Siedem meczów na ratunek: czy Roberto De Zerbi odmieni Tottenham?
Tottenham Hotspur znalazł się na krawędzi przepaści, a odpowiedzialność za uratowanie klubu spadła na barki Roberto De Zerbiego. Po nieudanych próbach z Thomasem Frankiem i Igorem Tudorem, przed Włochem stoi zadanie absolutnie kluczowe – utrzymać Koguty w Premier League.
Siedem kolejek na uratowanie duszy klubu, czyli presja czasowa De Zerbiego
Żaden nowy menedżer nie chciałby zaczynać pracy w takich okolicznościach. Roberto De Zerbi, który podpisał pięcioletni kontrakt – co sugeruje długoterminową wizję – musi natychmiast dostarczyć rezultaty, by w ogóle pomyśleć o terminie zapadalności. Jego inauguracja, wyjazdowe starcie z Sunderlandem, to dopiero początek maratonu, który albo uratuje, albo pogrąży Tottenham w Championship. Pytanie brzmi: czy w obliczu katastrofy rozsądniej będzie odpuścić filozofię na rzecz pragmatyzmu?
Styl De Zerbiego, często określany jako „De Zerbi-Ball”, nie jest kompromisowy. To futbol, w którym każdy zawodnik, łącznie z bramkarzem, musi czuć się komfortowo z piłką przy nodze. Wymaga to precyzyjnego wyprowadzania akcji od tyłu, nawet pod zmasowanym pressingiem rywala. To cecha charakterystyczna jego drużyn, od Sassuolo po Brighton. Problem w tym, że skład Tottenhamu, jakkolwiek utalentowany, wydaje się nie w pełni przygotowany na tak radykalną transformację w tak krótkim czasie.
Przywołajmy niedawne wpadki: zaledwie kilka tygodni temu Antonín Kinský podarował Atlético Madryt dwa gole, próbując grać spod własnej bramki. Jeśli ta drużyna ma natychmiast zacząć bezbłędnie konstruować akcje od obrońców, De Zerbi może mieć twardy orzech do zgryzienia. Jego system opiera się na zwabianiu rywala do pressingu, aby następnie, poprzez precyzyjne podania, otworzyć przestrzenie i atakować z prędkością.
Czy Tottenham ma graczy do "De Zerbi-Ball"?
Do grania w ten sposób potrzebni są nie tylko obrońcy o nieprzeciętnych umiejętnościach technicznych, ale przede wszystkim pomocnicy, którzy potrafią przyjąć piłkę w ciasnych strefach i natychmiast odwrócić się z nią w kierunku gry do przodu. Czy gracze tacy jak Archie Gray czy Pape Sarr posiadają naturalne predyspozycje do bycia tymi walcami, które rozbiją pressing? Historycznie, Tottenham w tym sezonie zajmuje skromne, 11. miejsce zarówno pod względem średniego posiadania piłki, jak i liczby długich podań na 90 minut. Przejście od prostej, bezpośredniej gry preferowanej przez Tudora do skomplikowanej układanki De Zerbiego w kilka tygodni wydaje się zadaniem graniczącym z niemożliwym.
W tej sytuacji pojawia się pokusa, by Włoch złagodził swoje żelazne zasady. Czy zrezygnuje z rutynowego żądania podejmowania ogromnego ryzyka przez obrońców? Czy Tottenham będzie musiał grać nieco bardziej bezpośrednio, niż życzyłby sobie tego "De Zerbi-Ball"? Czy nie byłoby rozsądniejsze tymczasowo wyciszyć filozoficzny idealizm, by ratować ligowy byt?
De Zerbi sam podkreśla wagę misji. Przed swoim debiutem, jak donoszą źródła, stwierdził: > „Dla mnie Tottenham, zwłaszcza w tym momencie, jest być może najważniejszym wyzwaniem w mojej karierze. Jestem gotów rozpocząć to wyzwanie i chcę pracować z wykorzystaniem moich charakterystyk, mojej pasji, mojej wizji futbolu, a także moich technologii.”
Jeśli uda mu się przetrwać te siedem kluczowych gier, może się okazać, że jest dokładnie tym, czego Spurs potrzebują. Kibice Tottenhamu spragnieni są futbolu odważnego i widowiskowego. Po kroku naprzód za kadencji Ange Postecoglou, wydawało się, że klub zrobił dwa kroki wstecz pod wodzą Franka i Tudora.
Cień kontrowersji: Czy futbol to wszystko?
Niestety, wokół osoby De Zerbiego unosi się cień, który ma niewiele wspólnego z taktyką. Wielu kibiców wyraziło głośny sprzeciw wobec jego nominacji ze względu na publiczne poparcie, jakie okazał Masonowi Greenwoodowi, kiedy De Zerbi był trenerem Marsylii. Włoch został oskarżony o bagatelizowanie zarzutów przeciwko Greenwoodowi, który był aresztowany w związku z zarzutami o napaść na tle seksualnym. Tottenham Hotspur Supporters’ Trust oficjalnie skontaktował się z klubem, wyrażając swoje obawy, a część fanów zapowiedziała bojkot meczów, dopóki Włoch pozostaje na stanowisku.
Oczywiście, na poziomie zarządu, priorytetem wydaje się wyłącznie uratowanie Tottenhamu przed degradacją do Premier League. Nie ma jednak gwarancji, że metody De Zerbiego okażą się skuteczne; wręcz przeciwnie, jeśli zawodnicy odrzucą jego koncepcję równie stanowczo, jak odrzucili pomysły poprzedników, ta filozofia może ich pogrążyć. Wszystko rozstrzygnie się w ciągu najbliższych, decydujących tygodni.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.