Gorączka transferowa na Anfield nie cichnie, a najnowsze doniesienia wskazują na zaskakujący cel Liverpoolu – obrońcę rywala z ligi. Choć na horyzoncie jeszcze starcie w FA Cup, dyrekcja klubu podobno już snuje plany na 2026 rok, celując w gwiazdę Tottenhamu. Czy Micky van de Ven faktycznie może wylądować w Merseyside, i co to oznacza dla przyszłości defensywy The Reds borykającej się z plagą kontuzji?

Czy Liverpool naprawdę czeka na Micky’ego van de Vena do 2026 roku?
Plotka, która obiegła media, rzuca nowe światło na długoterminowe strategie transferowe Liverpoolu. Według najnowszych doniesień, The Reds wyrazili zainteresowanie sprowadzeniem Mickiego van de Vena z Tottenhamu Hotspur, ale nie nastąpi to od razu – celowano by w rok 2026. To dość odległa perspektywa, biorąc pod uwagę natychmiastowe problemy kadrowe na Anfield, zwłaszcza w defensywie.
Zacznijmy od teraźniejszości, która dla Arnego Slota jest trudna. W obliczu zbliżającego się meczu FA Cup z Barnsley na Anfield, szkoleniowiec i tak będzie musiał dokonać roszad, ale skomplikowana sytuacja kadrowa zmusza go do wystawienia niemal rezerwowego składu. Środkowi obrońcy Virgil van Dijk i Ibrahima Konate, stanowiący trzon defensywy, na pewno opuszczą to spotkanie z powodu kontuzji. To pokazuje, jak krucha jest linia obrony The Reds, mając tylko trzech senioralnych stoperów w kadrze.
Liverpool ma ambitne plany wzmocnienia defensywy w najbliższych oknach transferowych. Jednakże, obok Van de Vena, na radarze pojawia się także Marc Guehi z Crystal Palace, choć na ten transfer ostrzy sobie zęby Manchester City. Sytuacja Van de Vena jest o tyle ciekawa, że TEAMtalk sugeruje, iż Spurs dążą do przedłużenia jego kontraktu. To może być kluczowy czynnik, zmuszający Liverpool do czekania lub do negocjacji, które będą wymagały konkretnych argumentów finansowych i sportowych.
Szaleńczy sprint i pięta achillesowa Holendra
Przeglądając profile potencjalnych celów, nie można pominąć atutów Van de Vena. Ten holenderski defensor zapisał się w historii Premier League jako najszybszy zawodnik, od kiedy zbierane są takie dane, osiągając w styczniu 2024 roku imponującą prędkość 37,38 km/h. Jego naturalna predyspozycja do gry na wysokiej linii obrony, wsparta niesamowitą szybkością powrotu, mogłaby być cennym atutem na Anfield, szczególnie pod kątem zastąpienia naturalnego uzupełnienia Van Dijka.
Jednakże, tu pojawia się fundamentalny problem, który z pewnością skłania analityków w Liverpoolu do kalkulacji: kontuzje. Mimo imponujących statystyk szybkościowych i komfortu w budowaniu akcji od tyłu, jego bilans zdrowotny jest co najmniej niepokojący. W ciągu ostatnich dwóch sezonów Van de Ven opuścił aż 36 spotkań ligowych z powodu urazów. Jakość to jedno, ale jak słusznie zauważono, „jakość znaczy niewiele bez stałej dostępności”. Choć w tym sezonie zagrał w 20 z 21 meczów ligowych Tottenhamu, historia jego absencji sprawia, że Liverpool musi poważnie przemyśleć, czy warto czekać i inwestować w zawodnika, który regularnie wypada z gry.
Kolejnym niuansem jest jego pozycja na boisku. Van de Ven preferuje lewą stronę formacji środkowych obrońców. Biorąc pod uwagę, że Virgil van Dijk jest niepodważalnym liderem i najprawdopodobniej nie zostanie odsunięty od składu, Holender musiałby zaadaptować się do gry po prawej stronie defensywy. To wymaga sporej elastyczności taktycznej.
Kryzys w obronie LFC: potrzeba niezawodności, nie tylko talentu
Sytuacja defensywna Liverpoolu jest tykającą bombą. Oprócz problemów, które dotknęły Van Dijka i Konate, nad klubem wisi realne widmo utraty Ibrahima Konate za darmo pod koniec sezonu, jeśli nie uda się wypracować nowego kontraktu. Ale to nie koniec zmartwień.
Joe Gomez, który przypomnijmy, był latem 2025 roku bliski transferu do AC Milan – transfer, który nie doszedł do skutku ponoć z powodu niepowodzenia w pozyskaniu Guehi – również ma niepewną przyszłość. W międzyczasie Virgil van Dijk, mający już 34 lata, wygasa mu umowa pod koniec sezonu 2026/2027. Już teraz potrzebuje on solidnego, niezawodnego partnera, który przejmie część ciężaru i zagwarantuje stabilność po jego ewentualnym odejściu lub ograniczeniu roli.
Zarówno Konate, jak i Gomez, jak dotąd udowodnili, że są podatni na kontuzje, co jest syndromem całej formacji. Najmłodszy Giovanni Leoni jest natomiast opcją na przyszłość, ale brakuje mu doświadczenia na najwyższym poziomie. Liverpool musi pilnie poszukać stopera, który nie tylko ma potencjał, ale przede wszystkim – jest niezawodny pod względem fizycznym i gotów udźwignąć presję związania się z rolą następcy lub nieformalnego zmiennika legendy, jaką jest Van Dijk. Czekanie do 2026 roku na Van de Vena to gra o wysoką stawkę obarczona historycznym ryzykiem zdrowotnym.