Czy Ayase Ueda odczaruje klątwę japońskich napastników na mistrzostwach świata?
Japonia od lat budzi podziw, ale regularnie rozbija się o tę samą ścianę na mundialach. Czy to przekleństwo w końcu zostanie złamane, a "Niebiescy Samuraje" odpalą upragnioną fazę ćwierćfinałową?
Koniec z heartbreakami: Dlaczego Japonia zawsze zawodziła w kluczowych momentach?
Historia występów Japonii na Mistrzostwach Świata to pasmo niesamowitych talentów i równie spektakularnych rozczarowań, gdy przychodziło co do czego. Czy to w 2002 roku na własnym terenie, gdzie Turcja brutalnie przerwała sny (porażka 1-0), czy osiem lat później, gdy rzuty karne ze strony Paragwaju zamknęły drogę do historycznego ćwierćfinału. Pamiętamy też Rosję 2018, kiedy to "Niebiescy Samuraje" dramatycznie odwrócili losy meczu, prowadząc 2-0 z Belgią, tylko po to, by ostatecznie przegrać 3-2. Ostatnie mundialowe starcie w Katarze zakończyło się kolejnym dramatem po serii jedenastek. Przez te wszystkie lata Japonia miała w swoich szeregach graczy pokroju Hidetoshiego Nakaty, Shunsuke Nakamury czy Keisuke Hondy – wirtuozów środka pola, techników absolutnych. Czego im brakowało? Prostej, brutalnej skuteczności w samym sercu ataku. Kogoś, kto potrafi wygrać mecz sam, kogoś, kto mógłby powalczyć o Złotego Buta, gdyby nie fenomen światowych supergwiazd.
Ayase Ueda: Czy to jest ten brakujący element układanki?
W Ayase Uedzie, Japończycy mogą mieć wreszcie ten ostatni element układanki, który pozwoli im przełamać klątwę. Ueda, choć późno dotarł na europejskie salony – bo dopiero w 2022 roku – udowadnia, że jego talent nie zna granic. W 2023 roku przeniósł się do Eredivisie, do Feyenoordu za sumę około 7,5 miliona funtów. Patrząc wstecz, to transfer okazał się być prawdziwą okazją. Sezon 2025/2026 był dla niego wyśmienity; zanotował 26 goli w 40 meczach dla holenderskiego klubu, demonstrując zabójczą skuteczność w ostatnim tercji boiska. Jednak to nie statystyki klubowe, lecz występ przeciwko Brazylii w meczu towarzyskim, dały kibicom i analitykom sygnał, że może być kluczowy dla reprezentacji. Ueda strzelił gola na wagę zwycięstwa 3-2, notując historyczną, pierwszą wygraną Japonii z Brazylią. Po tym meczu 27-latek jasno postawił cel: „Wygrywanie Mistrzostw Świata to mój cel, tak jak dla całego naszego zespołu. Nie mogę tego obiecać, ale wszyscy się rozwijamy z tym jako celem i myślę, że jesteśmy w sytuacji, w której możemy o tym marzyć.”
Od blokady pucharowej do szaleństwa: Formy i liczby Uedy na mundialu
Zanim jednak Japonia zacznie planować bankiety po finale, musi uporać się z "duchami" poprzednich edycji i przejść pierwszą fazę pucharową. W Ameryce Północnej po dwóch meczach sytuacja wygląda obiecująco. Choć w pierwszym spotkaniu z Holandią padł remis 2-2, prawdziwe wejście smoka nastąpiło w meczu z Tunezją. To tam Ueda pokazał, dlaczego jest powodem do optymizmu. Ustrzelił dublet, otwierając swój dorobek bramkowy na mundialu. Jego pierwsza bramka – fantastyczne uderzenie z narożnika pola karnego, które posłało piłkę w dalszy róg, dając Japonii dwubramkowe prowadzenie – była majstersztykiem precyzji. Drugi gol to delikatna główka na mniej niż dziesięć minut przed końcem, pieczętująca komfortowe zwycięstwo 4-0. Statystyki z tego meczu to czysta poezja dla trenera: pięć strzałów ogółem, siedem kontaktów z piłką w polu karnym przeciwnika i fantastyczna skuteczność w powietrzu – wygrał 75% pojedynków powietrznych z Orłami Kartaginy.
To nie tylko bramki definiują jego wartość. W systemie Hajime Moriyasu, zazwyczaj 3-4-2-1, Ueda operuje jako jedyny wysunięty napastnik. Jego umiejętność idealnie wyważonych wbiegnięć w pole karne, połączona z inteligentnym ruchem wykreowania przestrzeni, udowadnia, jak skuteczny potrafi być w prowadzeniu linii ataku. W tej chwili Japonia czeka na ostatni mecz grupowy ze Szwecją. Jeden punkt wystarczy do zajęcia drugiego miejsca w grupie F za plecami Holandii, choć zwycięstwo i dobra różnica bramek mogą dać nawet pierwsze miejsce. Niezależnie od scenariusza, awans do szesnastki oznacza starcie z Marokiem lub, co byłoby elektryzującym rewanżem, kolejny mecz z Brazylią. Mając napastnika, który właśnie zapisał się w historii jako pierwszy Japończyk z dubletem na mundialu i który prezentuje się na boisku z taką pewnością siebie, "Niebiescy Samuraje" nie muszą się obawiać żadnego rywala. Moriyasu zorganizował zgrany zespół pełen talentu gotowego na historyczny skok.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.