Nieprzewidywalny Brighton szuka rewanżu na niestabilnym Liverpoolu.
Nadchodzi starcie na Amex, mecz, który może zdefiniować resztę sezonu dla obu protagonistów – Liverpoolu i Brighton. Czy podopieczni Arne Slota wreszcie przełamią swoją niepokojącą serię, czy też "Mewy", znane ze swojej nieprzewidywalności, zgotują faworytom kolejną niespodziankę?
Opowieść o dwóch niekonsekwencjach: Jak wielka drużyna wpadła w sidła remisów
Liverpool rozpoczął sezon z impetem godnym pretendenta do tytułu. Pięć zwycięstw w pięciu meczach, a obrona korony ligowej wydawała się formalnością, zanim jeszcze nowy ofensywny szyk zdążył się w pełni zgrać. I wtedy, niczym hamulec ręczny zaciągnięty w środku skrzyżowania, wszystko się posypało. Od tamtej pory obserwujemy pasmo "konsekwentnej niekonsekwencji". Każdy przebłysk formy okazywał się złudzeniem. Czerwoni, jakby sparaliżowani strachem przed porażką, zaczęli grać defensywnie, nudnie, co zaowocowało zaskakująco dużą liczbą remisów.
Mimo tych potknięć, pod wodzą Arne Slota drużyna wciąż ma realne szanse na zapewnienie sobie miejsca w czołowej piątce Premier League. Jednak, jak zauważa Sam McGuire, "w pewnym momencie będą musieli zebrać serię zwycięstw, aby to zagwarantować". Sobota to idealna okazja do odbicia się przed przerwą reprezentacyjną.
A co z Brighton? Oni doskonale rozumieją definicję "konsekwentnej niekonsekwencji". To właśnie ten charakter sprawia, że zajmują dopiero dwunastą pozycję, mimo że aktualnie znajdują się na piątym miejscu w tabeli formy. W ostatnich pięciu spotkaniach zanotowali trzy wygrane i dwie porażki, ustępując pod względem zdobyczy punktowych jedynie Liverpoolowi, Manchesterowi United, Manchesterowi City i Arsenalowi. A przecież tuż przed tym "zrywem" zanotowali pięć meczów bez zwycięstwa w lidze angielskiej. Spójność w braku spójności – i to jest Brighton pod wodzą Fabiana Hürzeler.
Czy nadchodzi czas na rewanż? Statystyki nie kłamią
Z historii bezpośrednich starć w tym sezonie wyłania się interesujący obraz. Brighton dwukrotnie uległo Liverpoolowi – 2:0 w Premier League i 3:0 w Pucharze Anglii. Jednakże, to co naprawdę intryguje, to analiza oczekiwanych goli (xG) z tych meczów. Jak informuje źródło, "w obu przypadkach skład Fabiana Hürzeler zasłużył na lepszy rezultat". Na Anfield w grudniu goście zakończyli mecz z wyższym wynikiem xG, a pucharowa porażka 3:0 bardziej przypominała wynik 2:1. Można zaryzykować stwierdzenie, że Brighton jest już dłużne szczęście w starciach z Liverpoolem. Czy "Mewy" to wykorzystają w sobotę? To jest pytanie za milion funtów.
Pojedynki tytanów (i przyszłych gwiazd)
W kadrze Brighton uwaga skupi się na jednym nazwisku – Yankubie Mintehu. Ten skrzydłowy zdobył zwycięskiego gola w ostatnim meczu przeciwko Sunderlandowi i prawdopodobnie stanie w bezpośrednim starciu z Joe Gomezem. Zdaniem wielu, Minteh "będzie uważał, że ma szansę" przeciwko wszechstronnemu obrońcy Liverpoolu. Co więcej, jego występ będzie bacznie obserwowany przez skautów The Reds, którzy podobno widzą w nim ewentualnego następcę Mohameda Salaha.
Jeśli chodzi o Liverpool, z powodu kontuzji Salaha, który zdołał zabłysnąć w środowym meczu Ligi Mistrzów przeciwko Galatasaray, ciężar ofensywy spadnie na Hugo Ekitike. Francuz również trafił do siatki w tamtym spotkaniu, ale teraz będzie chciał przerwać swoją trzybramkową posuchę w Premier League.
Kto dotrwa do gwizdka? Problemy kadrowe obu ekip
Problemy kadrowe to chleb powszedni w Premier League, a nadchodzący mecz nie będzie wyjątkiem. Liverpool nadal musi radzić sobie bez Conora Bradleya, Giovanniego Leoni i, co ważniejsze, Alexa Isaaka. Sytuacja Salaha jest niepewna: został zmieniony w 74. minucie w środę, a Slot stwierdził, że muszą poczekać na rozwój wypadków, i ostatecznie wykluczył jego udział w meczu.
Goście również mają swoje luki. Brighton nie będzie mogło skorzystać z Adama Webstera i Stefanosa Tziamasa. Wciąż istnieje znak zapytania nad gotowością Kaoru Mitomy, choć klub ma nadzieję na jego szybki powrót, zważywszy na jego niezły bilans przeciwko The Reds.
Prognoza eksperta: Wąskie zwycięstwo dla przyjezdnych
Mimo widocznej "nerwowości" i problemów Liverpoolu w ofensywie bez "Faraona", wciąż dysponują oni głębią składu, która powinna przeważyć na koniec maratonu. Patrząc na to, jak bardzo Brighton "zasłużyło" na gola w poprzednich starciach, można spodziewać się wyrównanej walki, ale ostatecznie to goście powinni zgarnąć pełną pulę. Przewidujemy skromne zwycięstwo 2:1 dla drużyny z Anfield.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.