Agent Alvareza kategorycznie dementuje plotki o poszukiwaniu mieszkania w Katalonii.

Gorączka transferowa rozkręca się na dobre, a Julian Alvarez, argentyński snajper z Atletico Madryt, stał się jej centralnym punktem. Plotki o jego rzekomym upodobaniu do Katalonii i poszukiwaniu rezydencji w Barcelonie wywołały lawinę spekulacji.

Czy Barcelona to już zamknięty rozdział dla Alvareza? Kontrowersyjne dementi

Ostatnimi czasy Julian Alvarez jawi się jako jeden z najbardziej rozchwytywanych napastników na Starym Kontynencie. Po przejściu do Atletico Madryt w 2024 roku za solidne 65 milionów funtów, Argentyńczyk eksplodował formą pod wodzą Diego Simeone. Mówimy o 48 bramkach i 17 asystach w zaledwie 104 występach dla Rojiblancos – liczby, które automatycznie podnoszą jego wartość rynkową do astronomicznych pułapów. Szczyt formy osiągnął w kampanii 2025/26, notując 19 goli i 9 asyst w 47 meczach, w tym imponujące 13 bezpośrednich udziałów w bramkach w 13 spotkaniach Ligi Mistrzów.

To właśnie czwartkowa potyczka Ligi Mistrzów, gdzie Atletico zmierzy się z Arsenalem w półfinale, podsycała spekulacje, że przyszłość Alvareza może leżeć gdzie indziej niż na Wanda Metropolitano. Szczególnie głośno było o Barcelonie, która rzekomo szuka idealnego zastępcy dla 37-letniego Roberta Lewandowskiego. Media donosiły, że Alvarez miał polecić swoim braciom poszukiwanie nieruchomości w Katalonii, co było niemal równoznaczne z publicznym przyznaniem się do chęci transferu na Camp Nou.

Jednak agent piłkarza, Fernando Hidalgo, dosadnie zdementował te doniesienia w rozmowie z Mundo Deportivo. Jego słowa nie pozostawiają złudzeń co do obecnej sytuacji:

"Tysiąc procent fałsz" – grzmiał Hidalgo. "Nikt z rodziny nie był w Barcelonie. Ostatni raz byli tam na meczu z Atletico i wrócili do Madrytu następnego dnia."

To stanowcze zaprzeczenie to potężny argument na korzyść Arsenalu. Jeśli Barcelona faktycznie zostanie wykluczona z listy potencjalnych pracodawców, Mikel Arteta może poczuć wiatr w żagle w walce o podpis Argentyńczyka.

Arsenal: Czy eliminacja rywala to dodatkowa motywacja do wydania fortuny?

Dla Kanonierzy to nie jest tylko kwestia prestiżu w obliczu nadchodzącego półfinału Ligi Mistrzów. W tle toczy się strategiczna gra o wzmocnienie siły ognia, która w ostatnich latach była piętą achillesową klubu, gdy chodziło o bezpośrednią walkę o najbardziej prestiżowe trofea. Mimo że Arteta ma w kadrze Havertza, rewelacyjnego Viktora Gyökeresa i Gabriela Jesusa, żaden z nich nie ma aurę absolutnego "zabójcy" na miarę Erlinga Haalanda.

Arsenal wykazywał już wielką determinację w dążeniu do pozyskania Alvareza. Plotki sugerowały, że Mikel Arteta jest gotów poświęcić duet wyceniany na 61 milionów funtów, aby sfinansować ten transfer jeszcze tego lata. Dementując doniesienia o Barcelonie, agent Alvareza daje The Gunners zielone światło, by uderzyć mocniej.

Co więcej, Arsenal musi zmierzyć się z własnymi problemami strukturalnymi i zdrowotnymi. Choć Gyökeres robi postępy, bywa nieregularny, a przyszłość Gabriela Jesusa w Londynie stoi pod znakiem zapytania – być może odejdzie latem lub najpóźniej za rok. Do tego dochodzą kłopoty zdrowotne Kai Havertza. Po ostatnim zwycięstwie nad Newcastle, Arteta potwierdził nowe problemy mięśniowe u Niemca. Dokładna skala przerwy w grze Havertza jest nieznana, ale ciągłe urazy środkowych napastników stanowią dla Arsenalu świeży, bardzo realny powód, by zainwestować w klasę światową pokroju Alvareza.

Pytania o powrót do cienia Haalanda

Warto przypomnieć, że Alvarez nie jest anonimowym talentem. Jeszcze przed transferem do Madrytu, w barwach Manchesteru City, zanotował 20 goli i 11 asyst w 67 meczach Premier League. Choć grał w cieniu niesamowitego Erlinga Haalanda, pokazał, że potrafi dostosować się do najwyższych wymagań fizycznych i taktycznych ligi angielskiej. Teraz, po udowodnieniu swojej wartości jako główny opcja ofensywna w Atletico (gdzie ma jeszcze czteroletni kontrakt), powrót do Premier League byłby symbolicznym przypieczętowaniem jego statusu jako jednego z globalnych liderów formacji ataku.

Jeśli Hidalgo faktycznie oczyścił drogę, eliminując Barcelonę z gry, teraz piłka jest w gestii działaczy z Emirates Stadium. Czy zdecydują się zapłacić cenę żądaną przez Atletico Madryt, która z pewnością będzie wyższa niż te 65 milionów funtów wydane dwa lata temu? Dla klubu walczącego o ligowe laury, ten transfer może być kluczowym elementem układanki zapewniającej stabilność na lata.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.