Newcastle's europejski blask kontra ligowa przeciętność.
Newcastle United zamiesza w Europie, ale na krajowym podwórku wciąż gubi punkty z irytującą regularnością. Jak to możliwe, że Sroki są o krok od ćwierćfinału Ligi Mistrzów, a w Premier League balansują na granicy pierwszej dziesiątki?
Fantomowy blask Europy kontra ligowa przeciętność
Imponujące dwumeczowe rozgromienie Qarabağ zapewniło Newcastle awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów, a droga przed nimi, choć nie jest usłana różami, rysuje się zaskakująco obiecująco. W następnej fazie czeka Barcelona – rywal groźny, ale przecież w fazie grupowej Sroki pokazały, że potrafią z nią nawiązać równorzędną walkę. Porażka 2:1 z Barcą w fazie ligowej była wynikiem, w którym hiszpański czempion przechylił szalę dopiero po przerwie, dzięki jakości w ostatnim tercji boiska.
Pojedynki na zasadzie rewanżu zawsze dają szansę na taktyczne przemeblowanie. Eksperci sugerują, że jeśli większość kadry Eddiego Howe'a będzie zdrowa, Newcastle ma warunki, by fizycznie i taktycznie prześcignąć Katalończyków. A co dalej? Ewentualne starcie z Atlético Madryt (które traci do lidera La Liga sporo punktów) lub Tottenhamem nie powinno budzić przesadnego lęku. Realistycznie patrząc na drabinkę, dotarcie co najmniej do półfinału Ligi Mistrzów nie jest fantazją, lecz "rozsądnie możliwym scenariuszem".
Konsekwencja, gdzie się podzialiście, Eddie?
Ten europejski potencjał stawia jednak niewygodne pytanie o krajową dyscyplinę. Jak to się dzieje, że walka o co najmniej fana europejskiego półfinału jest realna, skoro utrzymanie miejsca w pierwszej dziesiątce Premier League wciąż nie jest gwarantowane? Newcastle plasuje się na niebezpiecznie niskim 11. miejscu, mając w zasięgu punktowym zarówno Nottingham Forest, balansujące blisko strefy spadkowej, jak i Liverpool, depczący po piętach czołówce Ligi Mistrzów.
To jest kampania naznaczona frustrującą niespójnością. Magpies zdołali wykręcać serię dwóch zwycięstw pod rząd zaledwie dwa razy w sezonie (w listopadzie i na przełomie roku, kiedy mieli serię trzech wygranych). Zespół zanotował serię czterech meczów bez porażki, po której natychmiastowo nastąpiła seria czterech bez zwycięstwa. Ten "fickle nature" (jak to ujął autor źródłowy) jest uderzający, biorąc pod uwagę zeszłoroczny sukces w pucharach i ogólne wrażenie pójścia naprzód pod wodzą Howe'a.
Oczywiście, menedżer i kibice wskazują na problemy kadrowe, i słusznie – kontuzje odcisnęły piętno. Jednak, jak wskazują analizy, choć Newcastle straciło najwięcej dni z powodu absencji, inne czołowe kluby, takie jak Spurs, Arsenal czy Chelsea, odnotowały więcej indywidualnych urazów. Fakty ligowe nie pozostawiają złudzeń co do problemów na wyjazdach. Tylko cztery zespoły w lidze mają obecnie gorszy bilans punktowy na wyjeździe niż ekipa Eddiego Howe'a. Ta słabość zaczęła się od samego startu sezonu; Sroki nie wygrały na obcym terenie aż do późnego listopada.
Co więcej, kluczowy trójkąt pomocy Guimarães–Tonali–Joelinton był obecny we wszystkich trzech porażkach na wyjazdach – z Brighton, West Hamem i Brentford. Choć St. James' Park ma być fortecą, tam również forma się załamała – trzy zwycięstwa w siedmiu ostatnich domowych bojach i dwie kolejne porażki z rzędu. Statystycznie Newcastle jest średniakiem: 11. pozycja w tabeli "tylko mecze domowe", siódme miejsce pod względem posiadania piłki, dziewiąte w liczbie czystych kont i oczekiwanej liczby goli (xG).
Warta odnotowania jest jednak jakość defensywna liczona w xG straconych: czwórka w tej kategorii (32.5). Niestety, to wrażenie niweluje fakt, że drużyna straciła 39 bramek, co daje słaby 12. wynik. Bramkarze, Nick Pope i podający mu Aaron Ramsdale, w sumie przepuścili o 2.7 gola więcej, niż sugerowałyby wskaźniki oczekiwanych goli dla Pope'a. Statystyki sugerują, że koniec sezonu to około 51 punktów, co w zeszłym sezonie dałoby co najwyżej 13. miejsce. A obecna forma nie napawa optymizmem na poprawę sytuacji.
Czas na ewolucję stylu: Czy Howe musi się przearanżować?
Spekulacje na temat przyszłości Eddiego Howe'a pojawiały się wcześniej, wiążąc go z potencjalnymi zwolnieniami w innych angielskich potęgach. Dziś te hipotezy bledną na tle bieżącej rzeczywistości. Jego najbliższa przyszłość zależy od ambicji i zdolności finansowych właścicieli Newcastle. Warto pamiętać, że letnie wydatki netto na poziomie 98 milionów funtów były niższe lub równe ośmiu innym klubom Premier League.
W realiach wszechobecnej rywalizacji o cztery miejsca w europejskich pucharach – która obecnie realnie obejmuje sześć, a może nawet osiem zespołów – decydujące staje się to, jak mocno klub jest gotowy wspierać trenera, jego wizję budowy zespołu i preferowany styl gry.
Przeglądając dorobek Howe'a, trzeba oddać mu sprawiedliwość: jego drużyna z AFC Bournemouth była ucieleśnieniem posiadania piłki, progresywnego wyprowadzania gry, idealizmu i szybkich skrzydłowych. Newcastle pod jego wodzą było raz zespołem walczącym na stałych fragmentach gry i górującym fizycznością, a innym razem fruwającą maszyną zjawiskowej kreatywności w środku pola.
"On nie trzymał się jednego sposobu gry niezależnie od wymagań ligi – to prawdopodobnie nastawi go na przyszły sukces, czy to w Newcastle, czy gdziekolwiek indziej, ale być może ta konkretna podróż dojdzie do ściany po tym sezonie."
Umiejętność adaptacji jest cenną cechą zarządzania, lecz w obecnym sezonie ta adaptacja jest chaotyczna. Pytanie brzmi: czy Howe potrafi zredefiniować swój system na tyle, by Premier League zaczęła odzwierciedlać europejski blask Srok?
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.