Wielkie starcie na Anfield! Liverpool, dręczony serią porażek, staje przed trudnym testem w Lidze Mistrzów przeciwko PSV Eindhoven. Czy pod wodzą Arne Slota Czerwone Diabły odnajdą magię potrzebną do przełamania kryzysu, czy też czeka ich kolejny wieczór pełen zwątpienia? Sytuacja kadrowa dodaje oliwy do ognia, zwłaszcza nieobecność kluczowego zawodnika, która z pewnością nie uspokaja nastrojów na Merseyside.

Anfield wezwanie, czyli desperacka pogoń za formą
Liverpool melduje się w środowy wieczór na własnym stadionie, gotów stawić czoła PSV Eindhoven w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Oczekiwania wokół zespołu są ogromne, a wszystko to za sprawą ostatniej, katastrofalnej passy w Premier League. Mówimy o dwóch kolejnych porażkach, a jeśli spojrzymy szerzej, to sześć przegranych spotkań z ostatnich siedmiu ligowych to bilans, który budzi dreszcze. Nie tak miało wyglądać podejście do wiosennej fazy sezonu, zwłaszcza w kontekście ambicji tytułowych.
Z drugiej strony, w Champions League podopieczni Arne Slota radzą sobie zaskakująco przyzwoicie – dwa ostatnie mecze w tych rozgrywkach zakończyły się triumfem. Jednak starcie z PSV ma podwójne znaczenie. To nie tylko walka punktowa, ale także psychologiczny sprawdzian dla zespołu znajdującego się pod nieustanną presją mediów i kibiców. Ciśnienie rośnie, a teraz okazuje się, że na boisku zabraknie jednego z fundamentalnych elementów układanki.
Szok w bramce: Kto zastąpi nieobecnego cierpiącego cierpiącego bramkarza?
Gdy tylko ogłoszono składy, kibice i analitycy złapali się za głowy. Jednym z najbardziej szokujących elementów była absolutna nieobecność Alissona Beckera. Brazylijski golkiper, który wracał po urazie mięśniowym – pamiętamy jego absencję w ośmiu spotkaniach po starciu z Galatasaray – miał być kluczowy w tym rewanżu.
Według doniesień The Mirror, Alisson nie znalazł się w kadrze z powodu nagłej choroby. W bramce melduje się zatem Giorgi Mamardashvili, jego zmiennik. Trzeba przyznać, że Mamardashvili nie miał łatwego zadania, kiedy wcześniej zastępował kontuzjowanego Brazylijczyka. Owszem, Mamardashvili pokazał momenty solidności, ale to był okres, w którym The Reds zanotowali pięć porażek. Nie jest to statystyka, która napawa optymizmem przed europejską batalią. Alisson niedawno wrócił do składu, próbując zatrzymać lawinę, która przetoczyła się przez drużynę, a teraz znów jest poza grą.
Kontuzje, które definiują kryzys The Reds
Ten brak Alissona to tylko wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o problemy kadrowe, z jakimi zmaga się Liverpool. Sezon, który miał być pasmem sukcesów, zamienia się w nieustanną gimnastykę na sali operacyjnej, a przynajmniej w poczekalni do kadry meczowej. Defensywa jest szczególnie zdziesiątkowana. Mowa o kontuzjach Connora Bradleya, Jeremie Frimponga – to zawodnicy, którzy w idealnym świecie stanowiliby o sile zespołu. Najgorzej wygląda sytuacja Giovanniego Leoni, który jest nieobecny długoterminowo, a zdaniem lekarzy resztę sezonu spędzi poza murawą. To poważne osłabienie struktury obronnej.
Na domiar złego, z kadry wypada także Florian Wirtz, letni nabytek, którego powrót jest wyczekiwany z niecierpliwością. Choć prognozy sugerują, że jego absencja nie potrwa wiecznie, w kluczowym momencie sezonu każda strata jest odczuwalna podwójnie.
Co ciekawe, Arne Slot zdecydował się na jeszcze jedną zmianę w formacji ofensywnej – Hugo Ekitike zastąpił w wyjściowej jedenastce Alexandra Isaka. Czy ten manewr taktyczny, dokonany na tle tak poważnych problemów kadrowych, przyniesie oczekiwany efekt ‘wow’? Czy to wystarczy, by PSV poczuło skalę potencjału Anfield, czy też zbiórka resztek sił i rezerwowych kart przyjdzie na marne? Liverpool musi znaleźć sposób, by wygrać, bo kolejna porażka na własnym stadionie w Lidze Mistrzów, po takim dołku w lidze, może mieć fatalne konsekwencje dla morale.