Arsenal pod lupą: Brighton może pokrzyżować mistrzowskie plany.

W Premier League znów gorąco! Arsenal wciąż spogląda na plecy Manchesteru City, choć ma przewagę punktową, a w środowy wieczór emocje mogą sięgnąć zenitu na Amex Stadium. Czy „Kanonierzy” wytrzymają presję, czy może Brighton zafunduje im koszmar i otworzy drzwi do europejskich pucharów?

Wyścig Tytanów: Czy Arsenal utrzyma nerwy na wodzy?

Sytuacja Arsenalu jest, delikatnie mówiąc, napięta. Prowadzenie w Premier League utrzymuje się, ale z jednym „ale”: Manchester City ma rozegrany mecz mniej. Oznacza to, że każdy punkt stracony przez podopiecznych Mikela Artety będzie na wagę złota dla „Obywateli”. Zwycięstwo nad Chelsea, choć osiągnięte przeciwko zdyscyplinowanemu, ale wyraźnie sfrustrowanemu rywalowi, to tylko kolejny etap wyczerpującego maratonu. Konfrontacja na Etihad Stadium jest wciąż w kalendarzu, a to oznacza, że ostateczne rozstrzygnięcia wiszą na włosku i zależą od obu ekip.

Tymczasem Brighton, po okresie głębokiego kryzysu – zaledwie jedno zwycięstwo w trzynastu ligowych spotkaniach liczonych od grudnia – wydaje się w końcu łapać oddech. Dwa kolejne zwycięstwa uspokoiły nieco atmosferę wokół trenera Fabiana Hürzeler'a. Choć zajmują 11. miejsce, strata do siódmej lokaty, premiującej awansem do Ligi Konferencji Europy, nie jest duża. Jeśli podtrzymają obecną formę, angielskie puchary mogą okazać się realnym celem.

Brighton – Czarny Koń Rywali? Statystyki, które nie pocieszają Kanonierów

Analizując historię starć z Arsenalem, „Mewy” mają na co narzekać. Te dwie drużyny mierzyły się już dwukrotnie w tym sezonie. Arsenal wygrał 2:0 w Carabao Cup pod koniec października, a następnie 2:1 w Premier League dwa miesiące później. Ogólny bilans nie napawa optymizmem: zaledwie jedno zwycięstwo Brighton w ostatnich ośmiu konfrontacjach.

Co ciekawe, ostatni triumf Brighton na obiekcie Amex nad Kanonierami miał miejsce w czerwcu 2020 roku, w meczu wieńczącym sezon wydłużony przez pandemię. Czy środa przyniesie przełamanie tej niemal dziesięcioletniej niemocy?

„Brighton’s record against Arsenal isn’t very good, with just one win in their last eight meetings.”

Narracje i Byłe Klątwy: Czy Eze i Welbeck odmienią losy meczu?

W kontekście indywidualnych występów, Eberechi Eze stał się postacią niemal mitologiczną, której strzelecka forma zdaje się być determinowana przez scenariusz. Sześć bramek w Premier League to wynik, który mógłby być lepszy dla ofensywnego pomocnika wycenianego na 70 milionów funtów. Problem w tym, że aż pięć z tych goli padło w derbowych starciach z Tottenhamem Hotspur. Poza tym sukcesem, jedyny ligowy gol dla Brighton to trafienie przeciwko jego byłemu klubowi, Crystal Palace, pod koniec października. Zdobycie bramki przeciwko zdeterminowanemu Arsenalowi byłoby z pewnością wpisane w „narrację” tego sezonu.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Danny’ego Welbecka. Powrót napastnika do formy sprawił, że Brighton nabrało pewności siebie w ostatnich tygodniach. Welbeck strzelił gola w obu ostatnich zwycięstwach nad Brentford i Nottingham Forest. Co więcej, Arsenal jest jednym z jego byłych klubów. Trzeba też pamiętać, że mimo 35 lat na karku, wciąż są tacy, którzy uważają, że zasługuje na powołanie do reprezentacji Anglii na zbliżające się Mistrzostwa Świata. Czy zaliczy kolejny gol w meczu przeciwko ekipie, z którą jest związany sentymentem?

Szpitalna Lista Wyczekiwanych: Kto zagra, a kto z trybun obejrzy dogrywkę?

Przed środowym starciem obie ekipy mają spore problemy kadrowe, a niektórzy kluczowi zawodnicy muszą przejść ostatnie testy sprawnościowe. W Arsenalu Artetę spędzać sen z powiek mogą trzy nazwiska: Martin Ødegaard, Declan Rice i Kai Havertz. Rice, który opuścił boisko z urazem w meczu z Chelsea, nie jest uznawany za poważnie kontuzjowanego, ale jego występ jest wątpliwy, podobnie jak Havertza. Dłuższe nieobecności dotyczą Mikkela Merina i Bena White'a.

Brighton bacznie obserwuje stan Yasina Ayariego, który od miesiąca pauzuje z powodu kontuzji barku. On, podobnie jak wspomniana dwójka z Arsenalu, ma niewielkie szanse na powrót. Pełna lista nieobecnych jest jednak długa – Stefanos Tzimzas i Adam Webster wrócą do gry dopiero pod koniec roku.

Zmęczenie Materiału, Czy Przełom na Amex?

Arsenal musi teraz wykrzesać z siebie siły na każdy mecz, bo w walce o cztery trofea kalendarz nie daje wytchnienia. O ile w meczu z Chelsea pomogły czerwona kartka i ekscentryczny występ bramkarza rywali, o tyle fakt pozostaje niezmienny: Arsenal „przemielił” wynik. To cecha mistrzów.

Jednak to, co definiuje tę kampanię Premier League, to niesamowita nieprzewidywalność – każdy może wygrać z każdym. Dodatkowego smaczku tej konfrontacji dodaje fakt, że Manchester City rozpocznie swój mecz mniej więcej w tym samym czasie, sześćdziesiąt mil dalej, na London Stadium przeciwko West Hamowi.

Brighton wciąż ma o co grać. Choć ich historia ostatnich lat nie sprzyja konfrontacjom z Arsenalem, to przecież oni byli w stanie pokonać Manchester City na tym samym obiekcie pod koniec sierpnia. Istnieje realne prawdopodobieństwo, że obie drużyny z czołówki stracą punkty w końcówce sezonu. Może ten wieczór na Amex będzie tym, kiedy potknie się Arsenal. Przewiduję remis 1:1, a kibice Kanonierów będą drżeć w oczekiwaniu na wieści z Londynu.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.