Arsenal ma wątpliwości co do ceny Gordona.

Emocje na rynku transferowym w Londynie znowu sięgają zenitu. Choć lato dopiero nabiera rumieńców, już teraz wiadomo, że jeden z najgorętszych towarów na rynku – Anthony Gordon z Newcastle United – rozpala wyobraźnię gigantów.

Pieniądze nie grają: Czy kosmos za Gordona odstraszy Kanonierów?

Transferowe sagii, zwłaszcza te dotyczące topowych angielskich talentów, rzadko bywają tanie. Anthony Gordon, dynamiczny Anglik z Tyneside, udowodnił, że jest zawodnikiem o niezwykłym potencjale, co oczywiście przełożyło się na jego wycenę. Pomimo obowiązującego kontraktu aż do 2030 roku, spekulacje na temat jego przyszłości narastają; sam zawodnik rzekomo „jest otwarty na nowe wyzwania”. Newcastle United, mając świadomość, że spora sprzedaż może sfinansować gruntowną przebudowę składu, na pewno nie zamierza rozdawać kart.

I tu pojawia się problem dla Mikela Artety, który wyraźnie szuka opcji wzmocnienia lewej flanki. Jak donoszą media, Arsenal od dłuższego czasu obserwuje Gordona, ale źródła wskazują na „poważne wątpliwości” dotyczące zdolności finansowych klubu do przeprowadzenia tej operacji. Mówimy tu o potencjalnej kwocie, która może okazać się „zaporowa” ('prohibitive'). To klasyczny dylemat nowoczesnego futbolu: czy warto inwestować ogromny kapitał w gracza, którego model biznesowy zakłada wyższą wartość rezydualną u kogoś innego? Dla Arsenalu, jeśli już mają się wykosztować na lewoskrzydłowego, prawdopodobnie preferowany byłby cel oferujący lepszy zwrot z inwestycji w dłuższej perspektywie.

Bayern i Chelsea też depczą po piętach: Luksusowy wyścig po gwiazdę

Nie tylko Arsenal widzi w Gordonie przyszłą gwiazdę. W tle tej potencjalnej batalii transferowej czają się prawdziwi giganci. Do gry mocno weszli Bawarczycy. Bayern Monachium, z sukcesami budujący swoją siłę ofensywną na talentach wyciągniętych z Premier League – Michael Olise, Luis Diaz, a przecież jest jeszcze Harry Kane – zdecydowanie rozgląda się za uzupełnieniem swojej formacji. Gordon idealnie wpisuje się w ten profil.

Co więcej, do tego wyścigu dołącza także Chelsea. A konkurencja z lokalnym rywalem, do tego z zasobami finansowymi często nieograniczonymi, nigdy nie ułatwia transferów. To stawia Arsenal w nieco niezręcznej pozycji negocjacyjnej, jeśli jakimś cudem zdecydują się podjąć finansowe ryzyko. Dla Goonerów, którzy z uwagą śledzą ruchy na rynku, perspektywa, że ich wymarzony cel ląduje w Monachium lub na Stamford Bridge, jest wyjątkowo nerwowa.

Dlaczego w ogóle Arsenal rozpaczliwie szuka skrzydłowego?

To pytanie kluczowe, bo przecież Arsenal nie wyszedł z ostatniego sezonu z pustymi rękami w ofensywie. Sprowadzeni zostali Noni Madueke i Eberechi Eze. Problem polega na tym, że architektura składu wymaga precyzji. Madueke operuje naturalniej na prawym skrzydle, a Eze jest bardziej ceniony jako numer dziesięć lub ofensywny pomocnik.

Obecnie opcje na lewej flance to Leandro Trossard i Gabriel Martinelli. Choć obaj są solidni, żaden z nich nie daje Artetcie tej pewności i dominacji, jaką Bukayo Saka wypracował sobie na prawej stronie. Arteta ewidentnie dąży do symetrii – chce zawodnika, który na stałe zdominuje lewe wahadło, zapewniając taką samą, niepodważalną jakość przy rozegraniu i wykończeniu akcji. Gordon, ze swoją szybkością i przebojowością, wydaje się być kandydatem idealnym. Ale jak to zwykle bywa w futbolu, marzenia szybko weryfikuje bilans księgowy. Jeśli opłata za transfer będzie zbyt wysoka, Mikel Arteta będzie musiał skierować wzrok na tańsze alternatywy lub postawić na rozwój wewnętrzny, co w kontekście walki z City i Liverpoolem jest zawsze pewnym ryzykiem.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.