Arsenal i drżące City: czy Kanonierzy przełamią klątwę Pucharu Ligi?

Napięcie w angielskiej piłce nożnej osiąga punkt kulminacyjny, choć na różnych biegunach euforii i frustracji. Podczas gdy jedni świętują awans i dominację, drudzy mierzą się z zaskakującym kryzysem formy.

Arsenal na fali wznoszącej, Manchester City w zadyszce – czy to już zmiana warty?

Podczas gdy europejskie puchary przyniosły tej kolejce gorzką lekcję dla sporej części angielskich potentatów, Arsenal wyszedł z tej batalii absolutnie nietknięty. Zwycięstwo 2:0 nad Bayerem Leverkusen nie tylko przypieczętowało ich awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, ale także zwieńczyło satysfakcjonujący okres dla podopiecznych Mikela Artety. W Premier League londyńczycy umocnili swoją pozycję lidera, powiększając przewagę do dziewięciu punktów – choć oczywiście Manchester City ma zaległe spotkanie.

Tymczasem maszyna Guardioli, która zazwyczaj w tym okresie sezonu wkracza w tryb niepowstrzymanego zdobywania trofeów, zaliczyła wyraźny "wobble" (zachwianie). Porażka 2:1 u siebie z Realem Madryt oznacza pożegnanie się z Ligą Mistrzów z łącznym wynikiem 5:1. Co bardziej niepokojące dla kibiców The Citizens, od początku marca wygrali zaledwie jeden z pięciu meczów. Ten niespotykany spadek tempa budzi pytania: czy to chwilowy przestój, czy może sygnał, że obrońcy tytułu zostali dogonieni?

Czy sześć meczów bez porażki z City to nowy rozdział dla Kanonierów?

Statystyki bezpośrednich starć to często psychologiczna broń, zwłaszcza w meczach o wysoką stawkę. W tym aspekcie Arsenal ma powody do optymizmu: pozostają niepokonani w sześciu ostatnich spotkaniach przeciwko Manchesterowi City we wszystkich rozgrywkach, licząc od startu sezonu 2023/24. Ich ostatnie ligowe starcie na Etihad zakończyło się remisem 1:1.

Jednakże, gdy spojrzymy na historię Pucharu Ligi (Carabao Cup), optymizm Kanonierów musi zostać złagodzony przez bolesne doświadczenia. Choć zdobyli to trofeum dwukrotnie (1987, 1993), aż sześć razy zaznali goryczy porażki w finale: w 1968 z Leeds United, 1969 ze Swindon Town, 1988 z Luton Town, 2007 z Chelsea, 2011 z Birmingham City, a co najbardziej dotkliwe, w 2018 roku ulegli właśnie Manchesterowi City.

City, z drugiej strony, to prawdziwi specjaliści od tego pucharu. Lwy wygrywali go osiem razy (m.in. 2014, 2016, 2018, 2019, 2020, 2021) i tylko raz przegrali finał – i to dawno temu, w 1974 roku z Wolverhampton Wanderers. Ta pucharowa mentalność "niebieskich" bywa twardym orzechem do zgryzienia.

Declan Rice: ten jeden gracz, który może przechylić szalę na korzyść Arsenalu

W kontekście poszukiwania kluczowego czynnika, który może dać Arsenalowi upragnione trofeum, trudno nie wskazać Declana Rice’a. Dla Anglika może to być szansa na pierwszy znaczący puchar od triumfu West Hamu w Lidze Konferencji Europy w 2023 roku. Jego konsekwentnie znakomita forma w tym sezonie jest prawdopodobnie fundamentem, na którym opiera się cała przewaga Arsenalu w lidze. Rice stał się wręcz sine qua non tego zespołu.

Tymczasem Erling Haaland, choć wciąż król strzelców ligi (22 bramki we wszystkich rozgrywkach), nie emanuje już taką aurą "cheat code'u" jak w poprzednich latach. Co więcej, jego ostatnie statystyki są zaskakujące. Bramka zdobyta w środku tygodnia przeciwko Realowi była jego pierwszym trafieniem od pięciu spotkań, a łącznie strzelił tylko pięć goli w 2024 roku we wszystkich rozgrywkach. To nie jest poziom, na którym przywykliśmy widzieć norweskiego maszynę.

Kadrowe rewolucje: Arsenal walczy z kontuzjami, City stabilniej na papierze

W kluczowym momencie sezonu dyspozycja kadrowa może okazać się decydująca, a tutaj Arsenal mierzy się z pewnymi problemami przy końcowym testowaniu składu. Mikel Merino jest kontuzjowany do końca sezonu, a status Eberechiego Eze, Martina Ødegaarda i Jurriena Timbera jest niepewny. Eze zszedł z boiska z urazem w meczu z Bayerem i prawdopodobnie przejdzie testy, podobnie jak Ødegaard (który nie grał od derbów północnego Londynu) i Timber, który doznał kontuzji kostki wykluczającej go z ostatniego spotkania LM.

Manchester City, choć również ma swoje straty — Joško Gvardiol wypada z gry do końca sezonu, a Marc Guéhi jest wykluczony z gry z powodu "pucharu", ponieważ grał już w tej edycji dla Crystal Palace — wydaje się być w lepszej sytuacji, jeśli chodzi o gotowość podstawowych graczy na kluczowy bój.

Czy doświadczenie City przetrwa siłę mentalną Kanonierów?

Jeśli Arsenal myśli o skompletowaniu domowego potrójnego (lub nawet poczwórnego, jeśli liczyć Superpuchar) sukcesu, to właśnie ten dzień musi być początkiem marszu po trofeum. Na szczęście dla nich, ich stan psychiczny jest idealny – odskoczyli w lidze i mają zapewnione miejsce w Lidze Mistrzów. To nie jest ten sam Arsenal, który borykał się z presją rok temu. Nawet jeśli historia rywalizacji w tym pucharze nie sprzyja, obecna drużyna to zupełnie inna bestia.

Z drugiej strony, Manchester City zaliczył straty punktów tam, gdzie nie powinno ich tracić – tracąc cztery z potencjalnie łatwych meczów przeciwko Nottingham Forest i West Hamowi w lidze, oraz odpadając z Ligą Mistrzów z pewną dozą komfortu ze strony Realu. Coś po prostu nie zazębiło się na Etihad w sposób, do którego przywykliśmy. Oczywiście, ich pucharowa historia jest imponująca, chociaż ostatni raz dotarli do finału Carabao Cup pięć lat temu. W pojedynkach pucharowych, gdzie forma danego dnia ma kluczowe znaczenie, doświadczenie City może zadziałać jako kontrapunkt dla czystej jakościowo siły składu Arsenalu.

Tym razem jednak, zdrowy rozsądek i obecna forma wskazują na Arsenal. Są po prostu lepszą drużyną w tym momencie, wykazując znacznie lepszą dyspozycję niż ich rywale. Typuję 2:1 dla Kanonierów – ten wynik ma w sobie pewną obietnicę.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.