Schalke po defensywie wraca do Bundesligi po trzech latach.

Powrót tytana na niemieckich boiskach! Schalke 04, po latach udręki w drugiej lidze, znów jest w Bundeslidze, a ich droga na szczyt to historia mieszanki pragmatyzmu, niespodziewanych bohaterów i odkupienia. Czy ten legendarny klub naprawdę jest skazany na bycie "drugoligowcem"?

Schalke znowu w Elisie: Jak futbolowy gigant wstał z kolan?

Sezon 2. Bundesligi dostarczył emocji, ale dla kibiców Schalke, naznaczony ostatnimi latami, oznacza on przede wszystkim ulgę. Zwycięstwo 1:0 nad Fortuną Düsseldorf, przypieczętowane bramką Kenana Karaman’a, definitywnie zagwarantowało Gelsenkirchen awans. Mówimy o klubie, który ostatni raz w Bundeslidze gościł w sezonie 2021/2022, a i wtedy był to krótki, epizodyczny powrót po wcześniejszej degradacji. Teraz, mając dziesięć punktów przewagi nad trzecim Hannoverem na trzy kolejki przed końcem i dziewięć nad drugoligowym Paderborn, nie tylko zapewnili sobie promocję, ale są blisko zdobycia mistrzostwa drugiej ligi.

Miron Muslić, trener tej drużyny, postawił na, powiedzmy to wprost, pragmatyczną piłkę. Nie ma co ukrywać – futbol, jaki prezentowali, nie był ozdobą ligi. Patrząc na statystyki, Schalke straciło sześć goli więcej niż lider tabeli, a ich dorobek bramkowy jest identyczny jak u szesnastolaszego Magdeburg. Czy to recepta na sukces w topowej lidze? Wątpliwe. Ale w 2. Bundeslidze liczy się wynik, a kluczem do niego była żelazna defensywa.

Zaledwie 28 straconych bramek, średnia 0,9 gola na mecz, to najlepszy wynik w lidze. Do tego dochodzi trzynaście czystych kont, blisko 20 odbiorów na spotkanie i zaskakująco niski wskaźnik xG straconych (34,4). To była budowa autostradą, nie alejką różaną. Klub, który jeszcze niedawno celebrował najgorszy wynik w swojej historii (14. miejsce w drugiej lidze), udowodnił, że można wygrać, grając twardo i skupiając się na niepopełnianiu błędów z tyłu.

Od katastrofy finansowej do nagłego zastrzyku magii na boisku

Sytuacja Schalke jest fascynującą lekcją o realiach wielkiego futbolu. CEO Matthias Tillmann, który objął stery w 2024 roku, bez ogródek stwierdził: "To, że Schalke jest w drugiej dywizji, jest błędem". Jak sam zauważył, infrastruktura i baza kibicowska kwalifikują klub do Bundesligi, ale sportowe zarządzanie i alokacja kapitału zawiodły. Dodatkowe ciosy, takie jak wybuch pandemii COVID-19 i zerwanie lukratywnego sponsorstwa z Gazpromem po inwazji Rosji na Ukrainę, finansowo sparaliżowały Królewskoniebieskich.

W kontekście tak mrocznej przeszłości, tegoroczny powrót wymagał iskry. I ta iskra przyszła w zaskakującej formie, bo niekoniecznie od młodych talentów, ale od weteranów.

Džeko: 40 lat i sześć goli w dziewięciu meczach

Pojawienie się Edina Džeko, który przeszedł z Fiorentiny w styczniu, to czysta poezja narracji sportowej. Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której 40-letni napastnik staje się kluczowym elementem układanki awansującej drużyny? Džeko, którego jedni słusznie nazywają jednym z najbardziej niedocenianych napastników swojego pokolenia, dostarczył sześć goli i trzy asysty w zaledwie dziewięciu występach.

Jego wpływ był natychmiastowy i namacalny. Strzelił bramkę w debiucie, ratując jeden punkt w meczu z Kaiserslautern, a później jego dublet zapewnił punkt z Dynamo Dresden. Co ciekawe, statystyki Džeko odzwierciedlają podejście pragmatyczne: niewiele dryblingów, skromna liczba kontaktów z piłką (277), minimalny wkład defensywny (12). On po prostu pojawiał się tam, gdzie Schalke było go najbardziej potrzebne – w polu karnym.

Karaman i Karius: Ojcowie Awansu

Jeśli Džeko był zimnym profesjonalizmem, to Kenan Karaman, skrzydłowy, może być uznany za gracza sezonu. Ten 32-latek był jednym z nielicznych jasnych punktów klubu od momentu spadku, notując imponujące 58 udziałów w bramkach w 94 meczach 2. Bundesligi. To jego gol dał te upragnione trzy punkty i bilety do Bundesligi. Człowiek, który strzelił bramkę na wagę awansu, powinien mieć co najmniej dożywotni bilet na trybuny VELTINS-Arena.

Jednakże, najbardziej wzruszającą historią jest ta dotycząca Lorisa Kariusa. Bramkarz ten, pamiętany z pechowego finału Ligi Mistrzów w 2018 roku, po nieudanych epizodach w Union Berlin i Newcastle, przez pół roku pozostawał bez klubu. Stylizowane na "arcydzieło odkupienia", jego przyjście do Schalke w styczniu 2025 roku po ponad sześciu miesiącach na aucie było aktem desperacji i wiary. Po debiucie, w którym zachował czyste konto, złapał kontuzję, która wykluczyła go z reszty sezonu.

W tym roku wrócił, by udowodnić swoją wartość. Ma najwięcej czystych kont (12) i drugą najwyższą skuteczność obron (73,0%), ustępując Marcelowi Schuhenowi z Darmstadt zaledwie o 0,1%. Słynny strzelec Schalke, Klaus Fischer, poszedł na całość, sugerując, że Karius powinien pojechać na Mistrzostwa Świata: "Schalke ma najlepszego bramkarza nie tylko w drugiej lidze, ale w całych Niemczech. Trener kadry narodowej powinien się zastanowić, jakiego bramkarza ma i jak gra".

Doświadczenie Kariusa, który widział zarówno triumfy, jak i bolesne upadki, będzie nieocenione w starciach z "wielkimi chłopcami" Bundesligi. Choć bramkarz powinien szykować się na większą liczbę roboty.

Instytucja taka jak Schalke 04 zasługuje na Bundesligę, zwłaszcza biorąc pod uwagę ich niedawną przeszłość w fazach pucharowych Ligi Mistrzów. Choć droga do dawnej świetności jest długa, powrót do elity należy celebrować. O ile, oczywiście, nie jest się fanem Borussii Dortmund.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.