W Premier League ten sezon to istny festiwal nieprzewidywalności, a starcie Manchesteru United z Newcastle United wydaje się kwintesencją tego chaosu. Obie ekipy zdają się grać w dwóch różnych wcieleniach, a ich forma jest równie stabilna jak pogoda w grudniu. Czy Czerwone Diabły wreszcie odnajdą konsekwencję, czy Sroki znów zaskoczą?

Dwubiegunowość Czerwonych Diabłów i Srok: Kto się dziś pojawi?
Nikt w środku tabeli Premier League nie potrafi ustabilizować formy, a Manchester United i Newcastle United są tego najlepszym dowodem, serwując nam spektakl godny Dr. Jekylla i Mr. Hyde’a. Czerwone Diabły wygrały zaledwie dwa z ostatnich ośmiu ligowych pojedynków, co sugeruje głęboki kryzys mententry i taktyczny. Z kolei Newcastle, po kapitalnych występach przeciwko Manchesterowi City i Evertonowi pod koniec listopada, zdołało wygrać tylko raz w kolejnych czterech meczach. Jak zauważa autor, „niewiele mówi o tym, co zrobią z tygodnia na tydzień, a czasem z jednej połowy meczu na drugą”. Ta ogólna niestabilność ligi sprawia, że zbliżające się starcie jest ekscytujące, bo nie wiemy, czego się spodziewać.
Historyczna Porażka United i Świąteczny Omen
Analizując ostatnie bezpośrednie starcia, statystyki absolutnie nie przemawiają na korzyść ekipy z Old Trafford. Manchester United zdołał wygrać tylko jeden z sześciu ostatnich pojedynków we wszystkich rozgrywkach przeciwko Srokom. Co więcej, Newcastle było jednym z sześciu zespołów, które w zeszłym sezonie skompletowały podwójne zwycięstwo ligowe nad United – po raz pierwszy od aż 94 lat! Ta statystyka musi budzić niepokój u kibiców gospodarzy.
Jednakże, niczym gwiazdka z nieba w okresie świątecznym, pojawia się jeden pozytywny sygnał dla United. Obie drużyny spotkały się na boisku w drugi dzień świąt (Boxing Day) pięciokrotnie w historii, a United wygrało cztery z tych starć. Jedyna wygrana Newcastle w tym szczególnym terminie przypadła na rok 1987. To mała iskra nadziei w morzu niepowodzeń.
Czy Mason Mount w końcu odpalił cenę?
Sporo uwagi poświęca się ostatnio Masonowi Mountowi. Po transferze za 55 milionów funtów, minęły dwa lata, ale wydaje się, że zawodnik powoli odnajduje swój rytm. Jak sugeruje analiza, Ruben Amorim (choć autor prawdopodobnie pomylił menedżerów, sugerując preferencje obecnego szkoleniowca United) darzy go uznaniem. Mount zanotował już 14 występów w lidze i strzelił więcej bramek niż w dwóch poprzednich sezonach razem wziętych na Old Trafford. Po golu samobójczym, który rozstrzygnął derby Tynemouth, i dwóch bramkach w pierwszej kwarcie meczu z Chelsea, ostatnie tygodnie dla Newcastle to w zasadzie „serial Nicka Woltemade”. Czas pokaże, czy Mount udowodni, że jest wart kwoty, którą United zainwestowało w niego w 2023 roku.
Defensywne Problemy Obu Stron: Kto ma więcej absencji?
Nadchodzące spotkanie obędzie się w cieniu imponującej listy nieobecnych po obu stronach barykady, co dodatkowo potęguje wrażenie niepewności co do końcowego rezultatu.
Manchester United musi radzić sobie z brakiem trzech graczy z powodu Pucharu Narodów Afryki (AFCON): Bryana Mbeumo, Amada i Noussaira Mazraouiego. Do tego dochodzą kontuzje: Bruno Fernandes zmaga się z urazem uda i wypadnie na kilka tygodni, dołączając do Harry’ego Maguire’a (uda), Matthijsa de Ligta (plecy) i Kobbiego Mainoo (łydka). Na szczęście dla Erika ten Haga (lub obecnego menedżera), Casemiro wraca do składu po odbyciu kary za nagromadzenie żółtych kartek, co jest pewnym wzmocnieniem.
Newcastle, co ciekawe, nie straciło nikogo na AFCON, ale lista kontuzjowanych jest jeszcze bardziej obciążająca. Potwierdzono absencje Dana Burna, Tino Livramento, Kierana Trippiera, Emila Kraftha, Svena Botmana, Jamaala Lascellesa oraz Williama Osuli. Choć Nick Pope ma wrócić niebawem, na to konkretne spotkanie jest raczej wykluczony. Długie wyliczenie urazów w defensywie Srok budzi poważne obawy o szczelność ich formacji.
Remis jako najbardziej prawdopodobny scenariusz dla Dwóch Sprzecznych Światów
Kończąc rok pełen niespodzianek, czeka nas pojedynek dwóch drużyn, które wciąż walczą ze swoją tożsamością. Manchester United ma znacząco ulepszone opcje ofensywne, ale ich środek pola – pozbawiony kluczowej kreatywności Fernandesa – wydaje się zbyt kruchy i pozbawiony solidności. Defensywa bywa momentami ospała.
Newcastle United z kolei wyniosło niekonsekwencję na nowy, fascynujący poziom. Potrafią zagrać wybitną pierwszą połowę, jak przeciwko Chelsea, by zaraz potem zagrać fatalne 90 minut, jak w derbach z Sunderlandem. Ciągle powraca pytanie: „Czy Eddie Howe zabrał Newcastle United już tak daleko, jak tylko mógł?”, by za chwilę odpowiedzieć: „Och, nie, chyba jeszcze nie”.
Kiedy tak skrajnie sprzeczne wizje gry spotykają się na boisku, najprostszym i najbezpieczniejszym ruchem jest przewidzenie remisu. Jednak w duchu bezmyślnej, świątecznej odwagi, stawiam na wynik 2-2, i to z dużą dozą prawdopodobieństwa, że jedna z ekip efektownie zmarnuje prowadzenie dwoma golami.