Perez zapowiada transferowe szaleństwo w Realu Madryt po rozczarowującym sezonie.
Fatalny dla Realu Madryt sezon 2025/2026, naznaczony porażkami w La Liga, Copa del Rey, Lidze Mistrzów i Superpucharze Hiszpanii, zdaje się być tylko preludium do burzliwego lata na Santiago Bernabéu.
Kryzys za kulisami i koniec snów o la Liga
Niedawna porażka w El Clásico definitywnie pogrzebała nadzieje Królewskich na mistrzostwo Hiszpanii, pozostawiając drużynę gracza jedynie dla prestiżu w ostatnich kolejkach sezonu. Ale problemy Realu Madryt wykraczają daleko poza pojedyncze rezultaty na boisku. Ostatnie tygodnie zdominowały doniesienia o napiętych relacjach w szatni – podobno relacje Kyliana Mbappé z niektórymi kolegami są dalekie od ideału. Co gorsza, media obiegła informacja o poważnej sprzeczce w szatni pomiędzy Federico Valverde a Aurelienem Tchouamenim, za którą klub musiał ogłosić sankcje. W obliczu tej sportowej i kadrowej niestabilności, fani z niecierpliwością oczekują na potwierdzenie powrotu Jose Mourinho na stanowisko trenera, co ma być preludium do szeroko zakrojonych zmian kadrowych.
Perez grzmi: "Zawsze sprowadzamy najlepszych"
Na tym tle, głos zabrał najważniejszy motor napędowy klubu, Florentino Perez, który w wywiadzie dla La Sexta wysłał jasny sygnał do kibiców i rywali: nie ma mowy o cofaniu się. Prezydent stanowczo zapowiedział transferową ofensywę, co jest klasycznym hasłem Realu Madryt, mającym uspokoić nastroje po rozczarowującym roku. Perez przypomniał chlubną historię galácticos, by uzasadnić swoje ambicje.
"Oczywiście, że będą transfery. My zawsze sprowadzaliśmy najlepszych. Figo, Zidane, Ronaldo, Beckham. Potem przyszedł Cristiano (Ronaldo), Kaká i Benzema" – powiedział Perez.
Prezes Madrytu podkreślił swój osobisty wkład w budowanie legendarnych składów:
"Poszedłem do domu Benzemy, żeby go sprowadzić. Jeśli zobaczę kogoś dobrego, idę po niego. Podpisywałem wszystkich zdobywców Złotej Piłki."
To stwierdzenie, wypowiedziane po sezonie bez żadnego trofeum, brzmi jak wyzwanie rzucone europejskiej elicie.
Czy Haaland jest na liście transferowej i dlaczego to nie jest niemożliwe?
Najbardziej elektryzującym elementem wypowiedzi Pereza była aluzja do norweskiego fenomenu, Erlinga Haalanda, napastnika Manchesteru City. Choć Perez tradycyjnie unika komentowania bieżących operacji sportowych, jego słowa mogły być celnym strzałem w kierunku Etihad Stadium. Zapytany wprost o możliwość transferu norweskiego snajpera, prezydent odparł dyplomatycznie, ale sugestywnie:
"Czy podpisanie (Erlinga) Haalanda jest niemożliwe? Nie komentuję tego. To praca dyrektora sportowego, ja nie ingeruję w sprawy sportowe."
Dla kibiców Los Blancos to paliwo rakietowe. Wiadomo, że Real Madryt od dawna mierzy 25-letniego Haalanda, a sam zawodnik wyrażał chęć gry w La Liga przed zakończeniem kariery. Statystyki Haalanda są oszałamiające: 37 goli i 8 asyst w tym sezonie w 50 występach dla City, a łącznie 161 bramek w 196 meczach od transferu z Borussii Dortmund w 2022 roku.
Wszystko wskazuje, że transfer będzie koszmarnie drogi. Rekordowy kontrakt Haalanda z City obowiązuje do 2034 roku, a klauzula wykupu wynosząca pierwotnie 175 milionów funtów już wygasła. Oznacza to, że Królewscy musieliby wejść w otwarte negocjacje cenowe z Manchesterem City, co zazwyczaj oznacza kwoty oscylujące wokół kwot astronomicznych. Jednak — i to jest sedno sprawy — jeśli jest jakikolwiek klub na świecie, zdolny do przeprowadzenia operacji tej skali, to właśnie "wielki błękit" ze stolicy Hiszpanii. Lato zapowiada się elektryzująco, niezależnie od tego, czy Mourinho faktycznie wróci do Madrytu.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.