Real Madryt musi liczyć na potknięcie Barcelony w wyścigu o tytuł.
W świecie hiszpańskiej piłki nożnej panuje gorąca atmosfera, a dramaturgia LaLiga osiąga apogeum. Real Madryt, uwikłany w kryzys formy i perspektywę pustych gablot na trofea, musi liczyć na spektakularny „upadek” odwiecznego rywala, FC Barcelony.
Czy Real Madryt musi się modlić o załamanie Barcelony? Analiza sytuacji Królewskich i ich rywali
Sytuacja w tabeli LaLiga zmusza włodarzy i kibiców Realu Madryt do nerwowego wypatrywania wyników rywali. Ostatnie tygodnie nie były dla podopiecznych Álvaro Arbeloi pasmem sukcesów. Jak zauważył Ross Kilvington, porażka 2:1 z Mallorcą, przeplatana nierozstrzygniętym remisem 1:1 z Gironą, pozwoliła FC Barcelonie zbudować niemal nieprzekraczalną przewagę na szczycie.
To nie tylko ligowe potknięcia rzucają cień na ambicje Los Blancos. W kontekście niedawnej, bolesnej eliminacji z półfinału Ligi Mistrzów przez Bayern Monachium, Real Madryt stoi w obliczu realnego zagrożenia: sezonu bez żadnego znaczącego trofeum – co byłoby już drugim z rzędu. Jedyna nadzieja, jaka im pozostała, to perfekcyjna seria zwycięstw i liczenie na to, że ekipa Hansiego Flicka (zakładając, że to właśnie on poprowadzi Barçę w kluczowych momentach) przejdzie „masywny kolaps”
do końca maja. Czy po takim psychologicznym uderzeniu, jakim była utrata szans na uszatą Puchar Europy, drużyna ma jeszcze siły na ligową pogoń? Ciężko w to wierzyć.
Betis: Zielono-Biali polują na europejskie puchary i mogą pokrzyżować plany gigantowi
Podczas gdy Real Madryt zmaga się z własnymi demonami, ich najbliższy rywal, Real Betis, przeżywa jeden z lepszych okresów w obecnej kampanii. Drużyna zajmuje solidną piątą pozycję w tabeli, a ich bilans to zaledwie siedem porażek w 32 meczach, co jest trzecim najlepszym wynikiem w lidze. To stawia ich w doskonałej pozycji do zapewnienia sobie miejsca w przyszłorocznej Lidze Europy.
Jedynym, co zasmuciło fanów Betisu, była niedawna porażka w europejskich rozgrywkach. Po remisie 1:1 w pierwszym meczu, podopieczni Manuela Pellegriniego ulegli u siebie 4:2 Bragze, co zakończyło ich marzenia o półfinale. To jednak skupia ich energię na lidze, gdzie grają o ligowe punkty.
Gwiazdą ofensywy Betisu jest trio, które w tym sezonie zdobyło łącznie 38 bramek we wszystkich rozgrywkach: Antony, Cucho Hernández i Abdessamad Ezzalzouli. Choć historycznie Real Madryt zdominował te starcia – przypomnijmy, że w styczniu Betis przegrał na własnym boisku 5:1 – to obecna dyspozycja i motywacja ekipy Pellegriniego dają im realną szansę na zaskoczenie „obojętnego”
Realu Madryt. Jeśli ta trójka odpali w piątkowy wieczór, możemy być świadkami niespodzianki.
Gdzie tkwią problemy? Absencje, które mogą zaważyć na Los Blancos
Analizując nadchodzące starcie, nie można pominąć kwestii kadrowych. W szeregach Realu Betis dochodzi do osłabień, które mogą mieć wpływ na grę. Diego Llorente i Junior Firpo zmagają się z kontuzjami mięśniowymi, a występ Ángela Ortiza po urazie barku stoi pod dużym znakiem zapytania.
Jednak to lista nieobecnych w Realu Madryt budzi większe zaniepokojenie. Największą stratą jest oczywiście Rodrygo, który zakończył swój sezon już w marcu po zerwaniu więzadła krzyżowego (ACL). To cios, z którego Królewscy nie zdołali się w pełni otrząsnąć. Do tego dochodzą problemy innych kluczowych graczy. Raúl Asencio został hospitalizowany z powodu infekcji trawiennej i na pewno nie zagra, podobnie jak Thibaut Courtois, który nadal leczy uraz uda. Brak podstawowego bramkarza i utrata ważnego elementu ataku rodzi pytania o głębię składu i odporność psychiczną drużyny tuż przed kluczowym finiszem sezonu.
Mimo że Madrid wygrał ostatnio 2:1 z Alavés we wtorek, presja związana z utrzymaniem kontaktu z Barceloną jest gigantyczna. Betis, napędzany walką o europejskie puchary, jest gotów wykorzystać każdą oznakę nerwowości na Santiago Bernabéu. Trzeba przyznać, że to spotkanie zapowiada się na zaciętą bitwę, a przewidywanie tu rezultat wydaje się trudne – remis jest tu wysoce prawdopodobny.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.