Anfield liczy na cud: trzy argumenty za odwróceniem losów dwumeczu z PSG.
Wielkie widowisko na Anfield wisi na włosku – Liverpool staje przed zadaniem niemal niemożliwym, by odwrócić losy ćwierćfinału Ligi Mistrzów przeciwko naszpikowanemu gwiazdami Paris Saint-Germain.
Czy historia sprzyja madryckim koszmarom PSG?
Choć na papierze sytuacja Liverpoolu wygląda beznadziejnie, eksperci często zapominają, że futbol, a zwłaszcza europejskie puchary, uwielbiają dramaty. Owszem, przegrana 2:0 na Parc des Princes, po golach Desire Doue i Kvicha Kvaratskhelii, stawia paryżan w komfortowej pozycji, ale czy Luis Enrique nie czuje tu dreszczu niepewności? Historia europejskich pucharów zna przypadki, kiedy dwubramkowa zaliczka okazała się zgubna dla francuskiego giganta.
PSG ma na koncie kilka bolesnych upadków, które kibice na Anfield mogą wykorzystać jako argument motywacyjny. Najbardziej spektakularnym przykładem jest, co ciekawe, porażka z Barceloną pod wodzą samego Enrique w sezonie 2016/2017. Pamiętacie "La Remontadę"? Paryżanie wygrali u siebie 4:0, by następnie ulec 6:1 na Camp Nou – to jest wyczyn, który PSG chciałby wymazać z pamięci, ale stanowi on dowód na kruchość ich przewagi.
Dwa lata później przyszło kolejne załamanie. Manchester United, po porażce 0:2 u siebie, zdołał wygrać na Parc des Princes 3:1, a decydującą bramkę zdobył Marcus Rashford w 94. minucie. Nie można też zapomnieć o starciu z Chelsea w 2013/2014, gdzie PSG nie obroniło zaliczki 3:1 z pierwszego meczu, odpadając dzięki bramce Demby Ba w 87. minucie rewanżu. To pokazuje, że pod presją, Francuzi potrafią pękać.
Magia Anfield i głos kibiców: Czy "Anfield factor" zagra głośniej niż zwykle?
Stadion Anfield to nie tylko murawa; to stan umysłu. Arne Slot, schodząc na konferencję prasową, doskonale zdawał sobie sprawę, że sam skład nie wystarczy. Potrzebny jest czynnik X, a tym w Liverpoolu są zawsze trybuny.
"Oni [kibice] będą równie ważni jak nasza dyspozycja" – powiedział Slot, cytowany przez BBC Sport. – "Musimy być znacznie, znacznie lepsi niż w zeszłym tygodniu, a ich zawodnicy są doświadczeni i pamiętają Anfield sprzed roku [kiedy odpadli po rzutach karnych]. Wiedzą, co ich czeka, więc mogę tylko mieć nadzieję, że nasi kibice znajdą dodatkowy bieg w porównaniu do zeszłego roku, kiedy atmosfera była niesamowita. Ale wierzę, że nasi fani są gotowi i ufam im, że będą jeszcze głośniejsi niż w zeszłym sezonie".
Statystyki europejskie Liverpoolu na własnym obiekcie w ostatnich dwóch sezonach są imponujące – osiem zwycięstw w dziesięciu meczach Ligi Mistrzów. Wystarczy spojrzeć na niedawny triumf nad Galatasaray (4:0 po porażce 1:0 na wyjeździe), by zobaczyć, jak podopieczni The Reds potrafią odwracać losy dwumeczów przy wsparciu tłumu. Co więcej, Anfield to twierdza przeciwko francuskim zespołom, z 14 zwycięstwami w 18 dotychczasowych spotkaniach. Owszem, PSG wyeliminowało ich w zeszłym sezonie, ale pamiętajmy o zwycięstwie 3:2 w grupie 2018/2019, choć taki wynik teraz nie wystarczy.
Cztery porażki jako pozytywny omen? Paradoks sezonu, który trzeba odwrócić
Liverpool może mieć za sobą kampanię w Lidze Mistrzów pełną rozczarowań, co potwierdza cztery porażki w jedenastu dotychczasowych meczach. Wszakże, dla niektórych kibiców, to właśnie sezon, w którym zdobyli trofeum w 2018/2019, charakteryzował się dokładnie taką samą liczbą przegranych. To jest ten kuriozalny argument, który fani zaczną podnosić, szukając uduchowionych przesłanek.
Wspomniany sezon 2018/2019 przyniósł być może najbardziej ikoniczny powrót w nowoczesnej historii klubu. Po nokaucie 3:0 na Camp Nou przeciwko Barcelonie, Liverpool powrócił na Anfield i wygrał 4:0. Słynny gol Trente’a Alexandra-Arnolda po "szybko wykonanym rzucie rożnym" do Divocka Origiego wciąż elektryzuje fanów. Jeśli młodzi gracze tacy jak Dominik Szoboszlai, a może nawet Florian Wirtz czy Hugo Ekitike, jeśli faktycznie pojawią się w kadrze, potrafią zainspirować się tamtym heroizmem, wszystko jest możliwe.
Należy jednak pamiętać o drugiej stronie medalu: Liverpool dotarł do finału w 2006/2007, mając na koncie cztery porażki, ale tamten finał zakończył się klęską 2:1 z AC Milanem. Dlatego cztery porażki to tylko statystyczny koślawy uśmiech losu, a nie gwarancja sukcesu w bezpośrednim starciu z elitą PSG.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.