Frank uspokaja kibiców: uraz Udogiego nie jest poważny.
Sezon Premier League bywa brutalny dla obrońców, a urazy potrafią wywrócić plany najlepszych menedżerów do góry nogami. Właśnie tego obawiali się kibice Tottenhamu po ostatnim meczu, jednak najnowsze wieści od Thomasa Franka dają powód do optymizmu.
Czy Udogie wróci na czas? Thomas Frank łagodzi obawy po starciu z Brentford
Absencja Destine’ego Udogiego podczas sobotniego, komfortowego zwycięstwa Tottenhamu nad byłą ekipą trenera Franka – Brentford (2:0) – z pewnością zaniepokoiła każdego fana Kogutów. Włoch, który stał się kluczowym elementem układanki na lewej stronie obrony, nie znalazł się nawet w kadrze meczowej, a uraz ujawnił się podczas poprzedniego spotkania z Newcastle United. Premier League to maraton, nie sprint, a utrata tak ważnego zawodnika na długie tygodnie mogłaby drastycznie wpłynąć na aspiracje klubu.
Na szczęście, po meczu, Thomas Frank, szkoleniowiec Spurs, udzielił kilku bardzo obiecujących informacji dotyczących stanu zdrowia swojego podopiecznego. Optymizm ten jest kluczowy, biorąc pod uwagę zbliżający się niezwykle intensywny okres świąteczny.
Frank potwierdził, że problem, z którym zmaga się Udogie, nie jest strukturalny, a bardziej kosmetyczny – uszkodzenie tkanek miękkich. Mówiąc wprost, to nie jest zerwanie, które wymaga długotrwałej rehabilitacji. Menedżer jednoznacznie zasugerował, że nie mówimy tutaj o katastrofie.
"On doznał niestety urazu tkanek miękkich w meczu przeciwko Newcastle," powiedział Frank, cytowany przez football.london. "Niezbyt długo, niezbyt długo, tak."
To "niezbyt długo" jest muzyką dla uszu kibiców Tottenhamu, którzy z niecierpliwością czekają na powrót Włocha, by wspierać drużynę w walce o europejskie puchary. Jeśli te prognozy się sprawdzą, Udogie mógłby być dostępny na kluczowe decydujące fazy sezonu.
Jak zwycięstwo nad Brentford wpłynęło na morale i statystyki londyńskiej ekipy?
Zwycięstwo 2:0 nad Brentford, gdzie show skradł Xavi Simons, przyniosło Spurs nie tylko trzy punkty, ale przede wszystkim psikusa złej passy. Dla Thomasa Franka było to szczególnie ważne, ponieważ uniknął on wpisania do historii klubu niezbyt chlubnego rekordu. Mecz z The Bees pozwolił mu uniknąć ustanowienia niechlubnego klubu rekordowego pod względem liczby domowych porażek w jednym roku kalendarzowym Premier League, po tym jak ostatnio zrównali się liczbą stratami z lat 1994 i 2003 – to są dane, które potrafią zatrzymać budowę projektu.
Warto podkreślić, że to zwycięstwo było dla Spurs dopiero drugim triumfem na własnym obiekcie i pierwszym od otwierającej kolejki, kiedy to uporali się z Burnley. To niezbity dowód na to, że Tottenham borykał się z poważnym problemem – brakiem "fortecy" na White Hart Lane. Czy ta wygrana to przełom, czy tylko chwilowy wyskok?
Obecnie, z 22 punktami, Koguty zajmowały dziewiąte miejsce w tabeli Premier League, tracąc zaledwie trzy punkty do czwartego Chelsea. Dysproporcja między ambicjami a ligową pozycją była widoczna, a poprawa wyników na własnym stadionie jest bezwzględnie konieczna, jeśli ekipa ma realnie celować w miejsca gwarantujące grę w europejskich pucharach. Bez stabilnej formacji obronnej, w tym sprawnego Udogiego, utrzymanie tej trajektorii będzie prawdziwym testem charakteru dla projektu rozwijanego pod wodzą nowego menedżera. Futbol w Anglii nie lubi próżni; każda chwila słabości jest bezzwłocznie wykorzystywana przez rywali.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.