Liverpool po szaleństwie na Anfield gromi Newcastle i wraca na zwycięską ścieżkę.
Wreszcie przełamanie! Liverpool, po serii ligowych rozczarowań na początku 2026 roku, zafundował Anfield elektryzujący powrót do formy, demonstrując siłę ognia przeciwko Newcastle United w spektakularnym starciu. Czy to jest ten moment, w którym Czerwoni odzyskują swój rytm w walce o najwyższe cele?
Futbolowy rollercoaster na Anfield: Jak siedem minut zamieniło mecz w istne szaleństwo
Po wrześniowym thrillerze, gdzie obie drużyny z północy Anglii zaserwowały fanom pięć bramek, oczekiwania wobec sobotniego spotkania były astronomiczne. I choć początek pierwszej połowy zwiastował taktyczną szarpaninę, to, co wydarzyło się później, przerosło najśmielsze oczekiwania. Liverpool zaliczył pierwsze zwycięstwo w Premier League w 2026 roku, a kluczowe było to, jak błyskawicznie zareagowali po stracie gola.
Siedem minut szaleństwa. Tyle wystarczyło, by odwrócić losy meczu. Najpierw, w 36. minucie, Anthony Gordon, były młodzieżowiec Liverpoolu, sprawił, że The Kop zamarł, umieszczając piłkę w siatce po finezyjnym wykończeniu. To był moment, w którym wydawało się, że klątwa braku zwycięstw na start roku może się utrzymać. Nic bardziej mylnego.
Natychmiastowa odpowiedź była definicją charakteru, jakiego oczekuje się od mistrzów. Niemal natychmiast, w 41. minucie, Hugo Ekitike doprowadził do remisu. A zaledwie dwie minuty później, ten sam napastnik, dzięki precyzyjnemu podaniu od Milosa Kerkeza, popisał się wykończeniem tzw. "zewnętrzną częścią stopy", które musiało wywołać ciarki u kibiców gości. Dwa gole w dwie minuty – to jest efektowne odwrócenie losów rywalizacji.
„Odpowiedź Liverpoolu po stracie bramki była niczym nie mniejsza niż sensacyjna”
Dominacja The Reds trwała w drugiej połowie. Choć Newcastle United wydawało się dojrzalsze taktycznie w początkowej fazie, ich defensywa w drugiej części gry po prostu się rozpadła. Połączenie Elity Ekitike z czarującym Florianem Wirtzem okazało się zabójcze. Wirtz, którego transfer z Leverkusen wciąż budzi dyskusje, zdobył trzecią bramkę dla gospodarzy, a asystę zanotował Mohamed Salah.
Salah, choć miał momentami problem z przechytrzeniem Lewisa Halla, ustanowił historyczny rekord. Zdobywając asystę przy trzecim golu, stał się pierwszym zawodnikiem w historii Premier League, który zanotował dwucyfrowe liczby zarówno goli, jak i asyst przeciwko temu samemu przeciwnikowi (10 goli i 10 asyst przeciwko Newcastle).
Cień Guimaraesa i powrót do formy wielkich talentów
Nie można pominąć faktu, że Newcastle United osłabione brakiem Bruno Guimaraesa w składzie (który nie pojawił się na boisku, mimo że był na ławce w Lidze Mistrzów) miało poważne problemy z utrzymaniem kontroli. Analizy wskazują, że Newcastle nigdy nie wygrało meczu Premier League bez Brazylijczyka w wyjściowej jedenastce od jego przybycia w 2022 roku. Tej statystyki nie udało im się obalić.
Defensywny kolaps Srok w drugiej połowie był zaskakujący, zwłaszcza po ich twardym boju z PSG w środku tygodnia. Kontrast był uderzający, a ich powracające problemy na wyjazdach, a zwłaszcza fatalny bilans na Anfield (bez wygranej od 30 meczów ligowych!), ponownie wyszły na jaw.
Jeżeli chodzi o bohaterów ofensywy Liverpoolu, wybór Człowieka Meczu jest trudny. Hugo Ekitike skompletował dublet, ale to Florian Wirtz zdobył nagrodę MVP.
„Co za zawodnik, Florian Wirtz. Po prostu niesamowity dziś wieczorem: 1 gol, 1 asysta, 2 stworzone duże szanse, 7 podań do ostatniej tercji boiska, 32/38 udanych podań. Wkrótce będzie najlepszym piłkarzem Premier League” – głosił post analityczny.
Wirtz, inkasując bramkę w co drugim meczu ligowym w 2026 roku, potwierdza swój status gwiazdy. Jego gol, po eleganckiej kombinacji z Salahem, charakteryzował się niesamowitym spokojem i gracją – choć obrona Newcastle po raz kolejny pokazała, jak łatwo można zostawić tego gracza w absolutnej wolnej przestrzeni.
Emocjonalne ukoronowanie wieczoru i przesunięcia w tabeli
Mecz zakończył się w zasadzie już w doliczonym czasie gry, ale ostatnia bramka dała kibicom coś więcej niż tylko zwycięstwo: dała wzruszenie. Ibrahima Konate, który opłakiwał niedawno zmarłego ojca, zdobył swojego pierwszego gola od tego czasu. Fumble bramkarza Pope’a przy rzucie rożnym poskutkował chaotycznym, ale ostatecznie szczęśliwym trafieniem po rykoszecie. Francuz był wyraźnie poruszony, a owacja na stojąco i uściski kolegów były pięknym akcentem na koniec wieczoru.
Dzięki tej wygranej, podopieczni Arne Slota awansowali na piąte miejsce w tabeli Premier League, wyprzedzając Manchester United o jedno oczko, a tracąc jeden punkt do Chelsea. Newcastle, mimo porażki, pozostaje na dziesiątej pozycji, ale dystans do czołowej czwórki zwiększył się do siedmiu punktów – co w kontekście ich obecnej formy jest niepokojące.
Co dalej? Liverpool ma tydzień na regenerację przed kluczowym starciem z Manchesterem City w przyszłą niedzielę. Natomiast Newcastle United czeka bój na dwa fronty: w środku tygodnia czeka ich rewanż z Manchesterem City w półfinale EFL Cup, a następnie domowy mecz z Brentford. Czas na głębokie przemyślenia dla Eddiego Howe’a.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.