Nadchodzi europejska bitwa na Stamford Bridge, a Chelsea potrzebuje tlenu, by utrzymać marsz! Czy The Blues poradzą sobie z dominującą Barceloną, mimo że gabinet doktora znów pęka w szwach? Przygotujcie się na starcie, gdzie kontuzje mogą zadecydować o losach fazy ligowej Ligi Mistrzów.

Szpital Marynarki Wojennej: Bilans kadrowy The Blues przed El Clásico Ligi Mistrzów
Powrót po przerwie reprezentacyjnej zazwyczaj budzi optymizm, a 2:0 z Burnley na pewno podreperowało morale Chelsea, wydłużając serię bez porażki do pięciu meczów. Jednak w kontekście starcia z potęgą pokroju Barcelony, optymizm tonie w obliczu problemów kadrowych. Enzo Maresca, młody menedżer londyńczyków, musi wykazać się trenerskim geniuszem, by załatać dziury w formacji defensywnej i ofensywnej. Zważywszy na to, że mówimy o Champions League, stawka jest absolutnie kosmiczna.
Powrót Fofany: Czyżby promyk nadziei, czy tylko chwilowe „odbudowanie” przed kolejnym kryzysem?
Wśród złych wiadomości, zawsze szukamy tych pozytywnych. I mamy jedną: Wesley Fofana. Ten obrońca, którego karierę naznaczyły nieustanne urazy, ma być gotowy na pojedynek z Dumą Katalonii. Według doniesień, Fofana był celowo oszczędzany w meczu z Burnley, aby zminimalizować ryzyko przed kluczowymi konfrontacjami z Barcą i Arsenalem. Oczekuje się, że Francuz znajdzie się w składzie meczowym 25 listopada. To kluczowy element układanki defensywnej – o ile kibice Chelsea wierzą w jego trwałą sprawność. Jego wejście do gry może być decydujące przy próbie zatrzymania rozpędzonych napastników Barcelony, ale czy można na nim polegać na pełne 90 minut? To pytanie za milion funtów.
„Łóżko rekonwalescencyjne” i pech, który nie chce opuścić Cobham
Nie da się ukryć, że Chelsea ma problem strukturalny. O ile można zaakceptować, że niektórzy gracze wracają powoli (jak Cole Palmer), o tyle sytuacja Romeo Lavii i Leviego Colwilla to czysty koszmar.
Sytuacja Romeo Lavii to sportowa tragedia. Pomocnik, który miał być przyszłością środka pola, po raz kolejny zapisał się na listę kontuzjowanych. Zaledwie osiem minut na boisku w meczu z Qarabag FK wystarczyło, by doznał kolejnego urazu uda. Maresca może tylko rozkładać ręce – Belg jest skazany na kolejną długą przerwę, a data jego powrotu pozostaje niewiadomą. To cios dla głębi składu, której brakuje stabilności.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja Leviego Colwilla. Jak informują źródła, stoper przeszedł operację więzadła krzyżowego (ACL) tuż przed rozpoczęciem sezonu 2025/2026. To kontuzja, która eliminuje z gry na całe, lub znaczną część, kampanii. W obliczu potencjalnych rotacji w Lidze Mistrzów, brak Colwilla jest strategiczną katastrofą defensywną.
Przeklęty palec Cole’a Palmera
Najbardziej bolesna i absurdalna jest historia Cole’a Palmera. Pożądany przez wszystkich, powoli wracający po problemach z pachwiną/palcem, Palmer miał być gotowy na gigantów z Hiszpanii. Wszyscy wierzyli, że zdąży. A co się stało? Jak sam Maresca ujawnił, playmaker nabawił się niefortunnego urazu palca „w domu”. Tak, dobrze czytacie – kontuzja domowa. Maresca revealed that the playmaker suffered an unfortunate toe injury at home, meaning he will be unavailable until December. To wydarzenie podważa wiarę w całą rutynę, jaką próbuje się wprowadzić w klubie. Powrót Palmera przewiduje się dopiero na mecz z Leeds United 3 grudnia, co oznacza, że kluczowy mecz z Barceloną rozegra się bez jego magii.
Dodatkowo, nowy nabytek, Dario Essugo, również pozostaje poza grą z powodu operacji uda. Choć Chelsea ma nadzieję, że pomocnik wróci do gry na początku 2026 roku (przewidywany powrót 4 stycznia w meczu z Manchesterem City), teraz nie jest wsparciem.
Kłopoty poza boiskiem: Dyskwalifikacja Mudryka
W obliczu istnej epidemii kontuzji, Maresca nie może liczyć tym bardziej na wsparcie z tytułu zawieszeń. Na nieszczęście, na ławce rezerwowych usiądzie Mychajło Mudryk. Choć klub stara się okiełznać sytuację, ukraiński skrzydłowy wciąż jest niedostępny z powodu tymczasowego zakazu dopingowego. Na szczęście, poza Mudrykiem, reszta drużyny jest „czysta” pod względem kartek i zawieszeń ligowych. Niemniej jednak, menedżer musi myśleć o tym, by jego dostępni gracze nie zaliczyli kolejnych żółtych kartek, które mogłyby ich wykluczyć w dalszej fazie rozgrywek Ligi Mistrzów.