Wielkie mecze Ligi mistrzów: City podejmie Real, a Chelsea zagra z PSG.

Przed nami absolutne hity Ligi Mistrzów, w których stawką jest przetrwanie w europejskiej elicie! Czy Manchester City zdoła odwrócić losy starcia z gigantem z Madrytu, a może Chelsea czeka bolesny koniec marzeń o tytule w starciu z roztażonym PSG?

Powrót Królów Europy: Czy City jest skazane na porażkę?

Wtorkowy wieczór na Etihad Stadium to starcie, na które czeka cała piłkarska planeta: Manchester City kontra Real Madryt. Po pierwszym meczu, w którym "Królewscy" zdominowali rywala i wygrali w Hiszpanii, dla Obywateli sytuacja jest delikatnie mówiąc, nieciekawa. Trzybramkowa strata to handicap, którego nie da się łatwo zniwelować nawet przy otoczeniu gwiazdami światowego formatu.

Eksperci i analitycy są raczej sceptyczni co do szans podopiecznych Pepa Guardioli na odwrócenie tego losu. Jak stwierdzono w zapowiedziach: > Manchester City prawdopodobnie zaprezentuje się lepiej przed własną publicznością, ale odwrócenie straty trzech bramek przeciwko drużynie z takim doświadczeniem w tych rozgrywkach, jak Real Madryt, pozostaje zadaniem karkołomnym.

Choć City z pewnością będzie naciskać od pierwszej minuty, historycznie Real Madryt potrafi „zarządzać” wynikami w europejskich pucharach. Nawet jeśli Obywatele wygrają na Etihad, przełamanie mentalnej bariery i defensywy Los Blancos w kontekście awansu może okazać się niewykonalne. Przewiduje się, że gospodarze mogą zgarnąć zwycięstwo w pojedynczym meczu (prognoza 2-1 dla City), ale to Real Madryt, dzięki przewadze z pierwszego spotkania, powinien zameldować się w kolejnej fazie rozgrywek.

Londyński dramat: Czy Chelsea doczeka się "remontady"?

Sytuacja w Londynie jest jeszcze bardziej dramatyczna, choć w innej skali. Chelsea, po wyjeździe do Paryża, musi odrabiać aż pięć bramek straty (5-2 dla PSG). Liam Rosenior, menedżer The Blues, potrzebuje istnego cudu, by zagrozić obrońcom tytułu.

Można odnieść wrażenie, że kryzys w londyńskim klubie ma się dobrze, a linia obrony jest bardziej dziurawa niż szwajcarski ser. Luis Enrique i jego PSG czują się komfortowo po pierwszym triumfie. Trudno wyobrazić sobie, by na Stamford Bridge doszło do historycznego odwrócenia losów dwumeczu. Prognoza jest bezlitosna: > Pęknięcia w planie Roseniora stają się coraz bardziej widoczne, a nerwowa defensywa The Blues jest narażona na ataki rozpędzonych napastników PSG.

Paryżanie mają w swojej historii pewne traumy związane z rewanżami, ale tutaj kontekst jest inny. To nie jest "Barcelona 2017". Eksperci są zgodni – PSG, pod wodzą Enrique’go, powinno bez większych problemów przypieczętować swój awans, mimo że rewanż w Londynie może przynieść kilka goli. Prognozuje się wynik 1-3 dla gości, co oznacza łączny triumf PSG 8-3.

Kanonierzy kontra aptekarze: Angielski mur na Emirates

Zupełnie inna atmosfera panuje wokół starcia Arsenalu z Bayerem Leverkusen. W pierwszym meczu podopieczni Mikela Artety otarli się o porażkę na BayArena, ale w ostatniej minucie Kai Havertz, bohater z przeszłości, uratował remis. To daje Kanonierom cennego bramkowego awansem na remis.

Arsenal w tym sezonie zbudował prawdziwą fortecę na Emirates Stadium. Po sensacyjnej porażce z Manchesterem United w styczniu, londyńczycy wygrali sześć kolejnych spotkań u siebie, nie tracąc przy tym bramek w czterech z pięciu ostatnich pojedynków. To buduje solidny fundament przed rewanżem.

Choć analitycy nie spodziewają się fajerwerków, stawiają na pragmatyzm drużyny z północnego Londynu: > Drugi mecz rewanżowy we wtorek raczej nie będzie porywającym widowiskiem dla neutralnych kibiców, ale nadal mamy poparcie dla graczy Artety, aby zapewnić sobie prawdopodobny ćwierćfinał z rewelacją rozgrywek Bodo/Glimt. Ta ostatnia drużyna, pomimo lania 3-0 na wyjeździe ze Sportingiem Lizbona, wciąż ma cień szansy na odwrócenie losów rywalizacji, choć jest to scenariusz mało prawdopodobny. Arsenal powinien wygrać 1-0 i awansować.

Portugalczycy w potrzebie: Czy Sporting da radę odwrócić tsunami?

W Lizbonie czeka nas starcie, w którym gospodarze, Sporting, muszą odrobić trzybramkową stratę z Bodo/Glimt. Pierwszy mecz był dla Lwów historyczną, acz bolesną porażką 0-3.

To, co pokazuje norweski zespół, budzi szacunek – wygrane na wyjazdach z takimi gigantami jak Atletico czy Inter pokazują, że nie boją się nikogo. Dlatego nawet jeśli Sporting zaprezentuje się na Estadio Jose Alvalade znakomicie - jak przewidują prognozy, strzelając 3-2 – to Bodo/Glimt i tak zapewni sobie dalszą grę w kolejnej fazie rozgrywek (wygrana 5-3 w dwumeczu). Lwy mają potencjał, by wygrać u siebie, ale to może nie wystarczyć na zrealizowanie tej Champions League dream.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.