Collymore kwestionuje ambicje piłkarzy wybierających Tottenham zamiast Liverpoolu.

Wielkie transferowe rozczarowania lata? Wybór Mateusa Fernandesa i Sandro Tonalego na Tottenham Hotspur zamiast LFC wywołał lawinę kontrowersji. Były snajper Liverpoolu, Stan Collymore, nie gryzie się w język, kwestionując ambicje obu zawodników, którzy odrzucili potencjalną drogę do Anfield.

Zdrada ideałów, czyli dlaczego Spurs zamiast The Reds?

Transakcja, która ma wstrząsnąć rynkiem transferowym, jest już niemal pewna: Tottenham Hotspur szykuje się do podwójnego uderzenia, wydając łącznie 185 milionów funtów na Mateusa Fernandesa (potwierdzony transfer za 85 milionów) oraz Sandro Tonalego (zmierza z Newcastle United za 100 milionów). Dla kibiców Liverpoolu, którzy widzieli oba nazwiska na liście życzeń, jest to gorzka pigułka do przełknięcia, zwłaszcza w kontekście ambicji klubu pod wodzą nowego menedżera, Andoniego Iraoli.

Stan Collymore, znany z bezkompromisowych opinii, nie zostawia suchej nitki na zawodnikach, którzy wybrali projekt Roberto De Zerbiego. W ekskluzywnej rozmowie dla Sports Mole, wyraził głębokie wątpliwości co do motywacji rekrutów Spurs.

"Nie jestem nawet przekonany, że Liverpool był głęboko zaangażowany w którykolwiek z tych transferów," stwierdził Collymore. A następnie dodał, uderzając w czuły punkt londyńczyków: "Z całym szacunkiem dla Spurs, jeśli wybierasz Tottenham zamiast Liverpoolu na tym etapie, to ja zakwestionowałbym twoje ambicje."

Dla wielu fanów The Reds, ta uwaga rezonuje mocno. Liverpool to klub o ugruntowanej, europejskiej renomie, podczas gdy Spurs, po fatalnym sezonie zakończonym na 17. miejscu w Premier League, wciąż budują swoją tożsamość. Decyzja o dołączeniu do projektu, który w zeszłym roku nie zdołał zakwalifikować się do europejskich pucharów, jawi się jako krok wstecz, jeśli celem ma być walka o najwyższe laury.

Czy Liverpool naprawdę potrzebował wzmocnień w środku pola?

Collymore kontynuuje swoją tezę, sugerując, że Liverpool wcale nie musiał ścigać się o te gwiazdy, ponieważ skład na środku pola jest optymalnie zbilansowany. Mimo że Alexis Mac Allister i Dominik Szoboszlai wydają się być solidnymi filarami, niektórzy kibice Anfield mogą mieć inne zdanie, zwłaszcza zważywszy na niestabilną formę niektórych elementu drugiej linii w minionym sezonie.

"Uważam, że Liverpool wcale nie potrzebuje desperacko kolejnego pomocnika," argumentuje były napastnik. "Alexis Mac Allister i Dominik Szoboszlai są więcej niż wystarczająco dobrzy, by rozpocząć sezon."

Collymore idzie o krok dalej, sugerując potencjalne optymalne wykorzystanie istniejących zasobów, co jest intrygującą propozycją dla nowego trenera.

"Chciałbym też zobaczyć Floriana Wirtza używanego czasami głębiej jako ofensywnego pomocnika, który naprawdę może dyktować tempo gry. Liverpool ma już mnóstwo jakości w tej strefie, więc nie sądzę, by pozyskanie kolejnego pomocnika było absolutną koniecznością."

Dodał prowokacyjnie, iż ewentualne transfery wynikałyby z presji nowych otoczenia, a nie realnej potrzeby sportowej: "A jeśli już, byłby to po prostu przypadek dawania nowemu menedżerowi kolejnego gracza, bo jest nowy."

Kto faktycznie może zasilić akademię The Reds?

Pomimo przekonania Collymore'a o braku desperacji, plotki transferowe wokół Liverpoolu nie milkną, co sugeruje, że sztab szkoleniowy Iraoli – lub ci, którzy za nim stoją – widzą luki, które należy załatać. O ile Curtis Jones wydaje się być skazany na pozostanie po tym, jak Inter Mediolan nie spełnił oczekiwań finansowych The Reds, o tyle poszukiwania na rynku trwają.

Jeden z najgłośniejszych celów to pomocnik Realu Madryt, Eduardo Camavinga, którego rzekomo obserwują The Reds. Inne nazwiska, które krążą po korytarzach Anfield, to nieprzemijający filar Crystal Palace, Adam Wharton, oraz 17-letni diament z Lille, Ayyoub Bouaddi.

Co ciekawe, Monaco ma w zanadrzu kolejnego utalentowanego gracza Ligue 1, Lamine'a Camarę, który również był łączony z Liverpoolem. Niemniej jednak, najnowsze doniesienia sugerują, że priorytetem dla nowego projektu w Merseyside nie jest środek pola, ale hitowy napastnik, co stawia pod znakiem zapytania, czy Collymore ma rację co do braku pilnej potrzeby wzmocnienia "silnika" drużyny.

Stan Collymore udzielił wypowiedzi dla Sports Mole w imieniu BetGoodwin.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.