Magazyn piłkarski NewsyEdwards widzi rosnącą wiarę w osłabionej drużynie Wolverhampton.

Edwards widzi rosnącą wiarę w osłabionej drużynie Wolverhampton.

Jarosław Kowalski

Wolverhampton Wanderers, drużyna, która aktualnie zbiera mizerne żniwo punktowe w Premier League, znajduje się pod masywną presją, okupując ostatnie miejsce w tabeli. Czyżby nowy szkoleniowiec, Rob Edwards, dostrzegał jednak światełko w tunelu, czy to tylko desperacka próba podniesienia morale w szatni przed kluczowymi starciami? Ich najbliższy mecz z bezpośrednim rywalem może okazać się wodą na naftę lub ostatecznym pogrążeniem tonącego okrętu.

Edwards widzi rosnącą wiarę w osłabionej drużynie Wolverhampton.

Czy „wiara” to nowy elementarnik Erica Edwardsa?

Rob Edwards, menedżer Wolverhampton Wanderers, z odwagą wygłasza tezy o rosnącym przekonaniu w zespole, który notuje katastrofalną serię. Sytuacja jest dramatyczna: z zaledwie dwoma punktami zdobytymi w trzynastu spotkaniach, Wolves zmierzają ku jednej z najgorszych kampanii w historii Premier League. Po porażkach z Crystal Palace i lokalnym rywalem Aston Villą, atmosfera w klubie musi być gęsta jak smoła. Niemniej jednak, Edwards, cytowany na oficjalnej stronie klubu, twierdzi, że widzi pozytywne sygnały, zwłaszcza po niedawnych analizach wideo.

„Byli oczywiście załamani po porażce z rywalem z West Midlands, ale mając możliwość spotkania się z nimi w poniedziałek po południu, mogłem im pokazać obszary, nad którymi musimy pracować, ale także wiele dobrych rzeczy, na których możemy budować.”

To klasyczna gra psychologiczna. Trener musi przekonać swoich graczy, że mimo wyników, fundamenty pod przyszłe sukcesy są budowane. Edwards podkreśla, że kluczem jest konsekwentne wdrażanie jego filozofii gry. Jeżeli zespół zacznie wierzyć, że to, co robią na treningach i w trakcie meczów, ma sens, to – teoretycznie – punkty zaczną spływać na konto.

„Musimy stać się sobą, a jeśli będziemy konsekwentnie robić te rzeczy, damy sobie dobrą szansę na zdobywanie punktów i wygrywanie meczów.”

W kontekście fatalnej pozycji w tabeli, takie deklaracje brzmią jak akt wiary samego trenera, próbującego przekazać tę energię zawodnikom. Edwards zdaje się być przekonany, że jego przekaz trafia do starszyzny:

„Widzę w nich wiarę. Widzą, że idziemy we właściwym kierunku, i wszyscy czuli, że to był dobry występ. Nie było tak, że stałem przed nimi i kłamałem. Nie szukam na siłę pozytywów, było ich tam wiele, więc z pewnością ułatwia mi to pracę.”

Nawet jeśli te „pozytywy” są ledwie widocznymi iskrzniami w mroku, dla Edwardsa są one paliwem. Każdy punkt zwycięstwa w najbliższych tygodniach będzie cenny jak złoto.

Molineux – ostatni bastion przed piekłem? Mecz z Nottingham Forest

Kolejnym przystankiem dla Wolves jest starcie u siebie z Nottingham Forest. To nie jest mecz z gigantem Premier League; to starcie „o sześć punktów” z drużyną, która ma nad Wolves solidną, dziesięciopunktową przewagę i zajmuje bezpieczniejsze, 16. miejsce. Jeśli Wolves nie zaczną wygrywać z bezpośrednimi rywalami, ich szanse na utrzymanie zaczną drastycznie spadać, a trener Edwards może szybko stracić ten nadszarpnięty kapitał zaufania.

Wygrana z Forest byłaby absolutnie kluczowa. Nie chodzi tylko o trzy punkty; chodzi o psychologiczne odwrócenie trendu i zdystansowanie się od rywala, który jest tuż ponad strefą spadku. Zwycięstwo zmniejszyłoby stratę do Forest do siedmiu oczek, otwierając realną perspektywę gonienia ligowej „wody” ratunkowej.

Kalendarz, który przyprawia o zawał serca

Dla Edwardsa i sztabu szkoleniowego, nadchodzące tygodnie to prawdziwy test charakteru i taktyki. Nawet jeśli uda się przebrnąć przez Nottingham Forest, seria spotkań, która następuje, jest zaporowa. Po starciu z bezpośrednim rywalem, Wolves czeka seria starć z elitą – dwukrotnie zmierzą się z Manchesterem United, a także z Arsenalem i Liverpoolem. To brutalna sekwencja, która może albo zbudować fenomenalną falę pozytywnej energii (jeśli zdobędą punkty z mniejszymi), albo pogrzebać ich ambicje do końca sezonu.

Mało tego, tuż przed końcem roku kalendarzowego Wolves podejmie u siebie Brentford, drużynę, która ostatnio notuje fatalne wyniki na wyjazdach (pięć porażek w sześciu meczach). Można śmiało założyć, że Edwards i kibice na Molineux uznają mecze z Forest i Brentford za absolutnie obowiązkowe „sześć punktów”, które muszą wyciągnąć, zanim zaczną mierzyć się z ligową arystokracją. To jest moment, w którym „wiara” musi przejść z sali konferencyjnej na murawę.

0 / 5. Ocen: 0

Podobne artykuły

Leave a Comment