Alvarez ma preferencje: Barcelona na czele pościgu.
Gorący temat na rynku transferowym w Anglii! Arsenal i Chelsea, dwa londyńskie potęgi, właśnie otrzymały potężny cios w swoich zakusach na supergwiazdę.
Kto pierwszy, czyli transferowe marzenia o Argentyńczyku
W ostatnich tygodniach media huczały od spekulacji na temat przyszłości Juliana Alvareza, napastnika Atletico Madryt. Zarówno Arsenal, jak i Chelsea, od dawna monitorowały sytuację byłego zawodnika Manchesteru City, widząc w nim materiał na elitarną „dziewiątkę” dla swoich ekip. Przypomnijmy, Alvarez dołączył do Los Colchoneros w 2024 roku za astronomiczną kwotę 81,8 miliona funtów i niemal natychmiast stał się kluczowym elementem układanki Diego Simeone.
Jego debiutancki sezon w stolicy Hiszpanii był wręcz spektakularny – 29 goli we wszystkich rozgrywkach, co natychmiast podniosło jego wartość rynkową i ściągnęło spojrzenia możnych kontynentu. Bieżący sezon 2025/26 to kontynuacja świetnej formy: 12 bramek i 7 asyst w 37 występach. Taka efektywność, zwłaszcza w obliczu faktu, że w Manchesterze City nie był on pierwszym wyborem Pepa Guardioli (zawsze w cieniu Erlinga Haalanda), naturalnie generuje larum w Europie.
Wstrząs dla Kanonierów i The Blues: Alvarez ma wymarzoną destynację
Najnowsze doniesienia rynkowe rzucają cień na nadzieje Mikelowi Artecie i Mauricio Pochettino (lub komukolwiek, kto aktualnie zarządza Chelsea). Okazuje się, że sam zawodnik ma bardzo jasno sprecyzowany kierunek, jeśli zdecyduje się opuścić Estadio Metropolitano po zakończeniu sezonu.
Teraz, gdy Alvarez podobno jasno określił, że Barcelona jest jego wymarzoną destynacją, stawia to cios w letnie plany transferowe zarówno Kanonierów, jak i The Blues.
Wygląda na to, że dla 26-letniego napastnika szansa na grę w Dumie Katalonii przeważy nad perspektywami rywalizacji w Anglii. To, co dla kibiców Barçy brzmi jak muzyka dla uszu, dla establishmentu Premier League jest zimnym prysznicem. Oczywiście, trzeba pamiętać o gargantuicznych problemach finansowych, z jakimi od dłuższego czasu borykają się Blaugrana. Ewentualny transfer tej klasy co Alvarez byłby transferowym "cudownym zmartwychwstaniem" finansowym.
Nie można jednak ignorować faktu, że Atletico Madryt, mimo że ma z Argentyńczykiem kontrakt ważny aż do 2030 roku, najwyraźniej desperacko chce go zatrzymać. Podobno władze klubu zaoferowały mu przedłużenie umowy – znak, że nie zamierzają łatwo puścić swojej maszyny do zdobywania bramek.
Czy Manchester United też musi się pogodzić z porażką?
Co ciekawe, wyścig o Alvareza nie ogranicza się tylko do Londynu. W tle tej batalii wciąż unosi się cień Manchesteru United, który również był łączony z Argentyńczykiem, a plotki o zainteresowaniu sięgają nawet astronomicznych kwot rzędu 125 milionów funtów za napastnika z 17 golami (w sezonie 2025/26).
Oba londyńskie kluby oraz Czerwone Diabły poczyniły w ostatnich okienkach transferowych spore inwestycje w formacje ofensywne: Arsenal sprowadził Viktora Gyökeresa, Manchester United zaoferował kontrakt Benjaminowi Sesko, a Chelsea wylądowała z Joao Pedro. Mimo tych dużych wydatków, żaden z tych graczy nie dorównał dotychczasowej regularności i statystykom Alvareza.
W obliczu silnej preferencji zawodnika do przenosin do Hiszpanii i niepewnej kondycji finansowej Barcelony, która może storpedować całą operację, zarówno Arsenal, jak i Chelsea, powinny zachować czujność. Obojętnie, jak wygląda scenariusz, dla Mikię Artety i Liama Roseniora (czy aktualnego menedżera Chelsea) rozsądnym posunięciem będzie pozostanie w gotowości bojowej. Rynek napastników klasy światowej ma swoje własne, nieprzewidywalne prawa.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.