Droga Argentyny do potencjalnego finału mistrzostw świata 2026 jest zaskakująco łatwa.

Turniejowe fatum: Czasem trzeba pokonać najlepszych, by wygrać, a czasem, jak widać po Argentynie, droga do złota bywa zaskakująco wybrukowana słabszymi rywalami. Prawdziwa esencja futbolu pucharowego to nie tylko umiejętności, ale i kosmiczne układy drabinki.

Czy łatwy los to sekret mistrzostwa świata? Historia brutalnych ścieżek

W futbolu turniejowym panuje niepisana zasada: aby być najlepszym, musisz pokonać najlepszych. Ale, jak ironicznie zauważył były selekcjoner Anglii, Roy Hodgson, "alternatywą dla trudnego losowania jest myślenie, że masz łatwe losowanie, a potem staje się ono trudniejsze, niż się spodziewałeś". Jest w tym ziarno prawdy – przekonała się o tym Anglia Fabio Capello w 2010 roku, gdy tabloidowe media okrzyknęły grupę mianem "EASY" (Anglia, Algieria, Słowenia, Janki). Oczywiście, nie ma łatwych meczów, ale ostatecznie wygrywa się z tymi, którzy staną na drodze.

Przypomnijmy sobie rok 2014. Niemcy, wygrywając Puchar Świata, zaliczyli być może najtrudniejszą drogę w historii turnieju. Rozbili Portugalię w fazie grupowej, by później eliminować Francję i Brazylię – finał Brazylii to historyczne 7:1 – by w decydującym starciu pokonać Argentynę. To był triumf przez ogień i siarkę.

W zupełnym kontraście, ich droga do finału w 2002 roku była żmudna: trzy kolejne triumfy 1:0 w fazie pucharowej nad Paragwajem, USA i Koreą Południową. Podobnie wyglądała ścieżka Francji sprzed lat, która dotarła do finału, eliminując Hiszpanię, Brazylię i Portugalię w trzech poprzednich rundach. Taka droga zasługiwała na coś więcej niż tylko wicemistrzostwo.

Argentyna ma autostradę do obrony tytułu? Messi na celowniku po Złotego Buta

W kontekście turnieju w 2026 roku, to właśnie Argentyna wydaje się być faworytem, nie tylko ze względu na status obrońców tytułu, ale i dzięki potencjalnie najbardziej sprzyjającej drabince pucharowej. Zatrzymanie trofeum przez panujących mistrzów to rzadkość – ostatnio udało się to Brazylii Pelégo w 1962 roku, a we wcześniejszych dekadach tylko Włochom w latach 30. XX wieku. Tego po prostu się nie robi.

Równie frapująca jest perspektywa Lionela Messiego. Jeśli droga do półfinałów będzie pozbawiona konfrontacji z absolutną elitą, jego szanse na zdobycie Złotego Buta drastycznie rosną. Messi ma już sześć bramek, dorównując lub przewyższając wynik, który zapewniał Złoty But w 10 z ostatnich 12 turniejów. Biorąc pod uwagę, że może rozegrać jeszcze do pięciu spotkań, walka o koronę króla strzelców, którą kiedyś wyznaczał pułap dziesięciu goli (Gerd Müller, 1970), a rekord należy do Juste Fontaine'a z 13 bramkami (1958), staje się realna.

Rozkład sił: Dlaczego połowa drabinki jest "elitarna", a druga "spokojna"?

Żeby zrozumieć, dlaczego Argentyna może mieć lżej, trzeba spojrzeć na podział drabinki pucharowej. Faza pucharowa dzieli się na dwie części po 16 drużyn, każda z nich tworzy mini-drabinkę ośmiu zespołów, z których wyłonią się finaliści.

W górnej połówce drabinki, spośród 16 startujących drużyn, aż 10 plasuje się w czołowej dwudziestce rankingu FIFA – mowa o Francji, Hiszpanii, Maroku, Holandii, Portugalii, Belgii, Niemczech, Chorwacji, USA i Senegalu. To istne piekło.

W dolnej połówce, gdzie znajduje się Argentyna, mamy tylko siedem takich drużyn: Brazylia, Anglia, Meksyk, Kolumbia, Szwajcaria i Japonia. Co więcej, większość siły w tej części skupia się w jednej z mniejszych sekcji. W mini-drabince Argentyny, żadna inna drużyna nie jest sklasyfikowana w światowym Top 10. Największymi wyzwaniami, z którymi Messi i spółka mogą się zmierzyć najwcześniej, są Kolumbia i Szwajcaria – dopiero w ćwierćfinale. Zespoły z Top 10 mogą czekać dopiero na etapie półfinałów!

Argentyna zaczyna swoją marszrutę w 1/16 finału starciem z Republiką Zielonego Przylądka (Cape Verde). Niebiańska historia tej afrykańskiej nacji, która przeszła grupę bez porażki, ale i bez zwycięstwa, zasługuje na szacunek. Jednak dla mistrzów, porażka z Wyspami Zielonego Przylądka byłaby kosmicznym szokiem. Następny etap to potencjalne spotkanie z triumfatorem meczu Australia kontra Egipt – drużynami, które w fazie grupowej wygrały łącznie tylko jeden mecz.

Trener Argentyny, Lionel Scaloni, stara się tonować nastroje, mówiąc: „W tym Pucharze Świata widzieliśmy, że trzeba uważać”, wskazując, że Hiszpania czy Urugwaj nie potrafiły wygrać z Zielonym Przylądkiem. Niemniej, przejście tej pary rywali powinno być formalnością.

W ćwierćfinale czekałby zwycięzca z pary Szwajcaria, Algieria, Kolumbia lub Ghana. To zupełnie inaczej wygląda z perspektywy Anglii lub Brazylii, które mogą wylądować na sobie już w ćwierćfinale, podczas gdy Hiszpania i Portugalia mogą spotkać się w 1/16 finału!

Francja, z kolei, jest na kursie kolizyjnym z Marokiem w ćwierćfinale, co będzie fantastycznym sprawdzianem dla Mistrzów Świata z 2018 roku i dowodem na to, że afrykańscy Czempioni nie są przypadkowi. Oczywiście, futbol pokazał nam w 2022 roku, że wszystko jest możliwe, zwłaszcza po tym, jak Niemcy sensacyjnie przegrały po rzutach karnych z Paragwajem, co pokrzyżowało wiele przewidywań.

Jeśli Argentyna dojdzie do półfinału, jej rywal wyłoni się z ćwierćfinału, w którym prawdopodobnie zmierzą się Anglia i Brazylia. Do tego momentu, Argentyńczycy, wspierani potężnym dopingiem i być może niższym obciążeniem fizycznym, mogą wejść z olbrzymią pewnością siebie i energią zmagazynowaną w łatwiejszych bojach. Ale jak mawiał Scaloni, ostrożność to podstawa.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.