Williams zdeterminowany na transfer do Realu Madryt.
W letnim okienku transferowym świat futbolu huczał od plotek na temat Nico Williamsa, tego błyskotliwego skrzydłowego z Bilbao, którego losy wydawały się być związane z Barceloną.
Czy Real Madryt przejął faworyta transferowego po fiasku z Barceloną?
Historia Nico Williamsa to gotowy scenariusz na telenowelę transferową. Jeszcze niedawno, po emocjonującym lecie, wydawało się, że przenosiny do Barcelony są nieuniknione. Williams, chcąc uniknąć powtórki z problemów z limitem płac, który dotknął choćby Daniego Olmo, domagał się klarownych gwarancji. Jak donoszą źródła, „nie był usatysfakcjonowany odpowiedzią Barcy”
. Ta niepewność i biurokratyczne potyczki na Camp Nou otworzyły drzwi dla innych gigantów.
W rezultacie, aby zapewnić sobie spokój, Williams związał się z Athletic Bilbao oszałamiającym dziesięcioletnim kontraktem, ważnym aż do lata 2035 roku. Tak, dobrze czytacie – dekada! Jednak, jak to często bywa w La Liga, nawet tak "solidny" kontrakt zawiera klauzulę wykupu. O ile latem mówiło się o kwocie rzędu 49 milionów funtów, o tyle teraz, po aneksie, ta bariera wynosi ponoć 100 milionów euro (około 87,6 miliona funtów). To suma, która dla potentatów europejskiego futbolu nie powinna stanowić przeszkody nie do przejścia.
I tu na scenę wkracza Real Madryt. Według najnowszych doniesień, szczególnie tych pochodzących od FootballTransfers, 23-letni skrzydłowy jest teraz „zdeterminowany”
, by latem przyszłego roku przenieść się na Santiago Bernabéu. To zaskakujący zwrot akcji, biorąc pod uwagę jego wcześniejsze aspiracje do dołączenia do Barcelony, napędzane między innymi obecnością Lamine'a Yamala.
Vinicius Junior i problem z zegarem – klucz do transferu na Bernabéu
Cały transferowy gambit Realu Madryt jest w dużej mierze uzależniony od sytuacji gracza, którego Nico Williams miałby potencjalnie zastąpić – Viniciusa Juniora. Brazylijczyk, pomimo swojego statusu supergwiazdy, do tej pory nie przedłużył umowy wygasającej latem 2027 roku. A przecież plotki na temat napięć z Xabim Alonso, obecnym szkoleniowcem, tylko podsyciły spekulacje o możliwym odejściu.
Jeśli Real Madryt i Vinicius nie osiągną porozumienia w sprawie nowej umowy, Królewscy będą musieli rozważyć jego sprzedaż w następnym letnim okienku – albo do Arabii Saudyjskiej, albo do innego europejskiego hegemona. Taki ruch nie tylko uwolniłby ogromne fundusze transferowe, ale także zrobiłby miejsce w sztywnym budżecie płacowym klubu. A Williams w tym scenariuszu jawi się jako idealny, młody i niesamowicie utalentowany następca.
Obecnie Williams zmaga się z problemami zdrowotnymi, a dokładniej z kontuzją pachwiny, co przełożyło się na skromny dorobek bramkowy – zaledwie trzy gole i trzy asysty w 17 meczach we wszystkich rozgrywkach dla Athleticu. Dla tak utalentowanego gracza to sygnał, że potrzebuje większej sceny, aby w pełni rozkwitnąć. Jego determinacja, by trafić do stolicy Hiszpanii, sugeruje, że widzi w Madrycie ścieżkę kariery, której nie zaoferowała mu Barcelona.
Premier League wciąż w grze? Arsenal i Liverpool muszą się pospieszyć
Nie tylko Real Madryt depcze po piętach Williamsowi. W lecie jego nazwisko było na ustach gigantów, w tym Bayernu Monachium oraz potęg Premier League – Arsenalu i Liverpoolu. Oba kluby, choć teraz mogą wydawać się nieco z tyłu, w 2026 roku mogą intensywnie szukać wzmocnień na pozycję skrzydłowego.
Spójrzmy na Anfield. Przyszłość Mohameda Salaha, mimo trzydziestu trzech lat, wciąż jest tematem gorących dyskusji po jego niedawnych tarciach z klubem. Nawet jeśli relacje zostaną załagodzone, Liverpool musi planować przyszłość bez Egipcjanina. Choć media spekulują, że „Liverpool jest podobno na czele kolejki”
po Antoine’a Semenyo z Bournemouth w styczniu, co mogłoby ich chwilowo uspokoić, to długoterminowy cel, jakim jest Williams, pozostaje niezmienny.
Natomiast Mikel Arteta i Arsenal mają inną łamigłówkę. Gabriel Jesus, Gabriel Martinelli i Leandro Trossard mogą nie wszyscy utrzymać swoje miejsca w składzie w perspektywie sezonu 2026/27. Arteta jest wielkim fanem Williamsa. Czy jednak Kanonierzy będą w stanie konkurować finansowo z Realem Madryt, jeśli ten zwolni miejsce po Viniciusie? Póki co wydaje się, że Anglicy są krok za Królewskimi w tym wyścigu, o ile oczywiście Bellingham i spółka nie zdecydują się na odejście i nie stworzą realnej luki, którą trzeba będzie wypełnić. Obecnie, to Madryt wydaje się mieć przewagę psychologiczną i – co ważniejsze – determinację gracza.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.