Arteta bierze całą winę na siebie za remis z Wolverhampton.
Rozczarowanie na Emirates Stadium, puszczona przewaga i gorzkie słowa Mikela Artety – to wszystko sprawiło, że fani Arsenalu mogą spać niespokojnie.
Arteta bierze na siebie cały ciężar winy: "Trzeba to przełknąć"
Po ligowym thrillerze na Molineux Stadium, gdzie Arsenal prowadził 2:0, by ostatecznie zremisować 2:2, atmosfera w obozie Kanonierów jest daleka od idealnej. Dyskusje o winie rozgorzały natychmiast: obwiniano Davida Rayę i Gabriela Magalhãesa za drugiego gola Wolves, ale sam menedżer Mikel Arteta stanowczo odciął się od szukania kozłów ofiarnych wśród graczy. Zamiast tego, wziął pełną odpowiedzialność na swoje barki i zespół jako kolektyw.
Podczas konferencji prasowej po meczu, Hiszpan nie owijał w bawełnę. To było wystąpienie człowieka, który rozumie wagę każdej straconej sekundy i każdego punktu w tym wyścigu.
"Każde pytanie, każda krytyka, każda opinia, trzeba to przyjąć na klatę dzisiaj. To tyle. Każdy pocisk, przyjmij go, ponieważ nie zaprezentowaliśmy się na wymaganym poziomie."
Arteta podkreślił, że rozczarowanie wynikiem i przebiegiem drugiej połowy jest głębokie. Przyznał wprost, że drużyna musi obwinić samą siebie za ten obraz nędzy i rozpaczy po przerwie.
"Jestem niezmiernie rozczarowany, oczywiście, wynikiem, sposobem, w jaki zakończył się mecz, ale musimy obwinić samych siebie [za] występ w drugiej połowie," stwierdził menedżer.
To nie jest pierwszy taki incydent. Arsenal zremisował dwa ostatnie spotkania, w obu prowadząc, co wywołuje pytania o odporność psychiczną drużyny. Kiedy na szali leży tytuł, takie słabości w drugiej połowie, zwłaszcza po prowadzeniu, mogą być śmiertelne. Arteta wezwał do natychmiastowego przetrawienia frustracji, choć w tej chwili jest to trudne zadanie.
Czy Manchester City przejął kontrolę nad wyścigiem o tytuł?
Po tym remisie, matematyka w Premier League stała się brutalnie prosta. Choć Arsenal nadal ma na koncie więcej punktów, Manchester City dysponuje przewagą rozegranego meczu mniej i co najważniejsze – będą gościć Kanonierów na Etihad w kwietniu. Różnica to obecnie pięć punktów, lecz morale jest nieporównywalnie lepsze po stronie podopiecznych Pepa Guardioli.
Forma Arsenalu w ostatnich tygodniach to sinusoida. Ostatnie siedem spotkań ligowych to zaledwie dwa zwycięstwa, cztery remisy i jedna porażka. Co ciekawe, City również zaliczyli potknięcia, tracąc punkty w pięciu z ośmiu ostatnich występów. To pokazuje pewną niepewność panującą w obu obozach, ale to potknięcie Arsenalu na hrabstwie Wolverhampton wydaje się kluczowe.
Dlaczego? Bo kontrastuje z tym, co pokazali Obywatele w kluczowym momencie. Zwycięstwo Manchesteru City na Anfield, gdzie musieli odwrócić wynik 1:0 na 2:1, świadczy o żelaznej mentalności, której najwyraźniej brakuje podopiecznym Artety, gdy presja rośnie do zenitu. Ten mecz przeciwko Liverpoolowi 8 lutego był demonstracją siły charakteru, której Arsenalowi nie udało się powtórzyć przeciwko Wolves.
Gdzie ten tytuł zostanie wygrany lub przegrany? Kalendarz nie kłamie
Jeśli aura rozczarowania po remisie z Wolves nie ustąpi szybko, nadchodzące tygodnie mogą przynieść Arsenalowi bolesne konsekwencje. Już w najbliższych spotkaniach Kanonierzy zmierzą się z nieprzewidywalnym Tottenhamem Hotspur, a następnie z Chelsea. To są mecze, w których nie można sobie pozwolić na utratę koncentracji w drugiej połowie.
Spójrzmy na harmonogram Manchesteru City. Ich najbliższe ligowe wyzwania to Newcastle United i Leeds United. Choć te drużyny potrafią napsuć krwi, City ma już udowodnione, że potrafi eliminować Newcastle w bieżącym sezonie.
Prawdziwa batalia o scenariusz końcowy rozegra się pod koniec sezonu, ale analiza kalendarzy sugeruje, że City może mieć trudniejszą końcówkę. Ostatnie dziewięć meczów Arsenalu zawiera tylko jeden pojedynek z drużyną z pierwszej siódemki – właśnie ten decydujący z City na Etihad. Z kolei ekipa Guardioli ma przed sobą starcia z trzema zespołami z TOP 5 i łącznie czterema z pierwszej siódemki w swoich ostatnich dziesięciu ligowych potyczkach.
Jeśli Kanonierzy zdołają utrzymać, nawet minimalną, przewagę do wiosny, mogą liczyć na to, że trudniejsze mecze City ostatecznie zadziałają na ich korzyść. Niemniej jednak, po tym, co wydarzyło się w środę, każda minuta, w której Arsenal traci dystans, jest niczym cios prosto w żebra ich ambicji tytułowych. Tej frustracji nie da się po prostu "przełknąć" i zapomnieć, ponieważ każdy kolejny punkt jest na wagę złota.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.