Haiti zagrało jak równy z równym, ale Szkocja górą w historycznym starciu.
Mecz, który miał być spacerkiem dla Szkocji, zamienił się w zaskakujący pokaz siły Karaibów, burząc wszelkie przewidywania ekspertów.
Hańba dla faworyta? Karaiby zaskakują w Glasgow
Przed tym spotkaniem panowało powszechne przechwalanie się „Armią Tartan”, lecz rzeczywistość na boisku była daleka od oczekiwań. Haitańczycy wykazali się godną podziwu walecznością i zdominowali znaczną część meczu. Brakowało im jedynie chirurgicznej precyzji w wykończeniu akcji oraz odrobiny szczęścia, by odebrać Szkotom cokolwiek więcej niż tylko lekcję pokory. "The Haitians showed plenty of virtues and dominated large parts of the game, missing only better finishing accuracy and a bit of luck in front of goal" – to zdanie najlepiej oddaje charakter tego widowiska. Oba zespoły, dla których powrót na scenę mistrzostw świata jest odległym wspomnieniem (Szkocja od 1998, Haiti od 1974), dostarczyły fragmentami solidnego futbolu, zwłaszcza w pierwszej połowie, zanim intensywność spadła, a zmęczenie wyraźnie odbiło się na grze Szkotów.
Indywidualne występy, czyli kto świecił, a kto gasł
Analiza ocen po meczu rzuca ciekawe światło na dysproporcje w poszczególnych formacjach. Wśród gości z Haiti, prawdziwym motorem napędowym był Jean-Ricner Bellegarde (7/10), który udowodnił swoją klasę, wygrywając pojedynki i pracując na całej długości boiska. Również Ruben Providence (7/10) oraz Louicius Deedson (7/10) zasłużyli na pochwały za ruch i kreowanie zagrożenia, choć temu ostatniemu brakowało lepiej dogranych podań do napastników. Z kolei Martin Experience (4/10) miał poważne problemy, zwłaszcza z niezmordowanym Benem Doakiem. Szkocki młody skrzydłowy, Ben Gannon-Doak (8/10), był "elektryzujący", a jego szybkość i decyzyjność stanowiły problem dla obrony rywali. Najjaśniejszym punktem „Tartan Army” był jednak John McGinn (8/10), który zdobył „bramkę na wagę historii” i kontynuuje swój niespodziewanie płodny okres strzelecki. "A goal for Scotland. A goal for ALL OF SCOTLAND! John McGinn fires his nation ahead against Haiti!" – emocje towarzyszące temu trafieniu były ogromne.
Obrona Szkocji pod wodzą weteranów kontra harcujący napastnicy
W obronie Szkotów widać było podział ról. O ile Grant Hanley (7/10) i Jack Hendry (7/10) stanęli na wysokości zadania, wygrywając fizyczne boje – Hendry był sercem defensywy, która zachowała czyste konto – o tyle podopieczni Garetha Southgate'a (jeśli to on był trenerem, bo źródło tego nie precyzuje) mieli problemy na bokach. Aaron Hickey (5/10) notował koszmarne momenty, będąc regularnie nękany przez mobilny atak Haiti, co może być sporym zmartwieniem przed ważniejszymi starciami. W ataku Che Adams (5/10) jedynie zainicjował akcję bramkową, a Lawrence Shankland (4/10) zaprezentował się jako najsłabsze ogniwo formacji ofensywnej. Z kolei Scott McTominay (N/A) był cieniem samego siebie, co może wynikać z kłopotów żołądkowych, o których donoszono przed meczem, mimo że w pierwszej połowie trafił w poprzeczkę. Zmiany, wprowadzone później, jak Dykes (4/10) czy Patterson (4/10), nie wniosły oczekiwanej świeżości, a Kenny McLean (N/A) balansował na krawędzi czerwonej kartki po pechowym wejściu w nogi rezerwowego Casemira.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.