Alex Scott poprowadził Bournemouth do historycznego zwycięstwa nad Arsenalem

Bournemouth, po rewelacyjnym sezonie pod wodzą Andoniego Iraoli, stanęło przed letnią wyprzedażą, tracąc gwiazdy za niemal 200 milionów funtów. Jakim cudem ten klub, mimo tak drastycznego drenażu talentu i sprzedaży Antoina Semenyo do Manchesteru City za 63 miliony funtów, nadal puka do drzwi europejskich pucharów?

Jak Bournemouth przetrwało "wyprzedaż stulecia" i mierzy w Europę?

Niezwykła zdolność Andoniego Iraoli do zarządzania kryzysem kadrowym jest wręcz fenomenalna. Po osiągnięciu historycznego, najwyższego miejsca w Premier League, klub z The Cherries musiał pożegnać się z kluczowymi zawodnikami takimi jak Miloš Kerkez, Ilja Zabarnyi, Dean Huijsen oraz Dango Ouattara, których łączna wartość transferowa przekroczyła 200 milionów funtów. Dodając do tego styczniową sprzedaż Antoine'a Semenyo do Manchesteru City za astronomiczną kwotę 63 milionów funtów, wydawałoby się, że Bournemouth powinno walczyć o utrzymanie, a nie o europejskie puchary. A jednak, co rusz udowadniają, że potrafią wygrywać nawet z potentatami.

Faktem jest, że remis stał się dla The Cherries rodzajem kryptonitu – zanotowali ich aż piętnaście w 32 ligowych spotkaniach. Jednak statystyka ta blednie w obliczu faktu, że tylko Arsenal i Manchester City zanotowali mniej porażek. To dowód na niesamowitą odporność zespołu. Co więcej, z jedenastu dotychczasowych pojedynków z obecną czołówką Premier League, Bournemouth przegrało zaledwie cztery. Ostatnim, spektakularnym akcentem było weekendowe zwycięstwo 2:1 nad Arsenalem, które poważnie nadszarpnęło tytułowe aspiracje Kanonierów.

Alex Scott: Nieoczekiwany architekt triumfu na Emirates

Bohaterem tego starcia i – śmiem twierdzić – jednym z głównych motorów napędowych europejskich marzeń Bournemouth, okazał się Alex Scott. Młody pomocnik zdobył zwycięską bramkę na Emirates Stadium w sobotnim meczu, co pokazało, że jego wpływ daleko wykracza poza standardowe obowiązki defensywne.

Arsenal nie był w stanie wykorzystać swojej płynności gry, a ekipa Iraoli bezlitośnie wykorzystała nerwowość gospodarzy, pieczętując wspaniałe zwycięstwo. Bramka na wagę trzech punktów była arcydziełem taktycznej precyzji i indywidualnego polotu. Przy stanie 1:1, David Brooks podał do Evanilsona, który w mistrzowski sposób zgrał piłkę do Scotta.

Scott wślizgnął się w lukę pozostawioną przez Martina Zubimendiego, który kompletnie nie poradził sobie z tempem Anglika, po czym jednym kontaktem skierował piłkę obok Davidaayi.

To był gol estetycznie doskonały, potwierdzający, że ten młody pomocnik potrafi decydować o losach meczu w ofensywie. Ale Scott to nie tylko uderzenia z dystansu. Jego nieustępliwość przez całe spotkanie udowodniła, dlaczego jest uznawany za jeden z najjaśniejszych angielskich talentów. Działając w sercu pomocy obok Ryana Christie’go, Steven Scott był defensywnym tytanem, skutecznie niwelując ataki Arsenalu. Zanotował 13 kluczowych interwencji defensywnych, w tym trzy bloki i jeden odbiór, ale najważniejsze – osiem przejęć (recoveries) w trakcie starcia.

Sam Iraola, mimo swojej zapowiedzi o odejściu po sezonie, wyraźnie liczy na Scotta, by ten pomógł w historycznym awansie do europejskich rozgrywek:

„Grał u nas jako dziesiątka, jako ósemka; dziś jako szóstka i wniósł mnóstwo pracy defensywnej oraz wygrywania pojedynków do swoich umiejętności z piłką przy nodze” – zachwycał się Hiszpan po wygranej. – „Wiemy, że jeśli damy mu dobre opcje przy podaniu, przestrzeń do rajdu, to on nam to da. Jestem bardzo szczęśliwy, bo staje się bardzo, bardzo kompletnym zawodnikiem”.

Wyścig o miejsce w samolocie na MŚ: Scott kontra elita

Choć jego trzy bramki i jedna asysta w tym sezonie nie definiują go jako superstrzelca – jak sam fakt zdobycia gola przeciwko Arsenalowi dowodzi – nie można lekceważyć jego wpływu na środek pola Bournemouth. Kiedy porównamy jego statystyki z innymi pomocnikami z czołowych pięciu lig od początku sezonu, jego efektywność jest uderzająca.

Mając na koncie 32 występy w lidze, 22-latek plasuje się w czołowych 7% ligowców pod względem łącznych wkładów defensywnych (322), a także w czołowych 10% pod względem przechwytów (32), odzyskanych piłek (157) i wygranych pojedynków (158). Z zaledwie trzema żółtymi kartkami, Scott emanuje dojrzałością znacznie przewyższającą jego wiek.

Oczywiście, celem numer jeden jest wprowadzenie klubu do Europy, ale teraz na horyzoncie pojawia się kolejna, elektryzująca perspektywa: miejsce w kadrze Anglii na Mistrzostwa Świata. Iraola potwierdza, że Scott robi wszystko, by zasłużyć na powołanie:

„On gra tak dobrze, ale rozumiem, że w tym kraju jest tylu świetnych piłkarzy, że czasami bycie na swoim najwyższym poziomie to za mało, bo ktoś inny również spisuje się znakomicie” – stwierdził trener. – „Przypuszczam, że za każdym razem, gdy Thomas [Tuchel] musi ogłosić powołania, jest mu niezwykle trudno, bo ma wielu dobrych kandydatów. Ale jestem pewien, że on utrzyma ten sam poziom i zakończy sezon mocno.”

Scott otrzymał już swoje pierwsze powołanie w listopadzie na mecze z Serbią i Albanią, lecz nie zagrał ani minuty. Co bardziej zaskakujące, pomimo ligowej formy, Tuchel zaskakująco pominął go w 35-osobowej kadrze na mecze towarzyskie z Japonią i Urugwajem w zeszłym miesiącu. Konkurencja jest brutalna: musi walczyć o miejsce z takimi tuzami jak Declan Rice, Elliot Anderson, Adam Wharton i James Garner. Jeśli Scott zakończy ten sezon z The Cherries na historycznym pułapie, z pewnością da sobie najlepszą szansę. Czyżby miał szansę zostać dopiero drugim piłkarzem urodzonym na Wyspach Normandzkich, który zagra na Mundialu dla Anglii, po legendarnym Grahame’ie le Saux? Następne tygodnie mogą być decydujące dla jego kariery.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.