Braga – niepozorny projekt Carlosa Vicensa puka do europejskich drzwi
SC Braga, tradycyjnie dla wielu portugalskiej piłki nożnej „najlepszy z reszty” tuż za wielką trójką, przeszła ostatnio nieco w cieniu, ale to, co dzieje się w klubie teraz, jest fascynującym studium trenerskiego rozwoju.
Od tablicy ekonomicznej do warsztatu Guardioli – kim jest Carlos Vicens?
Carlos Vicens to postać, która wymyka się schematom. Zanim w ogóle pomyślał o pracy na seniorskim szczeblu, w wieku zaledwie 29 lat, równolegle z nauczaniem ekonomii w szkole średniej, budował swoją renomę, notując serię awansów w regionalnych ligach Majorki. Taka ścieżka jest rzadkością i już na starcie pokazuje jego ambicję. Kiedy przestał już "wyrastać" z niższych lig, poszukiwanie nowych bodźców zaprowadziło go do Bilbao, prosto pod skrzydła geniusza, Marcelo Bielsy. Vicens, korzystając z rzekomo „otwartych drzwi” argentyńskiego szkoleniowca do dzielenia się wiedzą, skrupulatnie notował.
To właśnie ta chłonność wiedzy zaowocowała po latach współpracą z absolutną światową elitą. Po sześciu latach pracy w hiszpańskich niższych ligach, trafił do Manchesteru City, gdzie po udanym procesie rekrutacyjnym prowadzonym przez Jasona Wilcxa i Txikiego Begiristaina, objął drużynę U-12. Szybko jednak stało się jasne, że jego kompetencje są cenniejsze bliżej pierwszej drużyny. Ostatecznie, Vicens stał się jednym z asystentów Pepa Guardioli. Jego mentorską rolę doskonale oddaje anegdota sprzed meczu Community Shield z Leicester w 2021 roku, kiedy to Pep powierzył mu ogłoszenie składu. Sam Vicens wspomina tamten moment dla The Athletic: > “Wszyscy się na mnie patrzyli, nawet Pep. To on był tym, od którego – nie mówiąc ani słowa – czułem największą presję, bo to ktoś, kogo nie chcesz zawieść. Rozumiemy to, my też nie chcielibyśmy rozczarować Pepa.”
Podążając ścieżką wytyczoną wcześniej przez Mikela Artetę czy Enzo Marescę, Vicens postanowił spróbować swoich sił jako samodzielny menedżer. Braga, jego pierwszy seniorski przystanek, natychmiast zaczęła odzwierciedlać wpływy Bielsy i Guardioli.
Stylem w górę: Dominacja w posiadaniu piłki i dyrygent Moutinho
Styl gry Bragi pod wodzą Vicensa jest uderzająco ofensywny i oparty na kontroli. To jawny pokaz taktycznych wpływów, jakie wyniósł z Anglii. Statystyki nie kłamią: SC Braga notuje najwyższe średnie posiadanie piłki (63%) w Liga Portugal i wykonuje imponującą liczbę 530,1 celnych podań na mecz, kreując przy tym 88 dużych szans bramkowych – to są liczby zespołu, który chce dominować.
Jednak kluczową postacią w tym orkiestrowanym ataku jest 39-letni weteran, były pomocnik Wolverhampton Wanderers, João Moutinho. Nie jest on typem rozgrywającego, który rozrzuca piłki na całe boisko; jego rola jest bardziej subtelna, dyktująca tempo gry z głębi pola, niczym pivot pokroju Rodriego czy Andrei Pirlo. Średnia 82,3 celnych podań na 90 minut to absolutny fenomen w lidze. Dla porównania, Rodri w znacznie silniejszym składzie Manchesteru City notuje 87,3. Jest to bez cienia przesady historycznie dobry sezon dla byłego reprezentanta Portugalii.
Oczywiście, brutalna prawda ligi portugalskiej jest taka, że Porto, Benfica i Sporting stoją w osobnej lidze, a Braga traci do trzeciego Sportingu aż 19 punktów. Na krajowym podwórku ten sezon jest już praktycznie zamknięty – pucharowe aspiracje zostały zweryfikowane, a zapewnienie sobie miejsca w europejskich pucharach na kolejny sezon wydaje się kwestią formalności. Prawdziwa scena dla Vicensa i jego filozofii to Europa.
Europejska kampania Bragi: Powrót do finału, emocje i taktyczne szachy
Braga weszła do Ligi Europy już od fazy eliminacyjnej, eliminując Levski Sofia, CFR Cluj i Lincoln Red Imps. W fazie grupowej kontynuowali imponujący marsz, pokonując europejskie potęgi takie jak Feyenoord i Celtic, notując czyste konto w pierwszych dwóch spotkaniach. Zwycięstwa nad FK Crvena Zvezda, Nice i Nottingham Forest (którzy również doszli do półfinału) zapewniły im bezpośredni awans do 1/8 finału.
Prawdziwa próba charakteru nadeszła w starciu z Ferencvárosi prowadzoną przez Robbiego Keane’a. W pierwszym meczu Węgrzy ograli Bragę 2:0. Vicens zareagował błyskawicznie, wracając do preferowanej formacji 3-4-2-1. Pierwsza połowa rewanżu zdeklasowała rywali: dublet Ricardo Horty oraz bramki Floriana Grillitscha i Gabiego Márqueza dały wynik 4:2 w dwumeczu.
Następnie przyszło starcie z finalistami Ligi Konferencji Europy z poprzedniego sezonu, Realem Betis. Pierwszy mecz w domu zakończył się skromnym prowadzeniem Grillitscha, zanim Juan Hernández wyrównał z rzutu karnego. Wszystko wskazywało na to, że europejska przygoda dobiegnie końca, gdy Betis w rewanżu prowadził już 2:0. Ale Braga to kawał twardego materiału. Pau Víctor zdobył gola tuż przed przerwą, by w drugiej połowie niesamowity powrót zakończył się zdobyciem trzech bramek i awansem do półfinału.
Półfinał przeciwko Freiburgowi był taktycznym majstersztykiem. Niemcy grali sztywnym systemem krycia „jeden na jednego”. Vicens natychmiast to wyłapał i dzięki inteligentnym rotacjom w środku pola, zaskoczył gości. Demir Tıknaz dał prowadzenie, ale Vincenzo Grifo szybko wyrównał. Braga miała szansę objąć prowadzenie po faulu na Gustafie Lagerbielke, ale rzut karny wykonywany przez Rodrigo Zalazara obronił Noah Atubolu. Szczęście, które jest niezbędne w walce o finał, uśmiechnęło się do gospodarzy w doliczonym czasie: strzał Carvalho sprawił Atubolu kłopoty, a obroniony pierwotnie gol dał szansę Mario Dorgelesowi na zdobycie zwycięskiej bramki.
Niezależnie od tego, co wydarzy się w drugim półfinale, obie angielskie ekipy (Nottingham Forest lub Aston Villa), które z pewnością będą faworytami do ostatecznego triumfu, staną przed wyzwaniem, jeśli Braga zdoła uniknąć Anglików przed finałem. Warto przypomnieć, że Braga ma już doświadczenie w europejskim finale – w sezonie 2010/11 ulegli Porto prowadzonemu przez Andre Villasa-Boasa po bramce Radamela Falcao. Przyszłość w Vitorii da Sousa zapowiada się znakomicie, a jeśli ambitna i sprytna polityka transferowa zostanie podtrzymana, przełamanie portugalskiego triopolu wydaje się być tylko kwestią czasu.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.