Mecz, który idealnie ilustruje nieprzewidywalność Premier League! Lider tabeli, Arsenal, z trudem, ale ostatecznie zdołał „ukraść” trzy punkty drużynie Wolverhampton Wanderers, której sportowy pech osiągnął karykaturalne rozmiary w ostatnich minutach. To była bitwa Dawida z Goliatem, która potoczyła się wbrew wszelkim przewidywaniom, a bohaterem – lub antybohaterem – okazała się seria kuriozalnych samobójów.

Chaos na Emirates: Jak lider przeżył pogrzebiny z outsiderem
Starcie pierwszej drużyny ligi z ostatnią, teoretycznie powinno być spacerkiem dla Kanonierów. Nic bardziej mylnego. Podopieczni Mikela Artety rozpoczęli to spotkanie, jakby zapomnieli zabrać ze sobą polot i inwencję. Taktyka Wolves, polegająca na szczelnym zasypaniu własnej bramki wszystkim, co mają, przyniosła w pierwszej połowie szokujący rezultat: Arsenal nie potrafił oddać celnego strzału. Co więcej, najlepszą okazję miał Hancz Chan z Wolves, który stanął oko w oko z Davidem Rayą, ale hiszpański golkiper zachował czyste konto. Dyscyplina defensywna Roba Edwardsa przynosiła owoce, choć atmosfera na stadionie gęstniała z każdą minutą.
Druga połowa rozpoczęła się podobnie, by nagle los postanowił okrutnie zażartować z defensywy gości. W 70. minucie nadeszło trafienie, które było esencją ligowego absurdu. Dośrodkowanie Bukayo Saki po odbiciu się od słupka trafiło niefortunnie w plecy bramkarza Sama Johnstone’a, lądując w siatce. Samobój. Dla Wolves to był cios, po którym wielu by się nie podniosło, ale ta drużyna pokazała hart ducha.
So cruel on Wolves, so comforting for Arsenal!
Niesamowity zryw i jeszcze bardziej niewiarygodny upadek
Zespołowi z Wolverhampton należą się brawa za mentalność. Mimo bycia beniaminkiem ligi, który ledwo zipie na dnie tabeli, drużyna Edwardsa nie odpuściła ani na sekundę. Gdy wydawało się, że Arsenal kontroluje sytuację, nadeszła 90. minuta. Wtedy w polu karnym zameldował się Tolu Arokodare, który po prostopadłym podaniu zdołał strzelić głową, kompletnie myląc Raya, dając swojej drużynie upragniony remis. Bramka, która mogła być iskrą nadziei, wywołała euforię na trybunach gości.
UNBELIEVABLE! Tolu Arokodare grabs a late equaliser for Wolves ?
A teraz kluczowy moment. Piłka nożna, a zwłaszcza Premier League, karze za euforię w ułamku sekundy. Zaledwie trzy minuty po wyrównaniu, Arsenal ponowił atak. Bolaąca dla Wolves prawda jest taka, że Arsenal znów „zawdzięczał” prowadzenie rywalowi. Dośrodkowanie Saki, prawdopodobnie skierowane do Gabriela Jesusa, znalazło w polu karnym Yersona Mosquerę, który skierował piłkę do własnej bramki. Dwóch samobójów w końcówce! Chaos totalny, który dał Mikelowi Artecie bezcenne trzy punkty i powiększył przewagę nad rywalami do pięciu punktów. Piłkarze Wolves musieli opuszczać boisko kompletnie zdruzgotani, mimo godnej podziwu postawy przez 90 minut.
Bukayo Saka: Jedyny, który zrobił to, co do niego należało
Understatementem byłoby stwierdzenie, że Bukayo Saka miał udział w obu bramkach. On był motorem napędowym, który choć nie potrafił znaleźć drogi do siatki konwencjonalnie, z chirurgiczną precyzją stworzył sytuacje, które rywale wykończyli kompromitująco – dla siebie. Z pewnością zostanie zapamiętany jako architekt tego chaotycznego zwycięstwa. Co ciekawe, statystyki pokazują, jak fatalna była gra Arsenalu przez długi czas:
- Arsenal po raz pierwszy w tym sezonie nie oddał celnego strzału w pierwszej połowie meczu Premier League.
- Pierwszy strzał celny Kanonierzy zanotowali dopiero w 66. minucie! To najdłuższy czas oczekiwania na taki strzał u siebie od stycznia 2019 roku.
Saka okazał się kluczowy, wygrywając wszystkie dziesięć pojedynków, zarówno w powietrzu, jak i na murawie.
„Sometimes you need that bit of luck” – powiedział po meczu Saka, chyba nie do końca mogąc uwierzyć w szczęście swojego zespołu.
Na koniec, przyjrzymy się suchym faktom, które rysują obraz dominacji terytorialnej, ale braku skuteczności: Posiadanie piłki 70-30 dla Arsenalu, 16 strzałów do 3 dla gospodarzy. Mimo tych liczb, Wolves przegrali jednym dotknięciem nogi obrońcy. W Premier League liczą się punkty, a nie styl, co Kanonierzy udowodnili w najbardziej kuriozalny sposób. Dla Wolves walka o utrzymanie zapowiada się na pasmo ciągłych dramatów. Następne spotkanie to dla Arsenalu wyjazd do Evertonu, a Wolves wciąż czekają na pierwszą wygraną, którą będą próbowali zdobyć przeciwko Brentford.