Rosenior sfrustrowany remisem Chelsea po utracie dwubramkowej przewagi.

Cały świat wiedział, że Chelsea ma to w garści, by odnieść kolejne zwycięstwo, a jednak dała sobie wyrwać z rąk dwubramkową przewagę w starciu z Leeds United. Trener Liam Rosenior, który celował w historyczny rekord, nie krył swojej frustracji, a poniedziałkowy remis smakuje jak gorzka porażka.

Dlaczego Rosenior nazwał to "absurdalne"? O zapaści, która kosztowała punkty

Liam Rosenior, aspirujący do miana drugiego Anglika z idealnym startem na ławce trenerskiej Premier League, zbladł, gdy gwizdek końcowy zabrzmiał przy remisie Chelsea 2:2 z Leeds United. Jeszcze na kwadrans przed końcem spotkania, prowadząc 2:0 po trafieniach Joao Pedro z karnego i gola Cole'a Palmera, wszystko układało się po myśli gospodarzy. Historia pisała się na oczach, ale zamiast świętowania, Rosenior musiał mierzyć się z falą niedowierzania. Leeds United doprowadziło do remisu po golu Lucasa Nmechy z wapna i skutecznej akcji Noaha Okafora.

"To było absurdalne, że wyszliśmy z tego meczu tylko z jednym punktem" – wyznał wyraźnie zdenerwowany Rosenior podczas pomeczowej konferencji. Szkoleniowiec The Blues wskazał na dwa kluczowe momenty, które kompletnie zmieniły trajektorię spotkania, a oba wynikały z braku koncentracji i paniki.

Pierwszy cios zadał Moises Caicedo, który – jak sam przyznał Rosenior – popełnił kardynalny błąd, dając rywalom rzut karny. Trener starał się chronić swoją gwiazdę, ale nie szczędził słów krytyki pod adresem całej formacji defensywnej: "Moi Caicedo to wspaniały zawodnik, był dla mnie najlepszy. Popełniliśmy słabą decyzję. Właściwie, to sposób, w jaki rozwinęła się ta akcja... Podjęliśmy kilka złych decyzji, jeśli chodzi o pressing w tamtym momencie, i oddaliśmy rzut karny, kiedy szczerze mówiąc, nie pamiętam, żeby Leeds miało jakąkolwiek inną szansę na gola w tym meczu."

Co było najgorsze, katastrofa nadeszła błyskawicznie. Po stracie kontaktu, w powietrzu wisiała nerwowość. Goście podnieśli ciśnienie, a Chelsea jakby zapomniała o podstawach utrzymywania piłki i dyscypliny taktycznej.

Kryzys koncentracji czy efekt domina? Sześć minut, które zniszczyły plan

Moment, w którym drużyna traci kontrolę, często bywa definiujący dla sezonu. W przypadku Chelsea, tym momentem była seria sześciu minut w drugiej połowie. Nmecha zmniejszył straty z jedenastu metrów, a po zaledwie chwili, zamieszanie w defensywie gospodarzy zakończyło się tym, że Okafor doprowadził do remisu.

Rosenior opisał ten proces niemal klinicznie: "Rzut karny pada, oni posyłają kilka długich piłek, mają wzmocnioną energię, podnoszą kilka drugich piłek, a następnie ten zawodnik dotyka piłki ręką. On zagrywa ręką, to wpływa na moich graczy w tamtym momencie. Oni myślą, że to ręka, my wyłączamy się, nie wybicie piłki i oni strzelają. Następnie przez 25 minut to była fala za falą ataków. Musimy po prostu upewnić się, że dbamy o te momenty i jesteśmy profesjonalni. Nie sądzę, żeby chodziło o reakcję na potknięcia. Zawsze będziesz miał okres w meczu, kiedy nie dominujesz."

Rozczarowanie trenera potęguje fakt, że przez zdecydowaną większość meczu jego podopieczni grali futbol, który chciał oglądać. "Niektóre nasze fragmenty gry, z piłką przy nodze, nasz pressing, nasza energia, to było wszystko, co chciałem zobaczyć, i to sprawia, że przełknięcie tej pigułki jest jeszcze bardziej gorzkie, że nie wygraliśmy tego meczu." Te słowa najlepiej oddają dwoistość występu The Blues: świetna gra przez 85 minut i całkowite rozpadnięcie się w decydującej fazie.

Drogo kosztująca noc i koszmar Palmera w doliczonym czasie

Poza problemami defensywnymi, wieczór przyniósł Chelsea jeszcze jeden bolesny moment, który idealnie puentował ten mecz. Cole Palmer, strzelec bramki z karnego, miał szansę postawić pieczęć na zwycięstwie głęboko w doliczonym czasie gry, by natychmiast zapomnieć o tym, co się stało. Niestety, Palmer zanotował jedną z najpoważniejszych "niewykorzystanych szans sezonu", marnując sytuację, która mogła uratować Roseniorowi pierwsze pięć zwycięstw z rzędu.

Co gorsza, ten remis, który w tabeli Premier League wydawał się szansą na zminimalizowanie strat do czwartego Manchesteru United, okazał się potknięciem. Nawet „Czerwone Diabły” nie wygrały, notując 1:1 z West Hamem po golu Benjamina Sesko w 96. minucie, co daje Chelsea pewien margines komfortu. Wciąż mają pięć punktów przewagi nad Liverpoolem i Brentford zajmującymi odpowiednio szóste i siódme miejsce, choć zespoły te dopiero rozegrają swoje najbliższe pojedynki. Jednak w kontekście ambicji, ten remis z Leeds, oglądany przez pryzmat błędów indywidualnych, z pewnością będzie budził niepokój w całym obozie The Blues. Rywale z dolnej części tabeli pokazali, że potrafią być bezlitośnie skuteczni, gdy tylko lider popełni kosztowny błąd.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.