Carrick odmienia Manchester United: powrót do formy i świeży system gry.

Początek ery Michaela Carricka w Manchesterze United zapowiadał się jako rewolucja, mająca odmienić klub, który pod wodzą poprzednika, Rubena Amorima, często gubił punkty w starciach z zespołami pokroju Fulham.

Koniec z filozofią remisu: Odrodzenie ducha walki na Old Trafford

Argumentowano, że starcie z Fulham będzie prawdziwym testem dla odradzającego się Manchesteru United pod wodzą Michaela Carricka. Poprzednie spektakularne zwycięstwa nad gigantami jak Manchester City czy Arsenal mogły maskować problemy, które ujawniały się w meczach z teoretycznie słabszymi ekipami, co było znakiem rozpoznawczym kadencji Amorima. Po 91 minutach niedzielnego spotkania, przy stanie 2:2, wydawało się, że te obawy się potwierdzą. Fulham, które wyrównało, zasłużyło na punkt. I tu nastąpił moment, który ukazał fundamentalną różnicę. Manchester United nie może liczyć na bramki w doliczonym czasie gry w każdym meczu, ale drużyna Carricka gra po to, by wygrywać. Nawet po bolesnym ciosie w postaci gola Kevina, zespół natychmiast się przegrupował i walczył o odzyskanie tego, co niemal stracił.

Trudno sobie wyobrazić, by pod rządami Amorima reakcja była równie natychmiastowa. Portugalczyk nigdy do końca nie pojął, że dla klubu tej rangi remis to forma porażki. Ta subtelna zmiana w mentalności odmieniła atmosferę wokół teatru marzeń. Kibice znów identyfikują się z drużyną. Minęło sporo czasu, odkąd czuli to ostatnio.

Taktyczny renesans: Carrick uwalnia potencjał gwiazd

Carrick zmienił coś więcej niż tylko morale. Jego system taktyczny wydobywa to, co najlepsze z indywidualności w kadrze. Bruno Fernandes, niegdyś chaotycznie wykorzystywany, powrócił na swoją naturalną pozycję „dziesiątki” i znów kreuje grę. Matheus Cunha wreszcie został uwolniony, by terroryzować przestrzeń między formacjami. Nawet Casemiro, defensywny pomocnik, który bywał cieniem siebie samego, znów przypomina gracza uważanego za najlepszego „szóstkę” świata.

Koniec z formacją 3-4-3 Amorima, która okazała się pułapką. Carrick ustawił United w klasycznym 4-2-3-1, które w fazach przejściowych płynnie przechodzi w 4-4-2. Zastosowano budowanie akcji od obrony z wykorzystaniem trójki obrońców, gdzie jeden z bocznych defensorów jest agresywnie wysunięty, by rozszerzać pole gry. Diogo Dalot i Luke Shaw na zmianę wykonują tę rolę z dużą dynamiką.

W środku pola Carrick skoncentrował pomocników bliżej siebie. Casemiro nie musi już pokonywać gigantycznych odległości i wygląda na gracza znacznie lepszego. Obok Brazylijczyka fantastycznie odnajduje się Kobbie Mainoo, wracający do pierwszego składu i pełniący rolę kluczowego łącznika, tkanki spajającej zespół. A Fernandes to motor kreacji. 31-latek przewodzi Premier League w liczbie asyst, notując jednocześnie najwięcej stworzonych "Big Chances" i ogólnej liczby szans. Odeszły w niepamięć czasy, gdy jego talent był marnowany. Carrick zbudował system wokół swojego najważniejszego kreatora.

Ofensywny renesans i twarde realia Premier League

Formacja ofensywna również czerpie korzyści ze zmiany menedżera. Cunha i Bryan Mbeumo mają więcej kontaktu z piłką. Patrick Dorgu na lewym skrzydle grał jak Gareth Bale w szczycie formy, zanim niefortunna kontuzja mięśnia dwugłowego wykluczyła go po wygranej z Arsenalem. Benjamin Šeško, strzelec niedzielnego gola na wagę zwycięstwa, również zaczyna mieć większy wpływ na grę.

Oczywiście, United nie grają jeszcze perfekcyjnie. Fulham miało spore pole do manewru, zwłaszcza po zejściu Casemiro, uderzając w prawą flankę defensywy. Senne Lammens miał prawdopodobnie więcej pracy, niżby sobie życzył. Gdyby nie gol Šeško, Carrickowi ubyłyby dwa punkty na własnym stadionie. Sam trener po meczu tonował nastroje, stwierdzając:

„Nie dajemy się ponieść euforii. Możemy zagrać lepiej niż dzisiaj. Dużo jeszcze przed nami, a jesteśmy razem dopiero trzy tygodnie i próbujemy poprawiać elementy. To trzecie zwycięstwo z rzędu, co jest dobre, ale chcemy więcej. Miejmy nadzieję, że wygramy kilka meczów w spokojniejszy sposób”.

Wiele z natychmiastowych poprawek wprowadzonych przez Carricka to po prostu powrót do zdrowego rozsądku. Manchester United nie robi niczego ultra-skomplikowanego, ale sama ta prostota wystarczyła, by rozwiać chaos, który panował przez 14 miesięcy pod Amorimem. Piłkarze znów czerpią radość z gry. United znowu staje się intrygujące dla oka. Pytanie brzmi, czy uda się utrzymać ten impet do końca sezonu, zwłaszcza w obliczu zaciekłej walki o czołową piątkę z rywalami takimi jak Aston Villa, Chelsea i Liverpool. We wszystkich trzech dotychczasowych meczach United grało dość podobnie. W starciu z rywalem stosującym niski blok defensywny, mogą znów napotkać problemy. Niemniej, tymczasowy menedżer sprząta bałagan pozostawiony przez poprzednika. I choć do posprzątania jest jeszcze sporo, początek jest obiecujący.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.