Messi olśniewa, ale fani Inter Miami protestują.

Kolejny triumf Inter Miami i znaki zapytania wokół relacji z kibicami, do tego hat-trick MVP i celebracja godna legendy – oto co działo się w ostatniej kolejce MLS, zdominowanej przez momenty geniuszu i narastające napięcia.

Powrót Magii Messiego i pierwsze zwycięstwo na Nu Stadium

Inter Miami długo kazało czekać fanom na historyczne, pierwsze zwycięstwo na własnym obiekcie, Nu Stadium. Cztery dotychczasowe próby zakończyły się trzema remisami i bolesną porażką z Orlando City, co było tym bardziej rozczarowujące, że to rywale z Florydy zgarnęli laur pierwszych triumfatorów na tym obiekcie. Jednak starcie z Portland Timbers przyniosło upragnione 2:0, które bardziej przypominało występy, jakich oczekuje się od ekipy z Leo Messim w składzie.

Nie zabrakło klasycznych momentów geniuszu Argentyńczyka, które przypominają, dlaczego nawet w wieku 38 lat wciąż jest on kosmitą światowego futbolu. Jeden z nich to solowy rajd przez gąszcz obrońców, po którym asystował przy bramce Germána Berteramego, pieczętując wynik na 2:0. Wcześniej sam wpisał się na listę strzelców po znakomitej wymianie podań z Telasco Segovią. FotMob donosił, że Messi w sezonie zanotował już 17 wkładów bramkowych w zaledwie 13 występach ligowych, a siedem razy był najwyżej ocenianym zawodnikiem meczu. Mało kto potrafi po takim rajdzie zakończyć akcję lub asystą.

Niestety, ten blask geniuszu starł się z mrocznym nastrojem panującym w sektorze kibiców. Intensywność narasta między najbardziej oddanymi fanami, grupą zwaną La Familia, a gwiazdorskimi nabytkami klubu. Problem nie leży w wynikach, ale w tym, co kibice widzą jako brak autentycznej więzi i interakcji ze strony największych nazwisk, które często zostawiają interakcje z mediami i kibicami innym. To rdzeń fanów, wiernie wspierający drużynę od czasów, gdy walczyli oni o uniknięcie dna tabeli, teraz wyraził swoje niezadowolenie.

Podczas meczu sektor La Familia pozostawał nietypowo cichy w proteście. Nie przeciwko grze, ale przeciwko lekceważeniu. Ośmielili się skandować w rytm popularnej w Argentynie melodii: „Zawodnicy, salutujcie swoich fanów, uznajcie swoich ludzi, którzy od was niczego więcej nie żądają”. W pewnym momencie wydawało się, że Messi zareagował zirytowanym gestem na te okrzyki, by chwilę później unieść dłoń w geście, który można interpretować jako połączenie uznania i przeprosin. Ta dynamika relacji między gwiazdą a fanatykami pozostaje punktem zapalnym.

Imponujący akrobata: Cudowna interwencja bramkarza

Mecz nie byłby kompletny bez kolejnego elementu, który przywodzi na myśl klasyczne zagrania Messiego – rzut wolny w 90. minucie, wydawałoby się, skazany na wpadnięcie w samo okienko bramki. Jednak tym razem spotkał się on z obroną równie widowiskową, co samo uderzenie – była to parada absolutnie światowej klasy. James Pantemis, kanadyjski golkiper Portland, wybił piłkę z górnego rogu, oferując jeden z najbardziej efektownych momentów tej kolejki.

Co ciekawe, jego vis-à-vis, Dayne St. Clair, bramkarz Inter Miami, szykowany jest na podstawowego bramkarza Kanady na Mistrzostwach Świata. Pantemis, mimo tak fenomenalnej interwencji, jak dotąd nie był uwzględniany w planach reprezentacji. Popisy na tym poziomie z pewnością nie zaszkodzą jego szansom na dołączenie do kadry na mundial.

Powrót Króla Strzelców: Hany Mukhtar znów na szczycie

Podczas gdy w Miami działo się wokół gwiazd, Nashville SC kontynuuje swoją imponującą marszrutę. Balansowali między półfinałem Ligi Mistrzów CONCACAF a solidnym startem w lidze, utrzymując się w ścisłej czołówce. Po zwycięstwie 3:2 nad Los Angeles FC, drużyna ta wskoczyła na fotel lidera klasyfikacji Supporters’ Shield.

Gwiazdą spotkania był absolutnie Hany Mukhtar, MVP z 2022 roku. Egipcjanin skompletował hat-tricka, co zapewniło mu najwyższą notę FotMob w 14. kolejce, minimalnie wyprzedzając nawet Messiego. Jego trzy bramki pokazały całe spektrum jego umiejętności strzeleckich: jedną z bliska, typowo dla rasowego "lisie pola karnego", a dwie z rzutów wolnych, świadczące o jego maestrii w stałych fragmentach gry.

LAFC z kolei notuje wyraźny zjazd po udanym początku – jest to ich czwarta porażka z rzędu we wszystkich rozgrywkach, co jest częściowo efektem odpadnięcia w półfinale Champions Cup. Ale dla Nashville, kierowanej przez wracającego do szczytowej formy Mukhtara, perspektywy rysują się znakomicie. Znowu staje się on jednym z najbardziej rozchwytywanych nazwisk w całej lidze.

Sam Sarver: Kamienna twarz i piwo na dobitkę

MLS potrafi czasem zafundować nam przypomnienie, co czyni amerykański futbol tak unikalnym. Sam Sarver z FC Dallas, mimo rozegrania zaledwie 182 minut w lidze w tym sezonie, stał się jednym z najbardziej prominentnych zawodników ostatnich tygodni. Wchodzi z ławki i notuje gole w trzech z ostatnich czterech meczów „Texan”, którzy kontynuują obiecujący początek sezonu.

Jego najnowszy popis to dramatyczny gol w doliczonym czasie gry przeciwko San Jose Earthquakes, co dało FC Dallas jeden z najlepszych rezultatów tego roku. Jednak to, co zapadło w pamięć bardziej niż sam wynik, to podwójna celebracja Sarvera. Pierwsza część była wyreżyserowana: naśladował nurkowanie przy bandach reklamowych w asyście kolegów. Druga była w pełni spontaniczna, gdy… wychylił puszkę piwa, którą podał mu jeden z kibiców gospodarzy.

Sarver emanuje pewnym niemal kultowym klimatem, jakby miał predyspozycje, by grać w reprezentacji Stanów Zjednoczonych na Mundialu w 1994 roku. To archetyp amerykańskiego piłkarza, który przeszedł ścieżkę przez uniwersytet, niższe ligi i akademię MLS, by zostać wybranym w SuperDrągu 2025. Liga potrzebuje takich postaci i takich historii. Biorąc pod uwagę jego ostatnie występy, trafiając z zimną krwią, staje się on kluczowy dla FC Dallas. Sarver sam stwierdził:

„Myśleliśmy o celebracjach przed meczem. Byłem wielkim celebratorem na uczelni, a mój trener, Todd Yeagley, opowiedział mi o graczu sprzed lat, który zrobił tę celebrację w stylu nurkowania, i skrytykował go, bojąc się kontuzji. Pomyślałem, że byłoby śmiesznie, gdybyśmy to zrobili. Potem rzucali piwem na murawę, więc zdecydowałem się wychylić jedno.”

To jest właśnie dziedzictwo futbolu, jakie MLS chce promować.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.