Arteta zmartwiony "bardzo nietypową" pasywnością po klęsce z Manchesterem United.

W niedzielę na Emirates Stadium doszło do prawdziwej Premier League'owej wojny, w której Arsenal sensacyjnie uległ Manchesterowi United 2:3. Po tym bolesnym laniu, Mikel Arteta nie szczędził słów krytyki, wskazując na coś, co nazwał „bardzo nietypowym” zachowaniem swoich zawodników.

Arteta w szoku: Co się stało z tą "dziwną" pasywnością Arsenalu?

Porażka 3:2 u siebie z Manchesterem United to nie był tylko zwykły zły dzień. To był cios prosto w żebra aspiracji Arsenalu do tytułu. Po objęciu prowadzenia po samobójczym trafieniu Lisandro Martineza, wydawało się, że gracze Artety przejmą kontrolę nad meczem, jak to mieli w zwyczaju w tym sezonie. Nic bardziej mylnego. Jak sam szkoleniowiec zauważył, nastąpiło coś niewytłumaczalnego.

Po strzeleniu bramki, Kanonierzy momentalnie zgasili światło, przechodząc w tryb pasywny, za co zostali bezlitośnie ukarani. Bramki Bryana Mbeumo, a następnie fantastyczna petarda Patricka Dorgu sprawiły, że gospodarze nagle musieli gonić wynik. Defensywa, która w tym sezonie była twierdzą, nagle zaczęła pękać jak matrioszka.

Arteta po spotkaniu wprost wyraził swoje zdziwienie. Konferencja prasowa była pełna frustracji, gdy mówił o tym, co widział na murawie.

"Trudno to ująć. Myślę, że ten pierwszy błąd prawdopodobnie prowadzi do drugiego, a fakt, że chcesz być bardziej zabezpieczony, prawdopodobnie nie pomaga w popełnianiu tych błędów" – stwierdził Hiszpan.

Potem padło kluczowe zdanie, które z pewnością będzie analizowane przez ekspertów przez najbliższe tygodnie:

"Były tam trzy lub cztery [błędy], szczerze mówiąc, bardzo nietypowe jak na naszą postawę dzisiaj w meczu. Są one częścią futbolu i czasami zostajesz ukarany, a czasami nie. Dzisiaj zostaliśmy ukarani, a poza tym musimy oddać uznanie przeciwnikowi za to, co zrobił i w jaki sposób zdołał wygrać ten mecz."

To przyznanie się do "nietypowej" liczby błędów na własnym stadionie, gdzie Arsenal nie przegrał w tym sezonie w żadnych rozgrywkach, rzuca cień na psychikę drużyny.

Statystyczny koszmar: Kiedy geniusz stał się nieobecny?

Gdyby spojrzeć tylko na wyniki i pozycję w tabeli, Arsenal wciąż jest na czele, ale przewaga nad Manchesterem City i Aston Villą stopniała do zaledwie czterech punktów. W tym kontekście, statystyki wygenerowane podczas tego spotkania są przerażające dla kibiców Kanonierów i stanowią twardy dowód na to, że coś w ofensywie się zacięło.

Arsenal trafił do siatki rywala po raz pierwszy od dwóch remisów 0:0 w Premier League przeciwko Liverpoolowi i Nottingham Forest, choć w środku tygodnia strzelili Interowi Mediolan trzy gole w Lidze Mistrzów. Problem pojawia się, gdy przychodzi gra ligowa przeciwko zespołom, które preferują głębszą obronę, co jest znakiem rozpoznawczym Premier League, gdy gra się o najwyższe cele.

Dzięki bramce Mikela Merino po rzucie rożnym, Arsenal odzyskał nadzieję, ale dominacja stałych fragmentów gry nad grą otwartą to sygnał alarmowy. Spójrzmy na liczby Expected Goals (xG): Kanonierzy wygenerowali 1.2 xG, z czego tylko 0.39 pochodziło z gry otwartej! Kontrastem był Manchester United, który całe swoje 0.73 xG zbudował w otwartych akcjach.

To brutalna matematyka. Pomimo obecności kreatorów takich jak Martin Odegaard i Bukayo Saka, ich wpływ został całkowicie zduszony przez taktykę United. Brakowało nie tylko wykończenia, ale przede wszystkim iskry i centralnej penetracji w akcjach z pola. Nawet solidna defensywa nie była w stanie zmazać winy za ten brak inwencji.

Czy "zespół tytanów" ma problem z odblokowywaniem puszki bez kartki?

Patrząc na ostatnie osiemnaście miesięcy tego zespołu, widać pewien niepokojący schemat: kiedy rywale paraliżują środek pola i zmuszają Arsenal do grania na małej przestrzeni, brakuje opcji B. Nawet brawurowe działania na treningu stałych fragmentów gry (za co należy pochwalić trenera od specjalnych części gry, Nicolasa Jovera) nie wystarczą, by wygrać ligę. Tytuły zdobywa się dominacją w otwartej grze.

Mecz z United pokazał, że brakowało im dawnej werwy, tej nieustępliwości, dzięki której zazwyczaj wygrywali takie mecze do zera. Zamiast tego zobaczyliśmy reanimację ducha, który dawno nie był widoczny – spowolnienie, prostolinijność i natychmiastowe karanie za każdy drobny błąd.

Matheus Cunha, strzelając decydującą i równie widowiskową bramkę co Dorgu, przypieczętował fakt, że Arsenal stracił trzy gole w jednym meczu ligowym po raz pierwszy od dłuższego czasu. Czy ta porażka nie jest przypadkiem sygnałem fatalnym, że problemy z kreatywnością, które miały zostać zażegnane, powracają w najmniej odpowiednim momencie i mogą ostatecznie zabić ich walkę o trofeum? To pytanie, na które odpowiedź przyniesie dopiero reszta sezonu.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.