Magazyn piłkarski NewsyOd bramkarza rezerw do strzelca bramki w starciu z PSG: historia Joaquina Panichellego.

Od bramkarza rezerw do strzelca bramki w starciu z PSG: historia Joaquina Panichellego.

Jarosław Kowalski

Od bramkarza w rezerwach po gwiazdę Ligue 1 – historia Joaquina Panichelliego to nic innego jak scenariusz wyjęty prosto z hollywoodzkiej produkcji. Młody Argentyńczyk, który nie umiał przekonać do siebie gigantów z Buenos Aires, teraz zachwyca Europę swoją niesamowitą etyką pracy i instynktem strzeleckim. Czy ten nietypowy napastnik jest gotowy na skok do absolutnego topu, a wielkie kluby już stoją w kolejce?

Od bramkarza rezerw do strzelca bramki w starciu z PSG: historia Joaquina Panichellego.

Od odrzucenia w Argentynie do roli ratownika na hiszpańskich boiskach

Droga Panichelliego do europejskiej elity była daleka od utartych szlaków. Wyobraźcie sobie: najpierw zostaje odrzucony przez Boca Juniors, potem otrzymuje drugą szansę u odwiecznych rywali, River Plate. Choć nigdy nie zadebiutował w pierwszej drużynie Los Millonarios, dał tam pokaz wszechstronności, o której świat by nie usłyszał, gdyby nie nagły przypadek – wszedł do bramki w meczu rezerw i zachował czyste konto. Czy to był znak, że ma predyspozycje do niestandardowych rozwiązań? Pewnie.

Prawdziwy przełom nadszedł w styczniu 2023 roku, kiedy Alavés, grający wówczas w LaLiga 2, postanowił zaryzykować, oferując mu trzyipółletni kontrakt. Początki były surowe: ledwie cztery występy bez bramki w sezonie 2022/23 i pechowa kontuzja ACL w kolejnym, która przerwała świetne wejście i zakończyła zaufanie klubu. Bez pierwszej bramki czy asysty w seniorskiej piłce, Panichelli został odesłany na wypożyczenie do CD Mirandés. I to był moment, w którym ten napastnik musiał znaleźć „ogień pod brzuchem”. Bingo! Wypożyczenie to był absolutny spektakl: 21 goli i 8 asyst w 44 meczach we wszystkich rozgrywkach. Mirandés otarli się o awans, a teraz, gdy go nie mają, grozi im degradacja. Czyżby Panichelli zabrał ze sobą ich szczęście?

Król Strasburga: Dlaczego Liam Rosenior jest nim oczarowany

Skoro Argentyńczyk pokazał swój potencjał w drugiej lidze hiszpańskiej, kluby z wyższych półek nie mogły tego zignorować. Właśnie dlatego Strasbourg pod wodzą Liama Roseniora dał mu szansę w Ligue 1. I tu zaczyna się prawdziwa magia. Dziesięć meczów, dziewięć goli w lidze po zaledwie 17 strzałach celnych. Jego współczynnik oczekiwanych bramek (xG) jest przebijany tylko o 0.57 – to świadczy o tym, że jego skuteczność nie jest wynikiem przypadku, ale chłodnej kalkulacji i zimnej krwi.

To nie tylko statystyki czysto ofensywne, które przykuwają uwagę. Panichelli jest uosobieniem nowoczesnego napastnika, który haruje za swój zespół. Wywalcza piłkę w strefie ataku aż 12 razy, notuje 9 odebranych piłek w defensywie i 29 odzyskań – najwięcej w całym zespole Strasburga. Dodajmy do tego „złośliwy charakter”, bo obrońcy Ligue 1 szybko przekonali się, jak trudno go upilnować, co skutkuje 18 popełnionymi faulami (choć tylko jedną żółtą kartką).

Jednak to spektakl przeciwko Paris Saint-Germain, zakończony wynikiem 3:3, pokazał światu jego prawdziwą klasę. Dwubramkowy dorobek przeciwko supergwiazdom Luisa Enrique’a to wizytówka, którą trudno zignorować. Po tym meczu Rosenior nie szczędził pochwał, malując obraz napastnika kompletnego.

„Wolej to jeden z najlepszych, jakie widziałem na żywo” – powiedział Rosenior, odnosząc się do jego pierwszego gola, w którym Argentyńczyk przeskoczył Ilia Zabarnego i posłał pocisk nie do obrony. „Jego występ był jednym z najlepszych, jakie widziałem na żywo w wykonaniu środkowego napastnika, i nie jestem zaskoczony, bo maksymalizuje swój potencjał na każdym treningu. Pracuje niesamowicie ciężko. Ma niewiarygodną mentalność i wniósł mentalność zwycięzcy do tej grupy”.

Warto też wspomnieć o jego warunkach fizycznych. Przy wzroście 190 cm (6 stóp i 2 cale), Panichelli uwielbia grać głową – trzy z dziewięciu goli strzelił właśnie po strzałach głową, a precyzyjne dośrodkowania od graczy takich jak Diego Moreira czy Guéla Doué są dla niego jak prezent.

Kolejny przystanek? Barcelona, Chelsea i lęk kibiców Strasburga

Obecna forma Panichelliego sprawia, że jego miejsce w kadrze Strasburga jest niepodważalne, co na razie oznacza ławkę dla klubowego kapitana, Emanuela Emeghy, który latem przenosi się do Chelsea. I tu zaczyna się ironia losu, bo to właśnie Chelsea, obok innych gigantów, ma być zainteresowana Argentyńczykiem. Kibice Strasburga, którzy niemal „spalili miasto” po ogłoszeniu transferu Emeghy, traktując swój klub jak „klub-wylęgarnię”, z pewnością ciężko zniosą utratę kolejnej perełki.

Ale to nie tylko Londyn puka do drzwi. Według doniesień z Półwyspu Iberyjskiego, FC Barcelona aktywnie poszukuje następcy Roberta Lewandowskiego. I tu pojawia się nazwisko Panichelli jako tańsza alternatywa dla takich celów jak Harry Kane czy Julián Alvarez. Czyżby szkoleniowiec Hansi Flick znalazł tanie lekarstwo na problemy z egzekucją? Biorąc pod uwagę, że Panichelli ma już doświadczenie z LaLiga (nawet jeśli skromne), pod skrzydłami Flicka nawet strach na wróble strzeliłby trzy bramki w sezonie.

Na celowniku znajduje się także AC Milan, rozczarowany postawą Santiago Giméneza, który nie potrafił przenieść swojej skuteczności z Feyenoordu do Serie A. Wysoki wzrost Argentyńczyka i jego fizyczność pasują do ligi bardziej defensywnej, choć gra pod wodzą tak konserwatywnego trenera jak Allegri mogłaby go zepchnąć na boczny tor.

Jeśli mielibyśmy szukać analogii do współczesnego futbolu, Panichelli przypomina Edinsona Cavaniego – wysoki, zaskakująco szybki i zabójczo skuteczny. Jedno jest pewne: młodemu Argentyńczykowi nie będzie dane zbyt długo grać w Strasbourgu. Którykolwiek z europejskich gigantów postanowi go pozyskać na koniec sezonu, będzie miał w składzie napastnika, który udowodni, że warto było postawić na tego odrzuconego przed laty gracza River Plate.

0 / 5. Ocen: 0

Podobne artykuły

Leave a Comment