Sytuacja w północnym Londynie osiągnęła punkt krytyczny. Ostatnia porażka z West Ham United nie tylko pogłębiła kryzys w Tottenham Hotspur, ale, co gorsza, zmusiła zarząd do pilnej rewizji polityki kadrowej. Choć decyzja w sprawie Thomasa Franka nie zapadła, poszukiwania alternatyw już trwają, co sugeruje, że dni Duńczyka na White Hart Lane mogą być policzone. Czy klub jest gotów na kolejny chaotyczny zwrot w trakcie sezonu?

Czy Frank faktycznie wyleci po tak krótkim czasie? Kryzys, który zepchnął Spurs na 14. miejsce
Niepokojący spadek formy Tottenhamu w ostatnich tygodniach jest aż nazbyt widoczny. Porażka 2:1 z West Ham United to dla „Kogutów” cios prosto w plecy, który sprawił, że klub osiadł na ziemi, okupując nieszczęsne 14. miejsce w tabeli Premier League. Zaledwie 27 punktów po 22 kolejkach to wynik, absolutnie niegodny aspiracji, jakie stawia się Tottenhamowi.
Sprowadzony latem Thomas Frank, były menedżer Brentford, nagle znalazł się pod ostrzałem. Choć objął stery stosunkowo niedawno, presja narasta. Rezygnacja z niego w środku sezonu byłaby kolejnym, druzgocącym sygnałem, że w strukturach klubu brakuje spójnej wizji. Jak donosi Sky Sports News, zarząd Spurs aktywnie rozważa alternatywne opcje trenerskie, chociaż oficjalnie nie podjęto jeszcze ostatecznej decyzji w sprawie przyszłości Duńczyka. Zmiana w trakcie kampanii to zawsze ryzyko, ale obecna sytuacja wymaga radykalnych ruchów.
Kto podniesie Londyn z popiołów? Dylematy natychmiastowego następcy
Kiedy latarnia morska tonie, trzeba szybko znaleźć kogoś, kto potrafi utrzymać kurs. Wymiana menedżera w połowie sezonu Premier League to jednak finansowy i logistyczny koszmar, zwłaszcza gdy trzeba szukać kandydata „z marszu”. Idealny kandydat musi być dostępny od zaraz i pasować do profilu klubu.
Na rynku trenerskim pojawiają się pewne nazwiska, które mogłyby zainteresować zarząd. Na przykład, Xabi Alonso, choć obecnie bez pracy po odejściu z Realu Madryt, nie jest pewny, czy chciałby od razu rzucać się w wir kolejnej posady. To bardziej opcja letnia.
Druga, bardziej paląca opcja, to Oliver Glasner. Austriak, obecny menedżer Crystal Palace, zdaje się być w konflikcie z kierownictwem Selhurst Park. Wygląda na to, że jego odejście jest kwestią czasu. Problem w tym, że styl Glasnera często opiera się na defensywnej solidności. Jak donoszą źródła, jego taktyka może nie do końca rezonować z „atakującym DNA” Tottenhamu, co mogłoby wywołać kontrowersje wśród kibiców przyzwyczajonych do ofensywnego futbolu. Czy Spurs są gotowi zaakceptować pragmatyzm za cenę wyników?
Letnie marzenia: Budowanie tożsamości od podstaw
Fani Tottenhamu od dawna kładą nacisk na to, że Thomas Frank nie do końca rozumie tożsamość klubu. Ich zdaniem, jego defensywny modus operandi stoi w rażącej sprzeczności z ofensywną filozofią, którą Lilywhites chcą promować.
Jeśli jednak zarząd zdecyduje się poczekać do lata, pojawi się znacznie szersza gama opcji, które mogłyby zaoferować bardziej atrakcyjny dla kibiców futbol. Wśród nich wybija się Andoni Iraola, boss Bournemouth. Od przybycia do Premier League Bask zastosował agresywny i porywający styl gry. Pozytywne jest to, że jego kontrakt wygasa z końcem sezonu, co ułatwiłoby ewentualny transfer bez konieczności płacenia astronomicznego odstępnego. Oczywiście, Iraola nie jest pozbawiony wad – jego podejście bez piłki spotyka się z krytyką ze względu na defensywne luki w drużynie, co częściowo wynika z problemów kadrowych, takich jak utrata kluczowych obrońców – Deana Huijsena, Illii Zabarnyja, lewego obrońcy Milosa Kerkeza i wypożyczonego Kepy Arrizabalagi latem.
Innym szeroko komentowanym nazwiskiem, które idealnie wpisuje się w trend ofensywnego myślenia, jest Fabian Hurzeler z Brighton & Hove Albion. Choć 32-letni Niemiec ma niewielkie doświadczenie w zarządzaniu klubem na najwyższym poziomie, jego styl gry jest bez wątpienia atrakcyjny i świeży, co mogłoby przynieść Tottenhamowi powiew innowacji trenerskiej.