Powrót New York Cosmos: od gwiazd do budowania fundamentów.
Historia New York Cosmos to jazda kolejką górską, która naznaczona jest galaktycznymi obietnicami, spektakularnymi upadkami i nieustannym powrotem do życia.
Od Pelégo i Beckenbauera do upadku – mit gigantów w USA
W latach 70. Ameryka postawiła wszystko na jedną kartę, zasypując kluby astronomicznie wysokimi pensjami, by ściągnąć największe nazwiska światowej piłki. Mowa tu o prawdziwym transferowym szaleństwie, które dla wielu kibiców było pierwszym kontaktem z futbolową elitą. Johann Cruyff lądował w Los Angeles, a duet Pelé i Franz Beckenbauer uczynił z New York Cosmos centrum amerykańskiego futbolowego wszechświata. To było czyste "USA USA USA" – przepych i blask, których później nagle zabrakło. Kiedy pieniądze wyparowały, gwiazdy uciekły, a trybuny opustoszały. Oryginalny Cosmos, wraz z całą ligą NASL, zwinął działalność w 1985 roku. Nawet epicki powrót do futsalu nie pomógł – po prostu nikogo to nie obchodziło.
Kolejna próba wskrzeszenia ligi i klubu w dekadzie 2010 również była efektowna, choć krótkotrwała. Na murawę wybiegli tacy gracze jak legenda Realu Madryt, Raúl, oraz (jak słusznie zauważono) niedoceniany członek mistrzowskiej kadry Hiszpanii z 2010 roku, Marcos Senna. Jednak i ta era zakończyła się fiaskiem. NASL straciła status drugiej dywizji w 2018 roku, co doprowadziło do batalii prawnej z U.S. Soccer i MLS, by ostatecznie w 2025 roku ława przysięgłych oddaliła skargę antymonopolową ligi przeciwko gigantom amerykańskiego futbolu.
Nowy ład: USL jako alternatywa i powrót do korzeni
Obecnie rolę alternatywnego zaplecza dla MLS skutecznie przejęła United Soccer League (USL). Owszem, ich nazwy klubów bywają bardziej chwytliwe, a loga estetyczniejsze niż u konkurencji, ale co ważniejsze, od sezonu 2027/28 szykują się tam rewolucyjne zmiany – powrót systemu awansów i spadków.
I tu pojawia się on: nowy New York Cosmos, który, by utrzymać tradycję, musiał zrezygnować z wielkomiejskiego blichtru. Obecnie klub rezyduje w odrestaurowanym Hinchliffe Stadium w Paterson, New Jersey. Mimo wszystkich tych fałszywych świtów i potknięć, Cosmos wciąż posiadają coś, czego brakuje wielu amerykańskim ekipom – dziedzictwo. Marka Pelégo i Beckenbauera sprawia, że nie byliby obcy w MLS, gdyby tam się znaleźli.
Tym razem jednak strategia jest inna. To nie jest błyskawiczna akwizycja gwiazd. Cosmos zaczęli w USL Division One – trzecim, najniższym szczeblu profesjonalnej piłki nożnej w USA. To był w dużej mierze przymus, ponieważ wejście do MLS wymaga fortuny, na którą nie każdy właściciel może sobie pozwolić bez wsparcia kogoś à la David Beckham czy Lionel Messi. Bycie w USL ma jednak swoje niewątpliwe zalety. To, jak to ujęto, „prawdziwy futbol oddolny”
, który umożliwia budowanie silnych więzi z lokalną społecznością. Zespoły takie jak Vermont Green, New Mexico United czy Sacramento Republic FC zdołały zgromadzić niezwykle oddanych kibiców, mimo że są stosunkowo nowymi podmiotami.
Budowanie piramidy od podstaw: zarządzanie i taktyka
CEO Erik Stover nie kryje ambicji, podkreślając znaczenie lokalnej bazy: „To jest idealna społeczność dla nas. Jest tak różnorodna, z ludźmi z całego świata i zróżnicowanymi zainteresowaniami, więc ma to sens”
. Zapowiada też szerszą wizję: „Prawdziwe kluby mają wiele dyscyplin sportowych. Ludzie ze społeczności pomagają przy klubie krykieta, klubu lekkoatletycznego, tenisowym, czymkolwiek to jest. Dla nas profesjonalna piłka nożna będzie na szczycie piramidy. Ale liczy się ten oddolny fundament”
.
Zanim jednak dojdzie do profesjonalnych drużyn kobiecych czy klubów skupiających wiele sportów, trzeba doprowadzić do porządku sytuację na boisku. W Cosmos nie mogło oczywiście zabraknąć znajomej twarzy: były napastnik Manchesteru United, Giuseppe Rossi, pełni funkcję Wiceprezesa i Szefa ds. Piłki Nożnej.
Za sterami drużyny stoi Włoch Davide Corti, który w młodości doskonalił rzemiosło w akademii AC Milan i miał okazję trenować pod okiem takich tuzów jak Fabio Capello i Arrigo Sacchi – dziedzictwo, które zobowiązuje.
Styl gry? Zgodnie z włoskim pochodzeniem, Cosmos preferuje ustawienie z trójką obrońców, najczęściej 3-4-3 lub 3-5-2. Są zespołem, który chętnie oddaje posiadanie piłki, notując średnio 46,5% kontroli. Grają bardzo bezpośrednio, wykonując przeciętnie 293,1 podań na 90 minut i notując 140 kontaktów z piłką w strefie obronnej rywala w pierwszych siedmiu meczach USL League One. Choć można to nazwać „przeżytkiem”
, daleko nie jest to wadą.
Zdobywają średnio 1,7 gola na mecz (12 bramek łącznie), co daje im piątą pozycję w lidze, ale prawdziwym problemem jest defensywa. Wpuszczają „głupie bramki”
, co sygnalizuje kłopoty z komunikacją między obrońcami a bramkarzem, który notorycznie ustawia się zbyt daleko od linii. W ostatnim meczu, porażce 3-1 z Portland Hearts of Pine, drugą bramkę stracili przez fatalny błąd defensora Williama Noeckera, który dał się złapać na prostej piłce, faulował, a gdy po interwencji Ollie Wright podniósł się i lobował bramkarza, ten stał niewytłumaczalnie dziesięć metrów od linii bramkowej.
Mając na uwadze, że USL League One jest porównywalna poziomem do angielskiej National League, takie błędy są akceptowalne – technicznie to pierwszy sezon tej inkarnacji klubu. Nieważne, co wydarzy się w tym, czy kolejnym sezonie, Cosmos powrócili. Być może to, że nie są naszpikowani supergwiazdami, jest najlepszym, co mogło ich spotkać. Teraz mają szansę budować się organicznie.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.