Sagna ujawnia, dlaczego Arsenal przegrał tytuł w sezonie 2007/08.
Chociaż weekend przyniósł bolesną porażkę z Manchesterem United 3:2, Arsenal wciąż okupuje fotel lidera Premier League, mając cztery punkty przewagi nad Manchesterem City i Aston Villą.
Dlaczego Arsenal "upuszczał" tytuł w erze Wengera?
Dwadzieścia dwa lata oczekiwania na podniesienie pucharu Premier League to wieczność w futbolowym świecie, a sezon 2007/2008 pozostaje bolesnym przypomnieniem, jak blisko byli. Wówczas zespół Arsène’a Wengera, z Bacarym Sagną w składzie, ostatecznie zajął trzecie miejsce, tracąc cztery punkty do triumfującego Manchesteru United. Przez większość kampanii Kanonierzy byli na czele, ale kluczowy okazał się kryzys formy – seria pięciu meczów bez zwycięstwa między lutym a końcem marca 2008 roku. Ta zadyszka zepchnęła ich z pierwszego miejsca, a mimo końcowej pogoni, strata okazała się nie do odrobienia.
Bacary Sagna, kluczowy obrońca tamtej ekipy, w ekskluzywnej rozmowie podzielił się gorzką analizą przyczyn tamtej porażki. Jak twierdzi, problemem była przede wszystkim niedojrzałość i brak "twardej głowy" w kluczowych momentach.
„Myślę, że byliśmy naprawdę młodzi. Brakowało nam doświadczenia. Nie mieliśmy żadnych weteranów, którzy potrafiliby zagrać brzydko. A to było potrzebne” – wyznał Sagna, sugerując, że młodzieńcza energia nie wystarczyła, by przetrwać ataki najtwardszej konkurencji.
Dodał, że presja związana z perspektywą wygrania pierwszego trofeum dla wielu graczy była paraliżująca. Oczywiście, kontuzje i trudności finansowe po przeprowadzce ze stadionu Highbury również odcisnęły swoje piętno. Jednak Sagna podkreślał kontekst historyczny: rywalizowali z gigantami.
„Nie zawsze wszystko zależy od nas. Czasem trzeba zaakceptować, że akurat w tamtym okresie mierzyliśmy się z lepszymi zespołami. Fakt, że United dotarło do finału Ligi Mistrzów w 2008 roku i wygrało go w 2009, mówi wiele, bo mierzyliśmy się z europejską czołówką” – tłumaczył były obrońca. Musieli radzić sobie z momentami kryzysu lepiej, ale konkurencja była po prostu bardziej zahartowana w bojach o trofea.
Dzisiejszy Arsenal vs. Zespół z 2008: Różnice nie do przecenienia
Porównanie dzisiejszej drużyny Mikela Artety z zespołem z 2008 roku, który kończył erę Wengera w cieniu finansowych ograniczeń, ujawnia fundamentalne różnice. Obecny Arsenal nie mierzy się z tak miażdżącą przewagą finansową rywali, jak choćby Chelsea pod wodzą Abramowicza, która regularnie walczyła w półfinałach Ligi Mistrzów. Dziś Manchester City pod wodzą Pepa Guardioli może i jest dominatorem, ale Sagna sam zauważył, że to ekipa w pewnym sensie przechodząca transformację, a Aston Villa Unai Emery'ego, choć groźna, może nie mieć głębi składu, by utrzymać tempo przez cały sezon.
W roku 2008 wydatki Arsenalu były niemal zamrożone z powodu spłaty stadionu. Dziś Arteta buduje zespół świadomie, mając realne środki, by przyciągać topowych graczy. Jedyne, co łączy te dwie generacje, to poczucie niedosytu i brak wielkich trofeów. Ostatnim znaczącym sukcesem Kanonierów było zwycięstwo w Pucharze Anglii w 2020 roku, w którym z ówczesnej kadry meczowej pozostał jedynie Bukayo Saka.
Czy brak "twardej skóry" zniszczy drugą szansę?
Największą kruchą cechą dzisiejszych Kanonierów, tak jak i tych sprzed lat, jest brak doświadczenia w dowożeniu tytułów. Mimo że Arsenal dotarł do fazy finałowej w dwóch ostatnich kampaniach, ostatecznie odpadał z wyścigu. To jest ten "brzydki" element futbolu, którego Sagna brakowało tamtej młodej ekipie – umiejętność wygrania 1:0, kiedy nogi są zmęczone, a presja miażdży.
Ta drużyna musi wykorzystać bolesne lekcje z poprzednich lat, gdzie po poślizgnięciach nie potrafiła się podnieść natychmiast. Czy Arteta zaszczepił w nich mentalność wygrywania trudnych, niewygodnych spotkań, nawet jeśli styl nie będzie porywający? To okaże się w ostatnich tygodniach sezonu. Starcie z presją jest ostatecznym testem dla każdego kandydata do mistrzostwa Anglii. Historia (i głos Sagnay) podpowiada, że w Premier League, gdzie rywal grają "na krawędzi", młodość bez zahartowania często bywa zgubna.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.