Messi w jubileuszowym meczu pożegna się z kibicami w Buenos Aires.
Nadchodzi wielki jubileusz, a może i pożegnanie starego króla? Reprezentacja Argentyny szykuje się do ostatniego sprawdzianu przed latem, a na świeczniku (jak zawsze) znajdzie się Leo Messi. Czy po raz 198. pożegna się z kibicami na własnym stadionie, nim skupi się na obronie tytułu mistrza świata?
Ostatnia taniec geniusza u siebie: Czy to już ten moment?
Wszyscy czekają na to skinienie głową, na to oficjalne ogłoszenie, które i tak pewnie przyszłoby dopiero po Copa América. Mowa oczywiście o Leo Messim. Jeśli rozpocznie najbliższy mecz, będzie to jego zdumiewający, 198. występ w barwach Albiceleste. Biorąc pod uwagę, że w momencie mundialu latem skończy 39 lat, ta domowa potyczka może być symbolicznym, ostatnim uderzeniem gongu na własnej ziemi przed potencjalnym zawieszeniem butów na kołku reprezentacyjnym.
Jednak Lionel Scaloni, selekcjoner, który odmienił oblicze tej drużyny, ma twardy orzech do zgryzienia. Jak donosi Karl Matchett, pomimo tego, że Messi usiądzie w wyjściowej jedenastce, kluczowe jest, by zespół nauczył się wygrywać także bez niego. Jak to ujął autor:
"Choć Messi wszedł z ławki przeciwko Mauretanii, ważne jest, by Lionel Scaloni i drużyna wypracowali sposoby grania – i idealnie wygrywania – bez swojego ikonicznego numeru 10."
To jest esencja obecnego cyklu reprezentacyjnego: przygotowanie planu B, C i D. Messi w Katarze był motorem napędowym, ale na nadchodzących turniejach może być oszczędzany, by jego energia eksplodowała w decydujących fazach play-off. To oznacza jedno: pozostali muszą wreszcie wziąć odpowiedzialność za gole. Poza Juliánem Álvarezem (z 13 bramkami), reszta kadry wygląda dość blado pod kątem efektywności pod bramką rywala. Młodzi wilcy, tacy jak Nico Paz, Thiago Almada czy Giuliano Simeone, muszą udowodnić, że potrafią być nie tylko dostarczycielami, ale i strzelcami. Bez solidnej linii ofensywnej, która nie jest uzależniona od magii Messiego, obrona tytułu będzie czystą fikcją.
Czy defensywa obroni biedującą ofensywę? Nowe twarze na straży
Kiedy atak nie „klika” w stu procentach, fundamentem musi być żelazna obrona. I tutaj pojawia się iskierka nadziei w argentyńskim obozie, choć nie jest to ta sama obrona, którą widzieliśmy w finale w Katarze. Duża uwaga skupia się na potencjalnym duecie środkowych obrońców: Cristian Romero i Marcos Senesi.
Senesi to postać, która budzi szczególnie duże zainteresowanie. Jego kontrakt w Bournemouth wygasa latem, a kluby pokroju Barcelony i Atlético Madryt już pukają do drzwi. Jeśli obrońca zdoła się ugruntować jako pewny startowy element przed mundialem i zaprezentuje tam swoją wartość, jego rynkowa cena wystrzeli w kosmos. Statystyki nie kłamią. Jak czytamy, Senesi:
"plasuje się powyżej 98% europejskich środkowych obrońców pod względem wkładu defensywnego w ciągu ostatniego roku i jest w czołowych 5% w Premier League w tym sezonie."
To jest walor, którego potrzebuje Scaloni – twardość, nieustępliwość i profil, który przyciąga topowe kluby. Obrona musi być tarczą, podczas gdy reszta formacji szuka rytmu.
Zambijskie starcie: Test jakości czy przechadzka po parku?
Spójrzmy prawdzie w oczy – rywale w najbliższych meczach są, delikatnie mówiąc, niżej notowani w światowej hierarchii. Zambia, choć kiedyś zdobyła Puchar Narodów Afryki (w 2014 roku), od tamtej pory notuje spadki formy. To nie jest ta sama siła, która potrafiła zagrozić światowym mocarstwom. Co więcej, większość obecnego składu gra w lidze krajowej, co zazwyczaj świadczy o mniejszym poziomie rywalizacji.
Jeżeli spojrzymy na ostatnie wyniki, obraz robi się jeszcze jaśniejszy. Argentyna wygrała sześć z ostatnich ośmiu spotkań, chociaż ostatnie znaczące zwycięstwo datuje się na czerwiec zeszłego roku (w Chile). Tymczasem Zambia zdołała wygrać tylko jeden z ostatnich trzynastu meczów na przestrzeni ostatniego roku. To nie jest mecz, który ma zmotywować Argentyńczyków do nadludzkiego wysiłku, ale raczej do utrzymania pewnego flow i przetestowania kombinacji.
Kibice oczekują, że to będzie celebracja, przedsmak tego, co ma nadejść. Oczekuje się dominacji, ale czy rezerwy pokażą wystarczający "odpał"?
Kto zabłyśnie w cieniu króla? Analiza kluczowych postaci
Skupmy się na jednym graczu, który, jeśli dostanie szansę w ataku bocznej strefy, może stać się nie do zatrzymania – Giuliano Simeone. Mimo że wciąż musi doszlifować swój warsztat, zwłaszcza w podejmowaniu ostatecznych decyzji, jego czysta dynamika i wpływ na kreację są niezaprzeczalne.
Wygląda na to, że Simeone może stać się furtką do alternatywnego ataku. Statystyki pokazują, że potrafi tworzyć przestrzeń i dogodne sytuacje kolegom:
"jest w top 1.5% atakujących LaLiga pod względem oczekiwanych asyst, w top 5% pod względem stworzonych dużych szans i w top 8% pod względem udanych dryblingów."
Jeśli Argentyńczycy mają zamierzać rotować składem lub oszczędzać Messiego na turniejach, to właśnie tacy gracze muszą odpalić. Mecz z Zambią to idealny poligon doświadczalny. Scaloni potrzebuje dowodu, że jego ławka rezerwowych jest głęboka, a nie tylko plejada nazwisk.
Przewidywania, choć często naznaczone sympatią, wskazują na kontynuację serii bez porażki: Argentyna 3-0 Zambia. Będzie to zapewne miłe pożegnanie przed letnimi wyzwaniami, ale nie będzie to wynik, który zmrozi krew w żyłach potencjalnym rywalom na mundialu.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.