Manchester United i Brentford walczą o europejskie puchary na różnych etapach podróży.
Nadchodzi starcie, które może radykalnie zmienić europejskie aspiracje Czerwonych Diabłów i Pszczółek. Manchester United, zdeterminowany, by wrócić do Ligi Mistrzów, mierzy się z Brentford, które marzy o historycznym awansie do europejskich pucharów.
Europa na wyciągnięcie ręki: Stawka meczu na Old Trafford
W perspektywie powrotu do europejskich rozgrywek, zwycięstwo Manchesteru United nad Brentford ma kolosalne znaczenie. Uskrzydleni ostatnimi dobrymi wynikami, zwłaszcza po remisie z Chelsea – pomimo niedawnej frustracji związanej z przegraną u siebie z Leeds – Czerwone Diabły mogą odskoczyć od rywali. Wygrana oddali je na jedenaście punktów nad Brighton, mając do rozegrania zaledwie cztery mecze. To milowy krok w kierunku ponownego zakwalifikowania się do Ligi Mistrzów.
Jednak Brentford wcale nie zamierza stać z boku tej europejskiej gonitwy. Drużyna Thomasa Franka, choć zajmuje obecnie dziewiąte miejsce, ma realne szanse na wskoczenie na szóstą pozycję. Taki scenariusz katapultowałby ich wyprzedzając Brighton i Chelsea, dając im fantastyczną szansę na debiut w europejskich pucharach w historii klubu. Wiemy już, że siódme miejsce niemal na pewno wystarczy, a ósme wygląda bardzo prawdopodobnie. Problem w tym, że Pszczółki wydają się być w dołku formy: zanotowali pięć kolejnych remisów w lidze, z czego trzy zakończyły się bezbramkowym wynikiem. Czy ten mecz wyrwie ich z marazmu, czy paradoksalnie, pogłębi kryzys?
Dziedzictwo Old Trafford kontra historyczna passa Pszczółek
Historia bywa okrutna dla drużyn przyjezdnych na Old Trafford, a Brentford nie jest tu wyjątkiem. Choć w tym sezonie Pszczółki udowodniły, że potrafią rzucić wyzwanie gigantom – wygrywając u siebie 3:1 w pierwszej części sezonu i spektakularnie 4:3 pod koniec poprzedniego – statystyki wyjazdowe przeciwko United są druzgocące. Ostatni raz, kiedy Brentford zdołało pokonać Manchester United na ich legendarnym stadionie, miało to miejsce 13 lutego 1937 roku. Od tamtej pory minęło osiem starć, a United wygrało każde z nich. Czy ta niemal stuletnia klątwa zostanie przełamana, czy znów to Old Trafford okaże się twierdzą nie do zdobycia?
Kapitan Niewzruszony: Bruno Fernandes jako kompas United
Jeśli mielibyśmy wskazać postać, która definiuje obecną tożsamość Manchesteru United, bez dwóch zdań byłby to Bruno Fernandes. Jego konsekwentne i pełne zaangażowania występy w środku pola to esencja tego, czego Czerwonym Diabłom brakowało przez lata – autentycznego przywództwa na murawie. Nawet ikony klubu, jak Nicky Butt, nie mają wątpliwości co do jego znaczenia.
Nicky Butt, udzielając wywiadu dla Paddy Power, wyraził to dosadnie:
„On jest fenomenalny dla Man United od kilku lat. Oczywiście United nie walczy o tytuł, a nagrody zazwyczaj trafiają do graczy z mistrzowskich drużyn. Ale nie widzę nikogo, kto by się wyraźnie wybijał lub był lepszy od Bruno. Nie potrafię sobie przypomnieć kogoś, kto przyćmił Bruno Fernandesa w tym sezonie. Ludzie powiedzą, że jestem stronniczy, bo jestem byłym graczem United, ale nie jestem. Był fantastyczny dla tego klubu, wyciągnął ich z dołka i podniósł na poziom, na którym – z całym szacunkiem dla składu i problemów, jakie mieli w ciągu ostatnich 18 miesięcy – trzecie miejsce jest daleko poza oczekiwaniami kogokolwiek.”
Ta opinia podkreśla, jak bardzo Fernandes stał się motorem napędowym drużyny, która po erze sukcesów cierpiała na brak wyrazistego lidera.
Bohaterowie w cieniu: Igor Thiago i urazowe zawirowania
O ile Fernandes jest gwiazdą eksponowaną na świeczniku, to Brentford ma swojego niezastąpionego egzekutora. Choć ostatnio Pszczółki miały problemy ze zdobywaniem bramek – dwa bezbramkowe remisy w ostatnich pięciu meczach – to za każdym razem, gdy padł gol, winny był Igor Thiago. W meczu z Wolves zdobył jedną bramkę, a przeciwko Evertonowi obie. Thiago to drugi najlepszy strzelec Premier League, ustępujący jedynie Erlingowi Haalandowi, z dorobkiem 21 trafień. Drugi w klasyfikacji Antoine Semenyo ma ich zaledwie 15. Niesamowity, niedoceniany dorobek!
Niestety, forma strzelecka może być kluczowa w obliczu kłopotów kadrowych. Manchester United wita z powrotem Harry'ego Maguire'a po zawieszeniu, a Leny Yoro ma szansę wrócić po urazie nogi. Lider defensywy, Lisandro Martínez, wciąż pauzuje z powodu kary za swój wyczyn polegający na szarpaniu za włosy Dominika Calvert-Lewina. Po stronie Brentford lista nieobecnych jest znacznie dłuższa i bardziej dotkliwa. Keith Andrews potwierdził, że Rico Henry, Vitaly Janelt oraz Jordan Henderson nie zagrają. Do tego dochodzą Joshua Dasilva i Kaye Furo, a Fábio Carvalho i Antoni Milambo pozostaną poza grą do końca sezonu z powodu zerwanych więzadeł krzyżowych. To ogromne osłabienie dla zespołu starającego się o europejski bilet.
System obroniony czy przeciążony? Porównanie drogi obu klubów
Oba kluby, choć na zupełnie innych osiach czasowych i w odmiennych okolicznościach, dokonały niesamowitego skoku. Odejście Rubena Amorima i zawirowania wokół niego na chwilę przyćmiły fakt, jak daleko zaszedł Manchester United. Przeniesienie drużyny z 15. miejsca do walki o Ligę Mistrzów w jeden sezon, nawet bez gry w Europie, jest godne szacunku.
Jednak to, co zrobiło Brentford, jest prawdopodobnie jeszcze bardziej zdumiewające w dłuższej perspektywie. W 2009 roku, kiedy United święciło sukcesy w czołówce, Brentford wygrywało League Two. Dziś są piąty sezon z rzędu w Premier League i—co najważniejsze—unikają heroicznej walki o utrzymanie. Wyścig o Europę, przeprowadzony zaraz po utracie architekta sukcesu, świadczy o sile i odporności ich systemu. To długoterminowe osiągnięcie, które zasługuje na większe uznanie.
Mimo to, Pszczółki są teraz rozciągnięte do granic możliwości przez kontuzje, a ich ostatnia forma jest po prostu mizerna. Pięć meczów bez wygranej to coś, co trzeba przełamać. Biorąc pod uwagę ofensywne talenty po obu stronach barykady i historyczną niemoc Brentford na Old Trafford, pokuszę się o odważną prognozę: to będzie festiwal goli zakończony wynikiem 3:2 dla Manchesteru United. Brentford może upuścić wielką szansę, ale w tym szalonym wyścigu na pewno nie będzie jeszcze po wszystkim.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.