Barcelona musi odrobić cztery gole straty przeciwko Atletico.
Wielki powrót Blaugrany na Camp Nou czy kolejna lekcja pokory od Diego Simeone? Rewanżowy mecz półfinałowy Pucharu Króla zapowiada się elektryzująco, zwłaszcza po koszmarnym pierwszym spotkaniu.
Misja niemożliwa: Jak zaatakować, by przechytrzyć fortecę Cholo?
Jeśli przepowiednia brazylijskiego analityka ma się sprawdzić, Hansi Flick musi zarządzić totalny szturm. Barcelona musi wyjść „wszystkimi armatami”, by utrzymać Atlético Madryt pod ciągłą presją i, co kluczowe, strzelić gola najpóźniej w pierwszej połowie. Zwycięzca tego dwumeczu będzie faworytem w finale Copa del Rey – bo przecież to Athletic Club i Real Sociedad mierzą się w drugiej parze – ale odrobienie czterobramkowej straty to gigantyczne wyzwanie dla klubu, którego strategicznym priorytetem pozostaje Liga Mistrzów i walka o tytuł LaLiga.
Nawet zakładając pełne zaangażowanie, dowody statystyczne nie przemawiają na korzyść gospodarzy. Jak zauważa Karl Matchett, od nowego roku kalendarzowego Barcelona zanotowała zaledwie sześć czystych kont w 15 meczach we wszystkich rozgrywkach, a cztery z nich miały miejsce przeciwko drużynom z dolnej części tabeli lub z niższych lig. Z kolei Atlético Madryt w tym sezonie ligowym ma na koncie więcej czystych kont i niższy wskaźnik oczekiwanych bramek (xG – 28,9 wobec 33,4 Barcelony), a do tego straciło trzy bramki mniej!
Atlético może nie bawić się w widowiskowe ataki jak Barca, ale ich ofensywna siła jest niezaprzeczalna. Mają trzeci najlepszy wskaźnik strzałów celnych na 90 minut w LaLiga i notują wyższą skuteczność wykończenia akcji niż sugeruje ich xG. Utrzymanie Los Rojiblancos na dystans, ledwie po tym, jak stracili cztery gole na wyjeździe, może przerosnąć możliwości obrony Barcy. To oznacza, że gospodarze będą potrzebowali co najmniej pięć trafień. W tym sezonie tylko zremisowali tak wysoko z Valencią, Olympiakosem (sześć goli) oraz Realem Betis i Athletikiem (pięć goli). To pokazuje, jak rzadko udaje im się osiągnąć taką strzelecką hiperbolę.
Stulecie Flicka i piętnastoletnia epopeja Simeone: Kto ma więcej do udowodnienia?
Ostatnie spotkanie było pasmem sukcesów dla Flicka, który zaliczył zwycięstwo w swoim setnym meczu na ławce trenerskiej. Ewidentnie prowadzi drużynę we właściwym kierunku, choć wciąż istnieją elementy kadrowe nadwyrężone lub zbyt osłabione, by realnie myśleć o triumfie w Europie.
Z drugiej strony, Diego Simeone jest już niemal synonimem Atlético – a przecież zaledwie kilka tygodni temu pojawiły się sensacyjne doniesienia sugerujące, że nowy dyrektor sportowy klubu chciałby się z nim rozstać. Taki scenariusz w środku sezonu wydaje się mało prawdopodobny, ale Simeone z pewnością pragnie dopisać do swojej kolekcji kolejny puchar. Warto pamiętać, że ostatni raz triumfował w Pucharze Króla trzynaście lat temu. To dla niego moment, by pokazać, że jego filozofia nadal ma moc.
Ostatnie mecze obu drużyn również rysują ciekawy obraz. Gospodarze zanotowali porażkę i dwa zwycięstwa od pierwszego meczu. Dla odmiany, Atlético zaliczyło porażkę, remis, a następnie trzy wygrane z rzędu. Momentum po ostatnim ciosie jest wyraźnie po stronie ekipy z Madrytu.
Klucz do odwrócenia losów meczu: Raphinha kontra mur obronny
Gdy trenerzy mówią o poświęceniu całego zespołu, to na barkach konkretnych zawodników spoczywa ciężar kreowania magii. W przypadku Barcelony, tym zawodnikiem musi być obecnie Raphinha. Brazylijczyk spisuje się znakomicie, plasując się wyżej niż 95% europejskich pomocników pod względem kreowania sytuacji, wyżej niż 98% pod względem bramek i wyżej niż 99% pod względem strzałów. Problem polega na tym, że w ostatnich czterech spotkaniach ligowych nie zanotował ani gola, ani asysty. W obliczu braku Lewandowskiego i kontuzjowanych partnerów, Raphinha musi odnaleźć skuteczność, której mu teraz brakuje. Jeśli on nie odpali, trudniej będzie o zdobycie tych pięciu czy sześciu bramek potrzebnych do awansu.
Skład Barcelony jest również mocno przetrzebiony kontuzjami i zawieszeniami. Eric García pauzuje z powodu kartki, a z gry wypadli Frenkie de Jong i Gavi. Największym ciosem jest jednak brak Roberta Lewandowskiego, który zmaga się ze złamaniem kości. Z kolei Atlético musi sobie radzić bez Pablo Barriosa i Johnny'ego Cardoso. Osłabienia obu stron sugerują, że na murawie zobaczymy miks rezerwowych i graczy z wymuszoną rolą liderów.
Ostateczna prognoza: Heroiczna potyczka, lecz poddanie się
Barcelona z pewnością spróbuje zagrać odważnie, chcąc zmazać upokorzenie z pierwszego meczu. Będą naciskać, strzelać, dryblować i próbować rozmontować ten doskonale zorganizowany „autobus”, który ustawi Simeone. Jednakże, Atlético jest po prostu zbyt frustrujące, by grać przeciwko niemu, kiedy ma tak komfortową zaliczkę. Nawet jeśli gospodarze zdobędą awans w sercach kibiców, to na tablicy wyników zobaczymy prawdopodobnie jedynie symboliczny triumf. Przewiduję wynik: Barcelona 3-1 Atlético Madryt. Duma zostanie częściowo odbudowana, ale puchar przejdzie koło nosa.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.