Alisson Becker poza grą, Liverpool drży przed kluczowymi meczami.
Sensacyjne wieści z obozu Liverpoolu wstrząsnęły kibicami The Reds na całym świecie: Alisson Becker, absolutny numer jeden i jeden z najlepszych bramkarzy globu, oficjalnie potwierdził, że z powodu kolejnego urazu opuści kluczowe starcia. Czy to początek końca pewnej ery na Anfield?
Dramatyczny cios dla Liverpoolu: Alisson poza grą na nieokreślony czas
Zaledwie powrócił po wcześniejszej kontuzji mięśniowej, a tu proszę – nowe problemy zdrowotne, które rzucają cień na najbliższe tygodnie dla podopiecznych (wkrótce byłego?) menedżera. Ostatnie doniesienia są jednoznaczne: brazylijski golkiper nie tylko opuścił ligowy mecz z Brighton & Hove Albion, ale sam przyznał, że na murawie nie zobaczymy go przez „jakieś” (w oryginale "while") dłuższą chwilę. To fatalna wiadomość, biorąc pod uwagę kalendarz, jaki czeka Liverpool.
Przypomnijmy, Alisson musiał wycofać się z reprezentacji Brazylii z powodu niewyjaśnionego problemu, który pojawił się tuż po jego powrocie po urazie mięśni odniesionym w meczu Ligi Mistrzów przeciwko Galatasaray. W pierwszym meczu, który The Reds przegrali 1:0, bramki bronił Giorgi Mamardashvili. Choć Alisson wrócił na rewanż i pomógł drużynie odnieść spektakularne zwycięstwo 4:0, to najwyraźniej obciążenie organizmu było zbyt duże. Teraz to właśnie Mamardashvili ponownie staje przed wyzwaniem obsadzenia „jedynki” na czas nieobecności mistrza świata.
Bramkarz postanowił osobiście zwrócić się do fanów za pośrednictwem Instagrama, serwując komunikat, który mrozi krew w żyłach. Napisał:
"Niestety, będę wyłączony z gry na jakiś czas. Już ciężko pracuję, by wrócić silniejszy! Dziękuję za wasze wsparcie!"
Te słowa zwiastują poważne kłopoty. Jeśli Alisson będzie pauzował „przez chwilę”, to realnie pod znakiem zapytania stawia to jego występ w niezwykle istotnych spotkaniach zaplanowanych na przyszły miesiąc. Mowa tu między innymi o ćwierćfinale Pucharu Anglii przeciwko Manchesterowi City, a także o obu starciach 1/8 finału Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain. Liverpool ma tu naprawdę twardy orzech do zgryzienia.
Czy to sygnał, że The Reds muszą zacząć myśleć o przyszłości bez Canarinhos?
Nie ma co owijać w bawełnę – Alisson Becker to absolutny filar, ikona i gwarant jakości na linii ostatniej. Jego wkład w sukcesy Liverpoolu jest niekwestionowany. Jednak ta notoryczna podatność na urazy ostatnio staje się już niepokojąco regularna.
Spójrzmy na twarde fakty. W bieżącym sezonie, uwzględniając problemy z mięśniem dwugłowym, Brazylijczyk opuścił już 28 meczów zarówno w klubie, jak i w reprezentacji, z czego większość to powtarzające się kłopoty z nogami. To zupełnie inna statystyka niż ta sprzed kilku lat! Dla porównania, między rozpoczęciem sezonu 2018/19 a końcem 2022/23, Alisson nie zagrał łącznie w 29 spotkaniach. W ciągu ostatnich dwóch i pół sezonu? Aż 61 nieobecności! To jest wykres, który zmierza w złym kierunku, a Liverpool absolutnie nie może sobie pozwolić na taką niestabilność w tak kluczowym momencie sezonu.
Giorgi Mamardashvili, choć świetnie zastąpił go w ostatnich meczach, to wciąż postrzegany jest jako solidny zmiennik, a nie długoterminowy następca. Na papierze, 25-letni Gruzin z pewnością liczy na to, że w końcu przejmie numer jeden, najlepiej zanim kontrakt Alissona, wygasający w 2027 roku, zacznie być palącym tematem. A temat ten już powoli się pojawia. Z doniesień wynika, że Juventus może trzymać w ręku „decydującą kartę transferową”.
Biorąc pod uwagę częstotliwość urazów, dyskusja na temat potencjalnego, choć bolesnego, pożegnania się z brazylijską gwiazdą tego lata, wydaje się być nie tyle kontrowersyjna, co wręcz niezbędna w planach długoterminowych klubu. Ostatnie słowa Alissona, choć pełne determinacji, brzmią jak zapowiedź odliczania. Czy najbliższe tygodnie bez niego zmuszą zarząd do podjęcia trudnych decyzji, zanim będzie za późno?
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.