Arsenal o krok od mistrzostwa po nerwowym zwycięstwie nad West Hamem.

Arsenal prowadził w Premier League przez większą część sezonu 2025/26, a po trzech kolejnych wicemistrzostwach, puchar może wreszcie powędrować na Emirates Stadium, kończąc 22-letnie oczekiwanie.

Czy West Ham dał nam kluczowy prezent, czy to po prostu chwila geniuszu?

Mikel Arteta i jego zespół dokonali w niedzielę popołudniu czegoś, co dla wielu wydawało się już niemożliwe do osiągnięcia w tym konkretnym dniu – wywieźli trzy punkty ze stadionu Młotów. Spotkanie z West Hamem United, drużyną desperacko walczącą o utrzymanie, było pułapką, z której Arsenal wyszedł obronną ręką. Niewielu spodziewało się łatwego meczu, zwłaszcza biorąc pod uwagę historyczną niezdolność Kanonierów do radzenia sobie pod presją w kluczowych momentach sezonu.

Gdyby nie fenomenalna obrona Davida Raya, który zatrzymał strzał Matheusa Fernandesa z bliska, sytuacja mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Ostatecznie, Bohaterem okazał się Leandro Trossard. Zwróćmy uwagę, że Trossard, postać znana z wchodzenia w decydujące momenty, wykorzystał dogranie Martina Odegaarda, którego wejście z ławki również było godne pochwały. To była ta iskra, której potrzebowali, by przełamać impas.

Jednak cieniem na zwycięstwie położyła się kuriozalna sytuacja w doliczonym czasie gry. Strzał Calluma Wilsona, który mógł dać West Hamowi upragniony punkt, został anulowany przez VAR z powodu rzekomego faulu na Raya. Jak donoszą eksperci, decyzja była wysoce kontrowersyjna, co zresztą wywołało burzę wśród sędziów i publicystów sportowych. Ale niezależnie od emocji, punkty zostały dopisane, a Arsenal ma teraz przewagę. To jest „brzydkie” zwycięstwo, które w kontekście tytułu bywa najcenniejsze.

Manchester City musi wygrać wszystko, a Arsenalowi wystarczy niemalże nic

W marcu i na początku kwietnia uwaga skupiała się na starciu gigantów 19 kwietnia na Etihad, gdzie Manchester City Pepa Guardioli podejmował Arsenal. Zwycięstwo gospodarzy 2:1, przypieczętowane fantastycznym występem Rayana Cherkiego, wydawało się posłać Kanonierów na kolana. W tamtym momencie wydawało się, że City przejmie kontrolę i już nie puści.

Jednak futbol, jak to ma w zwyczaju, szybko zweryfikował te przewidywania. Porażka punktowa Obywateli, czyli remis 3:3 z Evertonem 4 maja, sprawiła, że losy tytułu nagle znów znalazły się w rękach podopiecznych Artety. To jest klasyczny „kolaps butelki”, który nie miał miejsca po stronie Kanonierów – tym razem to przeciwnicy pokazali ludzką twarz.

Obecnie, mając przed sobą tylko dwa mecze, Arsenal ma pięć punktów przewagi nad City, ale ich rywal ma jedno spotkanie rozegrane mniej. Aby City mogło marzyć o tytule, The Gunners muszą potknąć się co najmniej dwukrotnie, a Obywatele musieliby wygrać wszystkie swoje pozostałe ligowe starcia. Matematyka jest bezlitosna.

Analiza "run-in": Czy Arsenal ma łatwiejszą drogę do mety?

Przeanalizujmy remaining fixtures. Manchester City musi zmierzyć się z trudniejszym terminarzem. Już w środę podejmują u siebie Crystal Palace. Choć Orły nie mają już o co grać w lidze, są zdolne sprawić kłopoty. Sześć dni później czeka ich wycieczka na Vitality Stadium do Bournemouth. To może być najtrudniejszy mecz dla obu ekip. The Cherries, którzy tej jesieni stracili w lidze tylko jeden punkt, nie zamierzają rozdawać prezentów, skoro nadal walczą o europejskie puchary. Ostatni mecz City, zamykający kampanię 25 maja przeciwko Aston Villi, przypomina historyczne starcie z 2022 roku, kiedy to City zapewniło sobie tytuł kosztem Liverpoolu, wygrywając 3:2 z tą samą drużyną.

Natomiast Arsenal ma przed sobą, zdaniem wielu, łaskawszą drogę. Zaledwie dwa mecze. Najpierw, 18 maja, na Emirates Stadium podejmą zdegradowany już Burnley. Zwycięstwo wydaje się formalnością. Ostatni bój to starcie z Crystal Palace. I tu pojawia się potencjalny "as w rękawie" dla Kanonierów: Orły trzy dni później zagrają finał Ligi Konferencji Europy przeciwko Rayo Vallecano. Czy Oliver Glasner wystawi pełny skład przeciwko Arsenalowi, ryzykując kontuzje przed ważnym europejskim finałem? To jest kluczowa zmienna.

Wygląda na to, że najcięższy egzamin, starcie z West Hamem, został zaliczony. Z przewagą punktową i lżejszym grafikiem, trudno sobie wyobrazić, by Arsenal dał odebrać sobie to, co wydaje się być niemal przesądzone. Przygotujcie szaliki, bo tytuł po 22 latach przerwy może zagościć w Północnym Londynie.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.