Przemeblowanie w sercu Anfield, kryzys formy i polityka transferowa – oto przepis na ligowy rollercoaster, którego doświadcza Liverpool. Po idealnym starcie sezonu, The Reds katapultowało z powrotem na ziemię, a ostatnie doniesienia dotyczące Mohameda Salaha wydają się dolewać benzyny do tlącego się ognia. Czy pod wodzą Arne Slota drużyna zdoła odnaleźć zagubioną magię przed kluczowym starciem z Brighton?

Liverpool: Od perfekcji do piętnastu punktów straty – co poszło nie tak?
Początek kampanii to był majstersztyk: pięć zwycięstw z rzędu, wizerunek maszyny nie do zatrzymania. Prawda jest jednak taka, że od tamtego czasu maszyna zaczęła się zacinać. Ostatnie dziesięć ligowych występów przyniosło zaledwie dwie wygrane, a strata do liderującego Arsenalu urosła do dziesięciu punktów. Sytuacja jest na tyle napięta, że Liverpool plasuje się niżej niż Sunderland, Everton, a nawet Manchester United. Dla drużyny, która miała walczyć o najwyższe laury, to scenariusz pisany przez scenarzystę o czarnym poczuciu humoru.
A potem wkracza Mohamed Salah. Po remisie 3:3 z Leeds United, egipski as, zamiast uspokajać nastroje, postanowił dolać „benzyny do ogniska”. Jak donosi źródło, Salah miał poczuć się „rzucony pod autobus” przez klub, sugerując, że ktoś z wewnątrz życzy sobie jego odejścia. Konsekwencje były natychmiastowe: wykluczenie z kadry na mecz Ligi Mistrzów przeciwko Interowi. Choć najnowsze przecieki sugerują jego powrót na starcie z Brighton, zanim uda się on do Maroka na Puchar Narodów Afryki, to niepewność wokół jego statusu jest bolesna dla strategii Arne Slota.
Z kontuzją Cody’ego Gakpo i politycznym napięciem wokół Salaha, atak The Reds jest zdziesiątkowany. To zmusiło menedżera do nietypowych zagrań taktycznych. Przeciwko Interowi Holender musiał zastosować formację 4-4-2 w rombie. Czy ta „awaryjna” konfiguracja zostanie utrzymana na sobotnie wyzwanie przeciwko Mewom? To kluczowe pytanie, ponieważ elastyczność ataku jest teraz poddawana ekstremalnej próbie.
Anfield w pułapce: Statystyki domowe i nieprzewidywalne Brighton
Liverpool ma zaskakujące problemy na własnym obiekcie. Z siedmiu domowych meczów wygrali tylko cztery, co daje im zaledwie dwunastą pozycję w tabeli meczów na Anfield. Co gorsza, forma dyktuje pesymistyczny obraz: zaledwie pięć punktów w ostatnich pięciu kolejkach ligowych stawia The Reds na szesnastym miejscu w tej specyficznej klasyfikacji bieżącej formy.
Zupełnie inaczej prezentuje się ekipa gości. Brighton pod wodzą Fabiana Hürzela radzi sobie nieco lepiej, notując osiem punktów w tym samym okresie. Choć na wyjazdach wygrali tylko dwa razy w tym sezonie, imponujące jest to, że przegrali zaledwie trzykrotnie. Co ciekawe, ich ofensywa to motor napędowy ligi – średnio 1,7 gola na 90 minut daje im trzecie miejsce w Premier League pod tym względem. Choć xG (Oczekiwane Bramki) i „big chances created” plasują ich nieco niżej (odpowiednio siódme i ósme miejsce), to solidna obrona, która pozwala rywalom na zaledwie 19,5 xG w piętnastu meczach, jest fundamentem ich gry.
Brighton są jak włoska ruletka rozgrywki Premier League. Potrafią pokonać wielkich – Manchester City i Chelsea – ale równie dobrze potrafią zremisować z outsiderami jak Wolves czy West Ham. W pierwszych siedmiu kolejkach wygrali tylko dwa mecze, ale ostatnie osiem spotkań to już cztery zwycięstwa i zaledwie dwie porażki (4:2 z Manchesterem United i 4:3 z Aston Villą). To zespół, przed którym trzeba być w stu procentach skoncentrowanym. W futbolu nie ma pewniaków, a Brighton to udowadniają z tygodnia na tydzień.
Kto pociągnie wózek? Absencje i niespodziewani bohaterowie
W obliczu potencjalnej absencji Salaha i kontuzji Gakpo, role liderów w ofensywie staną otworem. Dla gości, weteran Danny Welbeck pozostaje kluczowym punktem odniesienia. Choć 35-letni napastnik zdobył sześć goli dla Mew w tym sezonie, ostatnio zanotował serię trzech meczów bez bramki. Jego bilans przeciwko The Reds nie jest imponujący – trzy trafienia w 26 występach – ale pamiętajmy, że jeden z nich padł na Anfield w marcu 2024 roku.
Dla gospodarzy, pozycja lidera ataku wisi w powietrzu. Jeśli Florian Wirtz wróci do wyjściowego składu, to właśnie na nim spoczywać będzie największy ciężar kreacji i, być może, finalizacji. Choć Niemiec wciąż czeka na swoje pierwsze trafienie lub asystę w Premier League, jego występ przeciwko Interowi był obiecujący. Czy momentum z Europy przeniesie na ligowe boisko w sobotę? Slot będzie miał nadzieję, że tak.
Kadrowe wyzwania i prognoza na starcie
Sytuacja kadrowa Liverpoolu jest kłopotliwa. Z gry wyłączeni są Jeremie Frimpong, Giovanni Leoni, Cody Gakpo i Stefan Bajčetić. Jest cień szansy na powrót Federico Chiesy po chorobie, ale ostateczna decyzja w sprawie Salaha wciąż pozostaje niewiadomą na moment pisania tego tekstu – to scenariusz, który może całkowicie zmienić optykę meczu.
Po stronie Brighton, szkoleniowiec Hürzeler musi radzić sobie bez Adama Webstera i Solly’ego Marcha. Na szczęście dla niego, pozostali zawodnicy są dostępni na wyjazd do Merseyside.
Pomimo wszystkich problemów, kryzysu formy i zawirowań personalnych, historia i motywacja podpowiadają, że Anfield będzie chciało zareagować na niedawne potknięcia. Liverpool jest niepokonany od czterech meczów [wliczając Puchary], a ich potrzeba „udowodnienia czegoś” po ostatnich ligowych wpadkach może zadziałać jak iskra. Prognozujemy, że The Reds zgarną minimalne zwycięstwo 2:1. Zapowiada się jednak szlagier, w którym niewiadomą pozostaje, która wersja Brighton stawi czoła, i czy Slot zdoła znaleźć chemię w prowizorycznie złożonej formacji.