Barcelona musi załatać dziury w obronie, by realnie myśleć o tytule.

Nadchodzące starcie Barcelony z Levante wydaje się być formalnością na papierze, ale ostatnie potknięcia Blaugrany zmuszają do głębszej analizy – czy defensywa Xaviego (a wkrótce Flicka) jest już w pełni ukształtowana?

Fatalne luki w defensywie: Czy Barça jest zbyt naiwna w obronie?

Choć wizja trenera Flicka prawdopodobnie zakłada absolutną dominację i zdobywanie punktów strzelaniem większej liczby goli niż rywal jest w stanie strzelić, to dwa ostatnie mecze brutalnie obnażyły palący problem. Barcelona straciła sześć bramek w tych spotkaniach, a skumulowany wskaźnik oczekiwanych bramek straconych (xG allowed) wynoszący 5.23 świadczy o tym, że te straty nie były dziełem przypadku czy pecha. Statystyki mówią jasno: system jest dziurawy. Portal FotMob donosi, że w tych meczach drużyna pozwoliła rywalom na stworzenie aż dziewięciu 'dużych szans' (big chances) – co jest zatrważającą liczbą. Co ciekawe, to nie mocniejsze Atlético Madryt (w pucharowej klęsce 4-0) było najbardziej groźne, ale skromne Girona, które wykreowało aż pięć z tych okazji, mimo posiadania zaledwie 29% posiadania piłki.

Ten obrazek każe zapytać o losy centralnych obrońców. Jeśli forma i zdrowie Ronalda Araújo na to pozwolą, Eric García może szykować się na "odpoczynek". Jego ostatnie występy były naznaczone błędami – samobójczy gol i czerwona kartka przeciwko Atleti, a następnie żółta kartka i przedwczesne zdjęcie z boiska w ostatnim ligowym starciu. Czy to symptomy szerszego kryzysu osobowego na tyłach, czy tylko chwilowe załamanie formy u pojedynczego gracza? W kontekście walki o mistrzostwo, każda taka wpadka jest na wagę złota.

Wyścig Tytanów: Obrona jako decydujący czynnik w LaLiga

Na chwilę obecną, w lutym, Liga Mistrzów ligowej rozstrzyga się między dwoma podmiotami. Barcelona traci dwa punkty do Realu Madryt, ale ma aż dziesięć punktów przewagi nad trzecim w tabeli Villarreal. Gdy spojrzymy na to, ile gier obie czołowe ekipy wygrały – jest to ta sama liczba – dochodzimy do prostego wniosku: o tytule mistrzowskim zadecyduje jakość i konsekwencja gry w defensywie. Jeśli w każdym meczu punkt jest wyrywany z trudem, to brak czystego konta i niepotrzebna strata punktu stają się dramatem. Na ten moment to Królewscy mają przewagę w minimalizowaniu strat za linią obrony. To pokazuje, jak bardzo nieobecna jest stabilność w Barcelonie.

Levante: Ligowy autostop do degradacji

Dla Levante, ten sezon to pasmo goryczy. Jesień i początek zimy to była seria absolutnego załamania, naznaczona pięcioma porażkami z rzędu w LaLiga. Nowy Rok przyniósł chwilowe przebudzenie – tylko jedna porażka w sześciu meczach, co dało cień szansy na utrzymanie. Niestety, bieżąca forma znów jest fatalna: trzy porażki z rzędu sprawiły, że do bezpiecznej strefy tracą siedem punktów. Zespół ten może pochwalić się najgorszym bilansem defensywnym w całym hiszpańskim topie. Jeśli nie wydarzy się cudowna seria odwrócenia losów, po zaledwie jednym sezonie powrót do niższej ligi wydaje się nieunikniony.

Forma i prognozy: Czy katalońska twierdza utrzyma się na Camp Nou?

Przed ostatnimi wpadkami z Atlético i Gironą, Barcelona mogła pochwalić się serią sześciu zwycięstw z rzędu. Co więcej, na własnym terenie w tym sezonie to absolutna dominacja: 11 meczów, 11 wygranych i tylko pięć straconych goli. To musi być fundament, na którym budowana jest pewność siebie przed Levante. Goście mają o tyle interesujący bilans, że wywieźli na wyjazdach (11 punktów) więcej "oczek" niż zdobyli u siebie (7 punktów), ale w starciu z Barceloną na jej stadionie, oczekiwanie jakiegokolwiek punktu byłoby naiwnością.

W kwestii składu, dobrą wiadomością jest potencjalny powrót Marcusa Rashforda (choć sam fakt, że jest on kluczowym piłkarzem podawany jest jako ciekawostka), ale Pedri najprawdopodobniej odpocznie. Gavi i Andreas Christensen pozostają kontuzjowani. Dla Levante kłopoty kadrowe to standard: Kervin Arriaga pauzuje z powodu zawieszenia, a Pablo Martínez ma uraz nogi. Na werdykt co do stanu zdrowia czekają w sprawie Unaia Elgezabala.

Geniusz w kreowaniu szans: Lamine Yamal jako silnik ofensywy

Kiedy defensywa szwankuje, cały ciężar spoczywa na barkach ofensywnych magików. Lamine Yamal to absolutny fenomen. Skupmy się na jego statystykach: drugi w LaLiga pod względem sumy goli i asyst (18), trzeci pod względem strzałów na 90 minut (4.6) i absolutny lider w kreowaniu sytuacji (58 kluczowych podań). Jednak jego unikalna wartość dla Barcelony leży gdzie indziej. Jeśli chodzi o 'duże szanse stworzone' (big chances created), Yamal deklasuje stawkę. Jego 21 takich kreacji to ponad dwukrotnie więcej niż Luis Milla czy Arda Güler (po 11). To pokazuje, że bez jego błysku, Barcelona miałaby gigantyczny problem z regularnym otwieraniem dostępu do bramki rywala.

Ostateczny werdykt: Pragmatyzm ponad finezją

Spodziewamy się, że w tym meczu nie będzie to popis pięknej, płynnej gry, na jaką stać Barcelonę. Kibice zażądają punktów, a te muszą zostać dopisane do konta po starciu z ekipą walczącą o przetrwanie. W obliczu problemów defensywnych, ale i potęgi ofensywnej w domu, pragmatyzm powinien zwyciężyć. Barcelona powinna zapewnić sobie te trzy punkty, choć może nie będzie to spektakl godny zapamiętania. Przewidywany wynik: Barcelona 2-0 Levante.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.