzinę. Relacje mówią o „produktywnym” spotkaniu, ale sam fakt, że kibice muszą personalnie interweniować, nie jest symptomem zdrowego klubu. Oczywiście, wkrótce potem Benfica rozgromiła Estrelę Amadora 4:0, ale to był tylko rozgrzewka. Prawdziwy test psychologiczny i sportowy miał nadejść kilka dni później, przeciwko Królewskim.

Magia Ligi Mistrzów kontra taktyczna amnezja

Mecz z Realem Madryt dostarczył scenariusza, który idealnie oddaje chaos i geniusz rządzący obecną kampanią Benfiki. Portugalczycy zaczęli lepiej, dominując przez pierwsze 30 minut, by nagle paść ofiarą Kyliana Mbappé. Choć Andreas Schjelderup błyskawicznie wyrównał, a Vangelis Pavlidis dał prowadzenie z rzutu karnego, dając kibicom euforię, to atmosfera znów się załamała po kolejnym golu Mbappé. Wynik 3:2 na tablicy po przerwie, choć dawał nadzieję, w kontekście rozbudowanej tabeli fazy ligowej Ligi Mistrzów, stawiał Benficę w niekorzystnej sytuacji, ustępując Marsylii różnicą bramek.

I tu nastąpił moment kuriozalny. Mourinho, najwyraźniej przekonany, że zwycięstwo 3:2 zapewnia im awans do fazy play-off, dokonał zmian defensywnych, usuwając ze składu strzelców goli – Schjelderupa i Pavlidisa, wprowadzając Antonio Silvę i Franję Ivanovicia w celu „zabicia meczu”. Podczas gdy kamery pokazywały prezesa Rui Costę w furii, krzyczącego w stronę ławki rezerwowych, że potrzebny jest jeszcze jeden gol, Mourinho wydawał się być jedyną osobą na stadionie, która nie znała aktualnych realiów tabeli.

Gdy w końcu dotarło do niego (prawdopodobnie dzięki chaotycznej komunikacji), a Real Madryt został zredukowany do dziewięciu graczy, Mourinho wydał rozkaz, który przejdzie do historii: bramkarz Anatolij Trubin musiał ruszyć do przodu na rzut wolny. I Trubin nie tylko się pojawił, ale strzelił gola, który uratował kampanię Benfiki w Europie!

„Wygrałem i przegrałem wiele meczów, ale nigdy nie wygrałem takiego, w którym mój bramkarz strzelał w ostatniej minucie. Myślałem, że widziałem już wszystko w futbolu, ale ostatecznie – nie widziałem” – wyznał zdumiony Mourinho po meczu dla Paramount+.

Ten moment był absolutnym przełomem, choć reakcje wydawały się nieadekwatne do skali wydarzenia. Mourinho podbiegł do chłopca od podawania piłek i go uściskał. Z perspektywy eksperta, to było trochę za mało; być może powinien był tego chłopca posadzić na ramionach i podarować mu swój zegarek jako pamiątkę – to byłoby bardziej adekwatne do rangi tego wyczynu.

Fałszywe świty: Prawda ligowej scenerii

Lecz na tym euforia się skończyła. Gdy kurz opadł, Benfica musiała wrócić do rzeczywistości portugalskiej ligi. Rewanż za europejskie emocje? Frustrujący bezbramkowy remis z Tondelą, która zajmuje 17. pozycję w tabeli. To stało się epitomem kadencji Mourinho: po każdym przebłysku geniuszu czy historycznym momencie, następuje kompromitująca strata punktów z rywalem, którego powinni deklasować.

Mourinho, który uwielbia pucharowe batalię, gorzko przełknął też gorycz krajowych rozgrywek. Eliminacje z Pucharu Ligi i Taça de Portugal nastąpiły niemal jedna po drugiej. Po porażce 3:1 z Bragą, trener zastosował swoją ulubioną metodę – kara psychologiczna. Kazał drużynie nocować na obiekcie treningowym przed starciem z Porto, co miało zintensyfikować ich wrażenie porażki.

„Mam nadzieję, że zawodnicy będą spać tak dobrze jak ja – to znaczy, że wcale nie będą spać” – oznajmił Mourinho, co w kontekście późniejszej porażki 1:0 z Porto, brzmi jak potwierdzenie, że nocne czuwania niekoniecznie przekładają się na punkty.

Na konferencji prasowej po tej porażce, kiedy zapytano go o dobór składu, Mourinho odpowiedział w swoim klasycznym, protekcjonalnym stylu: „Musicie pytać tego, kto mówi. Ja nic nie rozumiem z taktyki i dynamiki. Ci, którzy o tym mówią, to ludzie, którzy wiedzą dużo. Lepiej porozmawiać z nimi. Ja rozumiem w tym niewiele.” To klasyczny Mourinho: obrona poprzez sarkazm i przerzucanie odpowiedzialności na niewidzialnych „ekspertów”.

Głos Młodości: Czy akademia jest ratunkiem dla The Special One?

Wśród wszystkich negatywnych wskaźników, jest jeden jasny punkt, który ewidentnie cieszy Mourinho – choćby z racji jego polityki dystansowania się od mediów. Portugalczyk coraz śmielej korzysta z niesamowitej akademii Benfiki, dając szanse młodym zawodnikom, czego nie robił w poprzednich klubach.

Prawdopodobnie największym objawieniem jest 17-letni prawy obrońca, Daniel Banjaqui. W ostatnich dwóch meczach ligowych wyglądał na kompletnego weterana. W starciu z Estrelą Amadora jego statystyki były imponujące: wygrał cztery odbiory, zanotował trzy odzyskania piłki, trzy podania do trzeciej tercji boiska, trzy udane dryblingi, stworzył jedną szansę i wygrał najwięcej pojedynków w meczu (11).

Nie jest on odosobniony. Anísio Cabral, który błyszczał na U-17 Mistrzostwach Świata, zadebiutował pod koniec meczu z Estrelą Amadora i natychmiast strzelił czwartego gola dla Benfiki. To młode nadzieje, które mogą stanowić fundament, ale czy Mourinho będzie miał czas je budować?

W kontrakcie Mourinho ma znajdować się klauzula umożliwiająca rozwiązanie współpracy za porozumieniem stron po zakończeniu sezonu 2025/26, co daje obu stronom możliwość dziesięciodniowego okna na podjęcie decyzji. Jak na razie, jego czas w Benfice nie jest sukcesem, ale dopóki tam jest, możemy być pewni jednego – czeka nas ciąg dalszy skomplikowanej sagi, pełnej momentów, które definiują kariery i zapadają w pamięć na zawsze.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.