Magazyn piłkarski NewsyHavertz w doliczonym czasie gry pieczętuje awans Arsenalu do finału pucharu ligi.

Havertz w doliczonym czasie gry pieczętuje awans Arsenalu do finału pucharu ligi.

Jarosław Kowalski

Arsenal znów to zrobił! Kanonierzy, po iście twardym boju, wyeliminowali Chelsea z Pucharu Ligi Angielskiej, zapewniając sobie bilety na Wembley. Choć rewanż na Emirates Stadium zakończył się minimalnym zwycięstwem 1:0, to dwumeczowy rezultat 4:2 cementuje dominację Arsenalu w tym starciu. Czy to był spektakl futbolu, czy raczej nudna szarpanina, którą rozstrzygnął gol w doliczonym czasie? Zapraszamy do analizy tego, jak Mikel Arteta doprowadził swoją armię do finału.

Havertz w doliczonym czasie gry pieczętuje awans Arsenalu do finału pucharu ligi.

Twarda przeprawa: Mecz na nerwy, a nie na gole

Choć pierwszy mecz na Stamford Bridge sugerował, że Arsenal ma przewagę, rewanż wcale nie zapowiadał łatwego wieczoru. Pierwsza połowa tego spotkania, drodzy fani, to była prawdziwa szkoła defensywnego futbolu – i to po obu stronach barykady! Statystyki doskonale obrazują ten impas: Arsenal notował zaledwie 0,18 oczekiwanych goli (xG), a Chelsea niewiele lepiej, bo 0,16 xG. Mecz do przerwy był golami równy, ale intensywnością bardziej przypominał partię szachów niż otwartą wojnę na boisku. Obie drużyny grały ostrożnie, niemalże szanując się nawzajem, co z pewnością nie podgrzało atmosfery wśród kibiców na trybunach.

Z perspektywy taktycznej, Chelsea pod wodzą trenera, którego źródła określają jako Liama Roseniora, początkowo postawiła na solidną trójkę w obronie z Cucurellą i Gusto na wahadłach. Ten system faktycznie zamurował Arsenal na blisko godzinę gry. „System [ten] zdecydowanie sprawdził się dla The Blues w pierwszej godzinie, odmawiając Arsenalowi jakichkolwiek realnych szans” – oceniła to źródło. Jednak sam defensywny mur to za mało, gdy musisz nadrobić straty z pierwszego meczu!

Kiedy kurtyna opada: Havertz rozbija obronę w doliczonym czasie

W miarę upływu czasu, ten defensywny bezruch musiał zostać przełamany. Wprowadzenie Estevao przez menadżera Chelsea w 60. minucie, kosztem jednego ze stoperów, miało odwrócić losy dwumeczu. Zmiany przyniosły efekt w postaci większego naporu The Blues, ale co z tego, skoro defensywa Kanonierów to beton? Arsenal od dawna uchodzi za jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą, formację obronną na świecie. Ograniczyli oni Chelsea do skrajnie małej liczby dogodnych okazji.

Prawdziwa dramaturgia przyszła w samych końcowych sekundach. Gdy Chelsea, zdesperowana, rzuciła wszystkie siły do ataku, by znaleźć choć jednego gola, by marzyć o awansie, Arsenal skontrował. To była ilustracja piłkarskiej brutalności: wykorzystanie luki w rozpaczliwym pędzie przeciwnika. Kai Havertz, człowiek, który wielokrotnie bywał w centrum uwagi (i krytyki), okazał się bohaterem tej nocy.

Cytując gorące relacje: „Havertz wygrał to dla Arsenalu, a Kanonierzy jadą na Wembley! Chelsea została zaskoczona jeden na trzech w kontrataku, a Declan Rice posłał piłkę do Havertza, który był sam na sam z bramkarzem. Havertz wbiegł w pole karne, wykazał się wielkim opanowaniem, minął bramkarza i spokojnie umieścił piłkę w pustej siatce.” Jest to idealny obraz tego, jak różnica klas w kluczowym momencie zadecydowała o losach półfinału.

Czy Rosenior powinien ponieść koszty tej taktycznej bierności?

Mamy bohatera (Havertza) i mamy ofiary. Z pewnością Rosenior ma powody do głębokiej frustracji. Fakt, że Chelsea kompletnie nie wykazała się ofensywnym zacięciem, jest zastanawiający. Owszem, Arsenal jest świetny w defensywie, ale gdzie był przysłowiowy „plan B”? Było jasne, że trzeba zaryzykować, a jednak przez większość meczu The Blues grali zachowawczo.

Warto zauważyć, że ofensywna niemoc Chelsea była widoczna już od początku. Statystyki z pierwszej połowy pokazują, że Viktor Gyökeres, ich potencjalna gwiazda, był praktycznie niewidoczny: „3 kontakty z piłką, 2 kontakty w polu karnym rywala, 1 strzał, 1 odzyskana piłka, 0 podań” – to diagnoza, która nie napawa optymizmem. Gdy masz takie braki w kluczowym momencie, bywasz karany.

Mimo że Arsenal wygrał 1:0 w rewanżu, to Gabriel został wybrany graczem meczu, co doskonale oddaje charakter tego spotkania. Silny obrońca wygrał osiem pojedynków, zanotował dwa odbiory, cztery wybicia i pięć odzyskań piłki. To on był fundamentem, na którym Kanonierzy zbudowali swój awans. Statystyki pokazują, że Chelsea miała przewagę w posiadaniu (56% do 44%) oraz w strzałach (14 do 5), ale jak widać, statystyki nie zawsze przekładają się na wynik na tablicy. Chelsea przegrała oba mecze półfinałowe EFL Cup – po raz pierwszy od sezonu 1990/91, kiedy to odpadła z Sheffield Wednesday.

Teraz Arsenal czeka starcie z Sunderlandem w Premier League, a Chelsea musi szybko odnaleźć się w rzeczywistości ligowej, mierząc się z Wolverhampton Wanderers.

0 / 5. Ocen: 0

Podobne artykuły

Leave a Comment