Argentyna gotowa na więcej triumfów na mistrzostwach świata, ale uważać musi na historyczne Wyspy Zielonego Przylądka
Mistrzowie świata znowu na fali? Argentyna maszeruje po kolejny triumf, a ich trasa po drabince Pucharu Świata wygląda zaskakująco obiecująco. Czy kadra Lionela Scaloniego ma już wszystko poukładane pod kątem obrony tytułu, czy czai się gdzieś pułapka, na którą nikt nie chce zwracać uwagi?
Czy Argentyna zbuduje dominację na miarę kolejnego mistrzostwa?
Pod skrzydłami Lionela Scaloniego, Argentyna prezentuje się jak maszyna, wykuta pod kątem osiągania maksymalnych wyników na najważniejszej scenie. To oni, obok Meksyku i Francji, byli jedną z zaledwie trzech ekip, które opuściły fazę grupową z kompletem zwycięstw, co samo w sobie jest już solidnym argumentem. Osiem strzelonych goli przy zaledwie jednym straconym – to statystyki, które budzą respekt i sprawiają, że dyskusje o tym, czy „Albiceleste” mogą zostać trzecim narodem w historii, który obroni trofeum, stają się czymś więcej niż tylko mrzonkami.
Cały ten spektakl napędza, a jakże by inaczej, Lionel Messi. Gwiazdor Interu Miami strzelił sześć z tych ośmiu bramek i wygląda na głodniejszego sukcesów niż kiedykolwiek. Wręcz kuriozalne jest to, że Złoty But Mistrzostw Świata wciąż go omija, ale jeśli utrzyma tę skuteczność, to ów pech może się wkrótce odwrócić. Messi ustanowił już rekord, strzelając w siedmiu kolejnych meczach turnieju po swoim golu z rzutu wolnego przeciwko Jordanii. To nie jest już tylko turniej dla niego; to misja, by udowodnić, że jego era w futbolu nie ma końca.
Co ciekawe, droga do półfinału dla Argentyńczyków maluje się na różowo. Zwycięstwo nad Wyspami Zielonego Przylądka ustawia ich w osiemnastce przeciwko zwycięzcy pary Australia – Egipt. Następnie, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z oczekiwaniami, w drodze do trzeciego półfinału na ostatnich czterech turniejach stanie im na drodze Kolumbia. Prawdziwi giganci – Francja i Hiszpania – są po drugiej stronie drabinki. To oznacza, że Argentyna nie spotka ich wcześniej niż w meczu finałowym. Czy to wystarczająca zachęta dla Messiego i spółki, by przejść przez swoją część drabinki bez większych zawirowań? Wygląda na to, że tak.
Sensacja z Atlantyku, czyli niespodziewana siła Wysp Zielonego Przylądka
Zanim jednak skupimy się wyłącznie na kandydatach do medali, musimy oddać hoł największej sensacji tych Mistrzostw: Wyspom Zielonego Przylądka. Ten niewielki kraj wyspiarski, położony u wybrzeży Afryki, już zapisał się w historii jako najmniejszy naród, jaki kiedykolwiek zdołał awansować do fazy pucharowej mundialu. To jest dopiero wyczyn!
Kultową postacią tych finałów stał się bez wątpienia bramkarz Vozinha. Po jego heroicznych interwencjach w meczu z Hiszpanią, jego licznik obserwujących na Instagramie wystrzelił z 31 tysięcy do niemal 17 milionów. Procentowy wzrost popularności przebił nawet Messiego i Cristiano Ronaldo w trakcie tego turnieju. Owszem, to zabawny dodatek, ale za popularnością stoi twarda gra.
Pomimo, że defensywa Wysp Zielonego Przylądka przepuściła tylko dwie bramki w trzech meczach grupowych, pokazali niesamowitą wolę walki. Podopieczni Bubbisty nie mają absolutnie nic do stracenia, co czyni ich niezwykle niebezpiecznym rywalem, którego trudno będzie rozpracować. Argentyna musi unikać pułapki nadmiernej pewności siebie, bo taka mentalność na tym etapie bywa zabójcza.
Kadrowy bilans: Kto ma problemy, a kto odpoczywa?
Jeśli chodzi o kwestie kadrowe, sytuacja po stronie Argentyńczyków wygląda bardzo komfortowo. Lionel Scaloni nie musi martwić się o świeże kontuzje przed starciem z niespodziewanym rywalem. Warto odnotować, że Messi ostatni mecz grupowy rozpoczął na ławce rezerwowych, by oszczędzać siły, ale i tak zaliczył późne wejście, pieczętując swój szósty gol na turnieju. Klasa sama w sobie.
W ekipie Wysp Zielonego Przylądka jest już gorzej. Trener Bubbista musi sobie radzić bez Telmo Arcanjo, który opuści starcie z urazem ścięgna podkolanowego. Poza tym jednak, nie zgłasza on większych problemów medycznych. Zestawiając te składy, widać dysproporcję siły i doświadczenia, aczkolwiek futbol lubi zaskakiwać.
Przewidywania: Czy „La Albiceleste” zatrzyma się na MNP?
Argentyna rozegrała do tej pory futbol na najwyższym poziomie, sprawiając wrażenie, że mecze z Algierią, Austrią i Jordanią były dla nich jedynie lekką rozgrzewką. Jednak Wyspy Zielonego Przylądka wchodzą w fazę pucharową na absolutnym "crest of a wave". Ta pozytywna energia może dać im potężny zastrzyk motywacyjny przed starciem z mistrzami świata.
Co ciekawe, prezydent kraju José Maria Neves wierzy w sensację i to bez ogródek. Prezydent, cytowany przez BBC, stwierdził kategorycznie: „Myślę, że Wyspy Zielonego Przylądka mogą pokonać Argentynę 1-0”. To jest właśnie ten duch walki, który sprawia, że MŚ są tak ekscytujące.
Niestety dla entuzjastów niespodzianek, ta bajka najprawdopodobniej dobiegnie końca na stadionie w Miami. Obrońcy tytułu powinni wygrać to starcie bez większych problemów, choć lekceważenie fenomenalnie grających debiutantów byłoby największym błędem Scaloniego.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.