Everton spróbuje zatrzeć wstydliwe statystyki domowe w starciu z Manchesterem United.

Nadchodzące starcie pomiędzy Evertonem a Manchesterem United zapowiada się elektryzująco, bowiem "The Toffees" mają realną szansę na powtórzenie wyczynu sprzed dekady przeciwko "Czerwonym Diabłom".

Zapowiedź meczu: Starcie gigantów z historią w tle

Na Goodison Park (choć w tekście mowa o "Hill Dickinson Stadium", zakładam, że jest to błąd źródła i chodzi o faktyczne miejsce rozgrywania meczów Evertonu, czyli Goodison Park, lub nowy stadion, w zależności od daty meczu, trzymając się jednak kontekstu historycznego opisu) Everton podejmie Manchester United, ekipę plasującą się o trzy miejsca wyżej w ligowej hierarchii. Stawką jest nie tylko prestiż, ale i europejskie aspiracje Evertonu. "The Toffees" pamiętają z pewnością listopadowy triumf 1:0 na Old Trafford – ich pierwsze ligowe zwycięstwo na tym obiekcie od grudnia 2013 roku, choć ten historyczny moment pamiętany jest również przez dziwaczny incydent związany z czerwoną kartką Indrissy Gueye’a po uderzeniu kolegi z drużyny, Michaela Keane'a.

David Moyes, menedżer Evertonu, ma podwójną motywację, by pokonać swój były klub, zwłaszcza że ostatni raz "The Toffees" ograli United dwukrotnie w jednym sezonie ligowym w rozgrywkach 2013-14. Niestety, teraźniejszość na nowym stadionie nie napawa optymizmem. Everton przegrał pięć z dziesięciu ostatnich domowych spotkań, notując zaledwie trzy zwycięstwa. Co gorsza, od czasu grudnia nie zachowali czystego konta u siebie, tracąc bramki m.in. w starciach z Arsenalem (1:0), Brentford (4:2) i Bournemouth (2:1). Zwycięstwo mogłoby ich pchnąć w okolice europejskich pucharów, wszak Liverpool, zajmujący szóste miejsce, ma zaledwie pięć punktów przewagi. Jednakże strata punktów może być kosztowna – Bournemouth depcze im po piętach, a Newcastle, Sunderland i Fulham depczą po piętach, gotowe wykorzystać każdą potknięcie.

Manchester United: Resuregencja pod batutą Carrick'a

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja gości. Manchester United notuje imponującą serię dziewięciu meczów bez porażki w Premier League, choć ta passa zaczęła się jeszcze przed objęciem sterów przez Michaela Carricka (zastępującego Rubena Amorima, co sugeruje, że jest to fikcyjna lub przyszła sytuacja oparta na źródle, ale analizujemy podany kontekst). W ostatnich pięciu ligowych występach "Diabły" wygrały cztery razy, a ostatnio zdołały wywalczyć remis 1:1 z West Hamem United dzięki bramce Benjamina Sesko w doliczonym czasie gry – aż w 96. minucie! To nie pierwszy raz, gdy młody napastnik ratuje zespół po 90. minucie, co miało miejsce również w hicie z Fulham (3:2) na początku lutego.

United, remisując w ostatniej kolejce z West Hamem, zrównali się punktami z Chelsea, która niespodziewanie zremisowała 1:1 z Burnley. Oznacza to, że wygrana w poniedziałek jest dla podopiecznych Carricka kluczowa, aby odzyskać czwarte miejsce w tabeli. Statystyki historyczne zdecydowanie przemawiają za United; to przeciwko Evertonowi zanotowali najwięcej zwycięstw wyjazdowych (19) i ogółem (42) w Premier League. Oczekuje się, że ta fascynująca tendencja utrzyma się, a ich forma to potwierdza – są przecież "wspólnie z Chelsea na szczycie tabeli formy z ostatnich pięciu meczów".

Everton może być świadomy tej statystycznej dominacji. Historycznie, "The Toffees" doznali więcej domowych porażek z przeciwnikami z Manchesteru, niż jakikolwiek inny zespół.

Kto błyszczy, a kto ma problemy kadrowe?

Po stronie gospodarzy, menedżer Moyes musi sobie radzić bez Jake'a O'Briena (czerwona kartka w ostatnim meczu ligowym) oraz długo kontuzjowanego Jacka Grealisha (problem z kostką). Powraca jednak Seamus Coleman, co stanowi spore wzmocnienie obrony po jego nieobecności od końca stycznia. W ataku Evertonu Thierno Barry i Iliman Ndiaye mogą pochwalić się pięcioma bramkami w tym sezonie, tak jak pomocnik Kiernan Dewsbury-Hall. Co ciekawe, to właśnie Dewsbury-Hall, Anglik, ma szansę wpisać się na kartę historii – jeśli trafi, może zostać pierwszym graczem Evertonu od czasów Andy'ego Kinga (sezon 1978-79), który strzelał United zarówno u siebie, jak i na wyjeździe.

W obozie gości, mimo że nie ma żadnych poważnych luk w składzie, zabraknie kilku ważnych nazwisk: Mason Mount, Matthijs de Ligt (plecy) oraz Patrick Dorgu (udo) są niedostępni. To jednak Beniamin Sesko dostarcza magii w końcówkach, ale sercem i mózgiem drużyny pozostaje Bruno Fernandes. Kapitan United jest absolutnie kluczowy na wyjazdach: zaliczył dwie bramki i osiem asyst w swoich ostatnich dziewięciu meczach wyjazdowych w Premier League. To on będzie głównym motorem napędowym w dążeniu do kolejnego ligowego zwycięstwa. Bryan Mbeumo, z dziesięcioma golami na koncie, pozostaje najskuteczniejszym strzelcem United na wyjazdach, mając na koncie tyle samo bramek (cztery) co Sesko.

Możliwe składy:

Everton: Pickford; Patterson, Tarkowski, Branthwaite, Mykolenko; Gueye, Garner; Armstrong, Dewsbury-Hall, Ndiaye; Barry

Manchester United: Lammens; Dalot, Maguire, Martinez, Shaw; Casemiro, Mainoo; Diallo, Fernandes, Cunha; Mbeumo

Werdykt: Momentum na Old Trafford, ale presja na Merseyside

Choć Everton ma mentalną przewagę po wygranej w listopadzie, to dziewięciomeczowa nieprzerwane passa United w lidze jest trudna do zignorowania, zwłaszcza w kontekście niestabilnej formy Evertonu u siebie, gdzie przegrali aż połowę ostatnich dziesięciu gier. United, zmotywowani do powrotu do czołowej czwórki, powinni wykorzystać te słabości defensywne, prezentowane przez gospodarzy. Historyczny precedens i obecna forma sugerują, że Manchester United zdoła przełamać słabości Evertonu na Merseyside.

Spekulujemy: Everton 1 – 3 Manchester United.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.