Napięcie w Premier League rośnie, a Arsenal zwalnia tempo w kluczowym momencie sezonu, co zmusza kibiców do zadawania trudnych pytań. Czy seria bez zwycięstwa to tylko chwilowa zadyszka, czy może zwiastun szerszych problemów tuż przed decydującą fazą walki o tytuł? Wyjazd na Elland Road przeciwko niewygodnemu Leeds United będzie prawdziwym testem nerwów dla Kanonierów.

Czy Arsenal przeżywa kryzys u progu Ligi Mistrzów?
Spis treści
Trzy ligowe mecze bez zwycięstwa to dla drużyny aspirującej do mistrzostwa Premier League sygnał alarmowy, a nie chwila na oddech. Ostatnia porażka u siebie z Manchesterem United była pierwszą taką wpadką Emirates Stadium w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach. Choć Kanonierzy pospiesznie odbili sobie to w Lidze Mistrzów, skromne zwycięstwo 3:2 nad Kairat Almaty było wynikiem nieco bardziej „nerwowym” niż zakładano, co tylko podsyca spekulacje. Czy to oznacza, że po intensywnych miesiącach na szczycie, zespół Mikela Artety zaczął odczuwać trudy sezonu? Tytułowa wyścig zaciska się, a każda strata punktów jest teraz na wagę złota – i to nie tylko dla Arsenalu, ale i dla rywali depczących im po piętach.
Leeds United: Uparty remistrz, który nie chce spaść
Zupełnie inną narrację buduje ostatnia forma Leeds United. Zespół z Elland Road stał się prawdziwym „specjalistą od remisów” w ostatnich dwóch miesiącach. O ile stracili tylko jedno z ostatnich dziesięciu spotkań ligowych, aż sześć z nich zakończyło się podziałem punktów – w tym ostatni remis 1:1 z Evertonem. Ta nieprzewidywalność sprawia, że zbliżają się do bezpiecznej strefy nad strefą spadkową, mając nad nią sześć punktów przewagi, ale wciąż nie mogą spać spokojnie. Ich obecna postawa sugeruje, że choć nie są gigantem, potrafią solidnie postawić się każdemu, co czyni ten mecz szczególnie niebezpiecznym dla zaciągających hamulców Kanonierów.
Statystyczny koszmar dla gospodarzy: Czarny kot wisi nad Elland Road
Fani Leeds United powinni teraz odwrócić wzrok, ponieważ statystyki historyczne tego spotkania są dla nich absolutnie druzgocące. Oto brutalna prawda: Leeds nie pokonało Arsenalu w żadnych rozgrywkach od niemal 23 lat! Ostatnie zwycięstwo The Peacocks miało miejsce w maju 2003 roku. Od tego czasu Arsenal zdominował konfrontację, wygrywając 13 z ostatnich 15 starć, a dwa mecze zakończyły się remisami – ostatni w listopadzie 2020 roku. W zeszłym sezonie Kanonierzy pokonali Leeds 1:0 na Elland Road, a w obecnej edycji Premier League latem rozbili ich aż 5:0 na Emirates. Czy ta historyczna niemoc zostanie przełamana, czy też to po prostu kolejny testament dominacji Arsenalu na tym przeciwniku?
Pojedynek dwóch napastników z ogromnym rachunkiem do wyrównania
Ten mecz może łatwo stać się areną zmagań dla dwóch napastników, których kariery naznaczone są kontuzjami, a teraz mają coś do udowodnienia. Dominic Calvert-Lewin, chociaż zanotował dziewięć goli w 21 meczach, co jest imponującym wynikiem po erze urazów w Evertonie, przeżywa ostatnio spadek formy. Od trzech meczów ligowych bez bramki, ten weekend byłby idealnym momentem na powrót do skuteczności i przypomnienie o swoich aspiracjach do kadry na zbliżające się Mistrzostwa Świata.
Z drugiej strony, Kai Havertz właśnie otworzył swój sezon bramkowy w starciu z Kairatem Ałmaty, co jest ważnym impulsem po opuszczeniu pierwszej połowy sezonu z powodu kontuzji. Od końca grudnia jest do dyspozycji Mikela Artety, ale teraz nadszedł czas, by niemiecki reprezentant udowodnił, że jego powrót to realny atut w gonitwie o tytuł, a nie tylko uzupełnienie składu. Czy Havertz wykorzysta swoją szansę na Premier League, czy Calvert-Lewin stanie się katem spowalniającego Arsenalu?
Witamy z powrotem: Kto wzmocni składy na Elland Road?
Dobra wiadomość dla Arsenalu jest taka, że Mikel Arteta może liczyć na odzyskanie kluczowych graczy. Zarówno William Saliba, jak i Jurrien Timber, którzy odpoczywali w ostatnim meczu Ligi Mistrzów z powodu drobnych urazów, powinni wrócić do składu na starcie ligowe. Co więcej, zawieszeni w środku tygodnia Declan Rice i Mikel Merino wracają do dyspozycji. Głównym nieobecnym pozostaje 16-letni Max Dowman, który z urazem kostki ma być wyłączony z gry do połowy lutego. To powroty, które tchną nową energię w zespół przed finiszem kampanii.
Daniel Farke z Leeds również ma powody do optymizmu, choć nie ma stuprocentowej pewności. Gabriel Gudmundsson i Daniel James to potencjalni powracający po kontuzjach, co mogłoby wzmocnić oś na boisku. Z drugiej strony, Jaka Bijol z powodu urazu ścięgna podkolanowego będzie pauzował przez miesiąc, a jego miejsce prawdopodobnie nadal będzie zajmował Sebastiaan Bornauw. Wzmocnienia obu stron mogą zadecydować o dynamice tego trudnego starcia.
Leeds United: Idealny przeciwnik dla Arsenalu, by zakończyć fatalną passę?
Wielkie pytanie brzmi: czy ligowa porażka z Manchesterem United okaże się momentem zwrotnym, rzutującym na cały sezon, czy tylko statystyczną anomalią? Jeśli Arsenal nie wygra na Elland Road, ich przewaga na szczycie tabeli może zostać jeszcze bardziej skurczona, zwłaszcza że Manchester City i Aston Villa nie zamierzają odpuszczać. Leeds udowodniło jednak swoją nieustępliwość w ostatnich miesiącach. Są trudni do pokonania, wykazują pewien rodzaj stalowej determinacji, której brakowało im jesienią.
Mimo to, niemal dwudziestoletnia dominacja nad Leeds i imponujący bilans w fazie grupowej Ligi Mistrzów dają sporo argumentów za tym, że Arsenal powinien w końcu odnaleźć rytm zwycięstw. Niemniej, Leeds ma jeden cel: pewne utrzymanie, a o nie walczy się z podwójną furią. Choć trzy mecze bez wygranej w lidze to jeszcze nie kryzys, Arsenał musi się otrząsnąć. Mój instynkt podpowiada mi jednak, że ta batalia zakończy się wynikiem 1:1, a nerwy Kanonierów pozostaną napięte do momentu, aż ich rywale z północnego Londynu – Tottenham – zmierzą się z Manchesterem City dzień później.